Wisła Kraków na 87,3 proc. spadnie z ligi. I jest sama sobie winna

Dawid Szymczak
Potrzeba wielkich susów, a Wisła Kraków stawia jedynie mały kroczek. W meczu z Jagiellonią Białystok zamiast wygrać, kolejny raz zremisowała (0:0). A że rywale w walce o utrzymanie osiągnęli lepsze wyniki, to ryzyko spadku Wisły wzrosło z 67,4 proc. do 87,3.

Jerzy Brzęczek tyle razy łapał się za głowę i rwał z niej włosy, że po tym meczu najbardziej zaskakuje to, że fryzurą nie przypomina jeszcze Zinedine’a Zidane’a. A to niecelnie uderzył Zdenek Ondrasek, to źle podał Jan Kliment, to strzał Giorgiego Citaiszwiliego bez trudu obronił bramkarz Jagiellonii Białystok, to przestrzelił Elvis Manu podobnie jak w pierwszej połowie Konrad Gruszkowski. Sytuacji nie brakowało, ale Wisła Kraków żadnej z nich nie wykorzystała. Jeśli spadnie - a szanse na to według obliczeń Pawła Mogielnickiego z "90minut.pl" są bardzo duże - sama będzie sobie winna. Nieskuteczności w meczu z Jagiellonią Białystok nie przysłoni ani dyskusja o sędziowaniu, ani pozaboiskowe utarczki, ani brak szczęścia.

Zobacz wideo Wisła nad przepaścią. Brzęczek: Jakbym nie był optymistą, to musiałbym zrezygnować z pracy

Jak na dłoni widać było marność wiślackiej kadry

Wiśle trudno o jakiekolwiek usprawiedliwienie, bo zwycięstwo w tym meczu było konieczne, by realnie myśleć o utrzymaniu się w ekstraklasie. Tym bardziej, że w piątek Zagłębie Lubin wygrało aż 6:1 z Radomiakiem Radom, a w sobotę Śląsk Wrocław niespodziewanie wyszarpał punkt z Pogonią Szczecin. Z Wisłą może być jeszcze gorzej, jeśli w poniedziałek Bruk-Bet Termalica wygra z ostatnim w tabeli Górnikiem Łęczna i przeskoczy ją w tabeli. We wszystkich wariantach, które od kilku tygodni układają kibice, dopisanie trzech punktów po meczu z Jagiellonią było punktem wyjścia do dalszych rozważań. Bez nich o pozostaniu w ekstraklasie nie tyle się myśli, co już tylko marzy. Wiarę w zespół Brzęczka, zastąpiła wiara w cud.

W sobotę jak na dłoni widać było marność wiślackiej kadry. Piłkarzom nie brakowało chęci czy oklepanego już charakteru, ale piłkarskich umiejętności: sprawnego wykończenia, celnego podania, umiejętnego rozegrania akcji. Wisła chciała, ale nie potrafiła. Szukała miejsca na bokach, jednak piłkarzom Jagiellonii wystarczyła ledwie solidna gra w obronie, by przed przerwą nie mieć żadnych problemów w defensywie. Dopiero w drugiej połowie, gdy Jerzy Brzęczek rzucił na boisko wszystkich ofensywnych piłkarzy, jakich miał, a na boisku zaczął rządzić chaos, okazji było więcej. Wtedy jednak kibice Wisły kolejny raz w tym sezonie mogli żałować, że nie mają w kadrze choćby jednego w miarę skutecznego napastnika. W najlepszej sytuacji zawiódł Ondrasek, a wyciągnięty z szafy po dwóch miesiącach Kliment, choć chciał brać udział w każdej akcji, najczęściej je psuł. Mało brakowało, a w końcówce to Jagiellonia strzeliłaby gola. Blisko trafienia byli Jesus Imaz i Marc Gual.

Jedno zwycięstwo w 13 meczach. A jednak są resztki nadziei

Na dwie kolejki przed końcem Wisła traci do Śląska Wrocław (ostatniego zespołu nad kreską) cztery punkty. Ale nadziei na pozostanie w ekstraklasie może szukać wyżej i porównywać się do Zagłębia Lubin, którego największą bolączką jest terminarz. Zagra bowiem z Rakowem Częstochowa i Lechem Poznań, czyli drużynami walczącymi o mistrzostwo Polski. Możliwe więc, że zespół Piotra Stokowca nie zdobędzie w tym sezonie już ani jednego punktu. Jeśli Wisła, która za tydzień zagra z Radomiakiem w Radomiu, a w ostatniej kolejce zmierzy się u siebie z Wartą Poznań, zdobędzie w tych meczach cztery punkty, zrówna się z Zagłębiem i zostanie w ekstraklasie, bo w bezpośrednich meczach z lubińskim zespołem wypadła lepiej (porażka 1:2 i zwycięstwo 3:0).

W obu tych spotkaniach trenerem Wisły był jeszcze Adrian Gula. Może się więc okazać, że utrzymanie zapewni zwolniony trener, a nie Brzęczek, który w 11 meczach zdobył tylko 10 punktów (bilans: 1-7-3) i punktuje gorzej od poprzednika (średnia 0,90 pkt na mecz vs 1,0). Ale głównych winnych ewentualnego spadku nie szukalibyśmy przy bocznej linii, ale dalej - w gabinetach. Wystarczy powiedzieć, że najlepszy w Wiśle Citaiszwili był 20.(!) zakontraktowanym piłkarzem w tym sezonie. Jeden trener przygotowywał drużynę, drugi prowadził ją wiosną. Po drodze odpadł też dyrektor sportowy Tomasz Pasieczny. Po zmianie trenera miało być mniej widowiskowej gry, ale więcej punktów. Wyszło odwrotnie - Wisła chwilami gra nieźle, ale w tym roku w 13 meczach odniosła jedno zwycięstwo i jest równie niestabilna jak cały klub. Dlatego trudno oszacować, co jest bardziej prawdopodobne - dwie porażki w dwóch ostatnich kolejkach czy dwa zwycięstwa, które i tak nie gwarantują utrzymania.

Więcej o: