Kapitalny mecz Vive w LM! Barcelona pokonana! Pierwsza taka porażka od sześciu lat

Piłkarze ręczni Łomży Vive Kielce dokonali nie lada sztuki! Po kapitalnej grze pokonali na wyjeździe najlepszą drużynę Europy - Barcelonę 32:30. Barcelona przegrała u siebie w Lidze Mistrzów po raz pierwszy od 2015 roku!

To był fenomenalny mecz dwóch kandydatów do wygrania Ligi Mistrzów tego sezonu. Jak przystało jak dwie tak wielkie firmy, spotkanie było bardzo wyrównane i doszło do pasjonującej końcówki. Jeszcze w 54. minucie kielczanie prowadzili 29:26, ale stracili dwa gole z rzędu. Minutę przed końcem Barcelona miała piłkę, by wyrównać, ale kapitalnie w obronie piłkę przechwycił Arciom Karalok, podał przez pół boiska do Arkadiusza Moryty, który zdobył gola na 32:30, bo daleko z bramki wyszedł Gonzalo Perez De Vargas. Za chwilę kapitalnie dysponowany Andreas Wolff obronił rzut z dystansu Dika Mema i dobitkę eks-kielczanina Blaza Janca.

Zobacz wideo "Mało osób w nas wierzyło przed mistrzostwami. Nie tylko w telewizjach, ale ogólnie"

Barcelona przegrała po blisko sześciu latach!

2175 - tyle dni minęło od ostatniej porażki Barcelony przed własną publicznością w Lidze Mistrzów (aż 44 zwycięstw w tym czasie). Obrońca trofeum ostatni raz przegrał u siebie 5 grudnia 2015 roku właśnie z Łomżą Vive Kielce w pojedynku fazy grupowej. Wtedy w ekipie mistrzów Polski grali tacy zawodnicy jak: Karol Bielecki, Sławomir Szmal, Mateusz Jachlewski, Michał Jurecki, Julen Aginagalde, Ivan Cupić, Manuel Strlek czy Uros Zorman. Z obecnego składu w Barcelonie był wówczas na parkiecie tylko Krzysztof Lijewski, który obecnie jest drugim trenerem kieleckiej siódemki.

Teraz obie drużyny przez wielu ekspertów, trenerów i prezesów uważane są za dwa kluby, które mogą w kolejnych latach nadawać ton tym rozgrywkom i wymieniać się tytułami za zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Świadczą o tym nie tylko obecne, bardzo silne składy, ale również transfery na przyszłe sezony. Oba zespoły są również głównymi kandydatami do wygrania grupy B Ligi Mistrzów. I to mimo faktu, że Barcelona straciła w sześciu meczach już trzy punkty (porażka na wyjeździe z Telekomem Veszprem i remis w Porto), a Łomża Vive na inaugurację przegrała niespodziewanie w Bukareszcie z Dinamem.

Od tamtej pory drużyna Talanta Dujszebajewa spisywała się jednak znakomicie i odniosła aż sześć zwycięstw z rzędu i objęła prowadzenie w grupie. Dlatego kielczanie wraz z blisko 300 swoimi kibicami lecieli do Barcelony z olbrzymimi nadziejami i wielką chęcią zwycięstwa i przerwania imponującej serii rywali. - Czuję, że jesteśmy teraz wystarczająco silni, aby pokazać światu piłki ręcznej naszą siłę. Ale oczywiście Barcelona ma świetny zespół i wygrana będzie dla nas bardzo trudnym zadaniem - pisał Bertus Servaas na Twitterze.

- Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam tak podekscytowana na mecz grupowy, jak dziś wieczorem na Barcelona - Kielce. Ortega kontra Dujszebajew, światowe gwiazdy - dodał Rasmus Boysen.

Smaczku tej rywalizacji dodawał fakt, że w Barcelonie obecnie gra aż trzech były zawodników Łomży Vive Kielce: hiszpański lewoskrzydłowy Angel Fernandez, chorwacki rozgrywający Luka Cindrić oraz słoweński prawoskrzydłowy Blaz Janc.

