Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Bayern odkrył życie bez Lewandowskiego. W cieniu skandalu Flick świetnie odpowiedział na wątpliwości Hoenessa

Gdy patrzyło się na Bayern Monachium w meczu z Hoffenheim można było pomyśleć, że nie ma nic prostszego niż wygrywanie. Monachijczycy zdeklasowali rywali, pokonując ich 6:0. Tym samym, w pewnym sensie, odkryli, że istnieje życie bez Roberta Lewandowskiego. Szkoda tylko, że tak dobry mecz zostawi tak negatywne odczucia. Wszystko przez skandal, do jakiego doszło w drugiej połowie.

- Musimy zaakceptować sytuację Lewandowskiego. Ważne jest to, że w takich okolicznościach drużyna zbliża się do siebie - mówił na konferencji prasowej przed sobotnim meczem Hansi Flick. Trener Bayernu zdradził wówczas, że ma kilka pomysłów na to, jak zastąpić polskiego napastnika, który w meczu Ligi Mistrzów z Chelsea (3:0) doznał kontuzji eliminującej go z gra na przynajmniej cztery tygodnie.

I rzeczywiście, ten pomysł, a właściwie pomysły było widać już od pierwszych minut. Szansę w obliczu braku najlepszego strzelca dostał Philippe Coutinho, który w Monachium dotychczas grał poniżej oczekiwań. Bezpośrednim zastępcą Lewandowskiego został natomiast Joshua Zirkzee, 18-letni Holender, uważany za jednego z najbardziej utalentowanych młodych piłkarzy Bayernu.

Talent nastoletniego snajpera widać był w trzech ostatnich występach w Bundeslidze – Zirkzee strzelił w nich bowiem dwa gole. To dobra statystyka, ale jeszcze lepsza wyda się, jeśli się podkreśli, że w tych występach Holender przebywał na boisku zaledwie 10 minut. W niedzielę na zdobycie bramki potrzebował nieco więcej, bo kwadransa. W 15. minucie bardzo dobrze zachował się w polu karnym, w stylu Lewandowskiego biorąc na plecy obrońcę, obracając się i pewnym strzałem pokonując bramkarza. Jego gol prowadzenia jednak Bayernowi nie dawał, a je jedynie podwyższał – przed Zirkzee bramki strzelali już bowiem Serge Gnabry i Joshua Kimmich.

Zobacz wideo Skandaliczny transparent kibiców Bayernu Monachium! Piłkarze pokazali klasę!

Wystarczyła połowa duetu

Ważna w kontekście braku Lewandowskiego nie była tylko bramka Zirkzee, który bezpośrednio go zastępował. Ważny był także wspomniany gol Gnabry’ego. Reprezentant Niemiec dotychczas tworzył z Polakiem duet nie do zatrzymania (razem obydwaj zawodnicy strzelili 11 z ostatnich 12 goli Bayernu) i wiele osób obawiało się, że w wyniku nieobecności połowy świetnej pary coś się w grze ofensywnej mistrzów Niemiec zatnie. Gnabry bez Lewandowskiego radził sobie jednak równie dobrze, kapitalnie współpracując z Thomasem Muellerem, który w sobotę imponował podaniami.

Mueller był architektem bramki nie tylko Gnabry’ego, ale także drugiej bramki Philippe Coutinho. Drugiej, bo pierwszą Brazylijczyk zdobył po przejęciu piłki w polu karnym, tuż po nieudanym strzale Zirkzee.

"Mylił się pan, panie Hoeness"

Bayern w sobotę zagrał koncertowo, a wszystkie tryby działały tak dobrze, że brak jednego z najważniejszych był niezauważalny. "Mylił się pan, panie Hoeness" - mógłby dziś powiedzieć Hansi Flick. Zdaniem "Bilda" były już prezes Bayernu zarzucał w grudniu trenerowi brak przygotowania na potencjalną absencję Lewandowskiego. Tymczasem okazało się, że na taką okoliczność Bayern przygotowany jest doskonale. Owszem, po trzech szybkich ciosach Hoffenheim opuściło gardę i z błagalnym wzrokiem czekało na ostatni gwizdek, ale trzeba docenić to, jak drużyna z Monachium poradziła sobie bez jednego z liderów.

Inna sprawa, że to czekanie się trochę przeciągnęło przez coś, co zrujnowało sielankową atmosferę – przez skandaliczny transparent, obrażający właściciela Hoffenheim. Na tyle skandaliczny, że z jego powodu sędzia dwukrotnie przerywał mecz. Za drugim razem piłkarze obydwu zespołów zeszli do szatni, a kibiców o zdjęcie transparentu prosili Hansi Flick i Hasan Salihamidzić. Karl-Heinz Rummenigge najpierw pocieszał właściciela sobotnich rywali Bayernu, a później opuścił lożę honorową i także zszedł na murawę.

Gdy zawodnicy Hoffenheim i Bayernu wyszli z tunelu, zaczęli wymieniać między sobą podania. Tak, między sobą - dwie drużyny, które przed chwilą walczyły i były zwrócone przeciw sobie, stanęły razem przeciw przemocy i ludzkiej głupocie, coraz częściej przejawiającej się w skandalicznych zachowaniach na trybunach. Przez kilkanaście minut 22 zawodników grało razem, podrzucało piłkę, rozmawiało, wskazywało na trybuny. Po kilkudziesięciu sekundach konsternacji osoby, które przyszły na stadion dla piłkarskiego widowiska, nie wyzywania i obrażania innych, zaczęły bić brawo tym, którzy na murawie powiedzieli "nie" szerzącej się w piłce nienawiści. 

Te kilkanaście ostatnich minut meczu Hoffenheim - Bayern nie tylko przejdzie więc do historii. Prawdopodobnie da sygnał do walki z ludźmi, którzy na piłkarskich stadionach nie powinni się pojawiać.