Kapitalny mecz Nahiego i Moryty

Początek meczu był bardzo wyrównany. Po dziesięciu minutach był remis 5:5. Wtedy zacięła się kielecka ofensywa. Goście przez sześc minut zdobyli tylko jednego gola i przegrywali 6:10. Był to jedyny słabszy moment drużyny Talanta Dujszebajewa, która rozpoczęła prawdziwy koncert gry, godny kandydata do zwycięstwa Ligi Mistrzów.

Mistrzowie Polski bardzo dobrze grali w obronie (wymusili w tej części na Barcelonie aż osiem błędów), a mocno w bramce pomagał Andreas Wolff, który zagrał jeden z najlepszych meczów w tym sezonie (w sumie miał piętnaście obron). Kielczanie najpierw świetnie wykorzystali grę w przewadze. Mieli dwa przechwyty i Arkadiusz Moryto oraz Dylan Nahi trafiali do pustej bramki. To jednak nie koniec. W 21. minucie po trafieniu dobrze grającego, a rozczarowującego w ostatnich meczach i odchodzącego z klubu po zakończeniu tego sezonu - Uładzisłaua Kulesza, był remis 10:10. Za chwilę po jego cudownym trafieniu z dystansu Łomża Vive prowadziła 12:11.

Kielczanie tak jak w poprzednich spotkaniach, grali znakomicie w ofensywie. Do przerwy na parkiecie zwycięzcy Ligi Mistrzów z ubiegłego sezonu zdobyli aż dziewiętnaście bramek! Zostali piątą drużyną w historii rozgrywek, której w jednej połowie udało się zdobyć tyle goli. Najwięcej trafili Braga i THW Kiel - po dwadzieścia.

Mistrzowie Polski mieli 73 proc. skuteczność (19/26) i popełnili tylko cztery straty. Ich skuteczność doprowadzała do rozpaczy hiszpańskiego bramkarza, uznawanego za jednego z najlepszych na świecie - Gonzalo Pereza De Vargasa, który w końcówce został nawet zmieniony.

W tej części królowali zwłaszcza kieleccy skrzydłowi: Dylan Nahi i Arkadiusz Moryto. Obaj zdobyli po pięć goli i mieli 100 proc. skuteczność.

Vive coraz bliżej wygrania grupy

Po tym zwycięstwie zawodnicy Łomży Vive Kielce umocnili się na prowadzeniu w tabeli grupy B. Sytuację w niej można zobaczyć tutaj.

Kielczanie zostali też drugą drużyną w historii Champions League, która przynajmniej dwa razy pokonała na wyjeździe Barcelonę. Trzy razy wygrał też THW Kiel.

Za tydzień wielki rewanż. Barcelona przyjedzie do Hali Legionów. Początek meczu w środę, 24 listopada o godz. 18.45. Będzie to 400 mecz dla Talanta Dujszebajewa w roli trenera Łomży Vive Kielce.

Barcelona - Łomża Vive Kielce 30:32 (16:19)

Barcelona: Perez De Vargas (skuteczność 8/36), Maciel (1/5) - Mem 7, N'guessan 7, Fabregas 5, Makuc 3, Gomez 3, Arino 2,  Cindrić 1, Fernandez 1, Langaro 1, Parera, Janc, Thiagus Petrus, Richardson, Zein.

Łomża Vive Kielce: Wolff (skuteczność 15/45) - Moryto 7, Nahi 6, A. Dujszebajew 4, Sićko 4, Karalok 3, Vujović 3, Tournat 2, Kulesz 2, Karacić 1, Gębala, Sanchez-Migallon, Olejniczak, Gudjonsson.

Sędziowali: Slave Nikolov, Gjorgji Nachevski (obaj Macedonia).

Inne wyniki 7. kolejki grupy B:

  • Flensburg - Dinamo Bukareszt 37:30 (14:14),
  • Motor Zaporoże - Telekom Veszprem 29:27 (14:12),
  • PSG - FC Porto 33:19 (18:4)
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.