Był złoty Rolls Royce, koncert Jacksona i łódź podwodna. Najbogatszy piłkarz świata wybrał skromną drogę

Kacper Sosnowski
Jego bracia mają wszystko, czego zapragną, ale on o swoje marzenia walczy sam. Cristiano Ronaldo i Leo Messiego wyprzedził na razie tylko w kategorii stanu konta. Grający w Tajlandii Faiq Bolkiah jest najbogatszym piłkarzem na świecie, ale kto wie, czy kiedyś więcej niż o jego kasie i królewskim pochodzeniu, nie będzie się mówiło o strzelanych golach?

Jego ojciec sułtan Hassanal Bolkiah wydał 17 milionów dolarów, by na 50-tych urodzinach na żywo posłuchać Michela Jacksona. Najpierw na ten występ wybudował zresztą stadion. Urodzinowa impreza Hassanala trwała wówczas dwa tygodnie, ale ściągnięcie w 1996 roku do Brunei "Króla Popu" nie było największą fanaberią w rodzinie władcy z małego państwa położonego w Azji. W latach 90-tych do Bolkiahów należała połowa wyprodukowanych na świecie Rolls-Royce'ów. Hassanal jeździł modelem wykonanym z 24-karatowego złota. Zresztą w swych garażach miał w sumie 5 tys. aut, w tym takie perełki jak pięć bolidów F1 McLarena, czy limitowane wersje Ferrari. Spora liczba tych aut należała do jego brata Jefriego. Wystawne życie prowadziło też w sumie kilkunastu synów ekscentryków. Jedni specjalizowali się w dalszym trwonieniu państwowego tj. rodzinnego majątku, inni – a właściwie tylko jeden, Faiq Bolkiah, wstawał co dzień rano na treningi i kopał piłkę. Wszystko dlatego, że pokochał futbol i zapragnął być piłkarzem.  

Zobacz wideo Wisła nad przepaścią. Brzęczek: Jakbym nie był optymistą, to musiałbym zrezygnować z pracy

5 tysięcy drogich aut, złoty pałac, harem i trening z gwiazdami NFL 

Żeby zrozumieć, co ominęło Faiqa, a właściwie, z czego zrezygnował, warto spojrzeć na codzienność w jego domu. Ojciec Faiqa, książę Jefri razem z Hassanalem do swych superszybkich aut kazali wybudować w kraju autostrady, bo sportowymi maszynami trudno było się bawić. Na autostradach skorzystali przynajmniej mieszkańcy. Na innych "inwestycjach" niekoniecznie. Bogacze kupowali samoloty (osiem i jeden helikopter), jachty (jeden z nich nazwali "Cycki", inne "Sutek 1" i "Sutek 2"), zamówili też łódź podwodną wzorowaną na jednej, którą zobaczyli w filmie o Bondzie. Kupowali i budowali posiadłości. Skonstruowali jeden z największych na świecie pałaców (złoty pałac Istana Nurul Iman), którego powierzchnia równa jest wielkości Watykanu. Inne zachcianki Jefriego były jeszcze bardziej szokujące. Książę był erotomanem, zamówił 8 złotych zegarków z brylantami i wskazówkami stylizowanymi na narządy płciowe. Kolekcja kosztowała 10 mln dolarów. Zamówił też pomnik, przedstawiający akt erotyczny z jedną ze swych żon. Jefri stworzył również harem. Wśród 40 kobiet, które ściągał do towarzystwa z zagranicy, były m.in. Miss Kalifornii z 1992 roku, czy Miss Anglii. Na zdjęciach i tańcach te spotkania miały się jednak nie kończyć. Jedna z Amerykanek oskarżyła go zresztą, że zamiast zapisanych w umowie "rozmów intelektualnych" oczekiwano od niej usług seksualnych. "Jefri prawdopodobnie wydał więcej pieniędzy niż jakikolwiek inny człowiek na ziemi" - ocenił działalność księcia "Vanity Fair".

Mariusz PudzianowskiMariusz Pudzianowski rozbił bank. 200 tys. zł za Najmana, a potem poszło

Hulaszczy tryb życia Hassanala i Jefriego w Brunei, państwu bogacącym się na sprzedaży ropy i gazu, został nieco ukrócony przez kryzys na rynku paliw. Przywódcy zostali pozbawieni swych stanowisk. Oskarżono ich o defraudację niemal 15 mld dolarów! Na jakiś czas musieli zapaść się pod ziemię, ale z procesów ostatecznie się wywinęli. W ramach ugód zwrócili państwu część majątku. Resztę dzięki prawnikom ukryli. To, co im zostało, też pozwalało na wiele.

To dlatego niemal każde z kilkunastu dzieci Hassanala i Jefriego z różnych związków dalej hulało w najlepsze. Podróżowali po świecie, rozbili drogie auta, pili szampany za setki tysięcy dolarów i chwalili się tym na portalach społecznościowych. Kiedy jeden z synów Jefri’ego, Hakkem chciał poćwiczyć futbol amerykański, ojciec ściągnął dla niego dwie gwiazdy NFL ze Stanów Zjednoczonych – Joe Montanę i Herschela Walkera. To nic, że młody chłopak ważył 135 kg i nie bardzo mógł złapać lecącą piłkę. Sportowe gwiazdy przez kilka dni przekazywały mu tajniki ulubionego sportu. Każdy ze sportowców dostał za to milion dolarów. Niewiele, bo dzieci bogaczy na urodziny dostawały setki milionów, w gotówce lub prezentach. Faiq Bolkiah chciał być zawodowym piłkarzem. Nie poprosił jednak o zakupienie treningu z Leo Messim czy Cristiano Ronaldo. Opuścił rodzinny pałac i wziął się do futbolowej harówki. 

Bracia trwonili miliony, on chodził na piłkarskie treningi

- Wszyscy moi bracia siedzą w domu i nic nie robią. Chcę coś robić. Nie chcę być taki jak oni - powiedział potem swemu koledze z Leicester Kianowi Williamsowi. Ten długo nie wiedział, że jego kompan z piłkarskiej akademii jest członkiem rodziny królewskiej, a co za tym idzie najbogatszym piłkarzem na świecie. Piłkarzem, który mógłby mieć właściwie wszystko, czego zapragnął. Że jego ojca byłoby stać na każdy angielski klub z trenerem, który ustalanie składu na mecz Premier League zaczynałby od Faiqa. Chłopak swoje marzenia chciał jednak spełnić sam, zapisał się do piłkarskiej akademii i starał się ciężko trenować, zapominając o milionach dolarów, które do tej pory, każdemu w jego rodzinie pozwalały spełniać wszystkie zachcianki.

Legia WarszawaBoruc może się pożegnać z Legią dopiero po sezonie. Gdy już nie będzie Vukovicia

Życie Faiqa wyglądało w miarę zwyczajnie. Chłopak poszedł do szkoły w angielskim małym miasteczku Berkshire. To tam trafił na pierwsze piłkarskie zajęcia. Najpierw trenował w Woolton Hill Argyle, a potem w AFC Newbury, klubach, które nic przeciętnemu kibicowi nie powiedzą. Jeśli jednak ktoś w klubach uważniej przeczytał wypełnione przez niego dokumenty, to zobaczył, że w adresie zamieszkania nastolatek podał Wotton Hill na terenie dawnego hotelu Hollington House. Jego rodzina zwyczajnie kupiła hotel i zamieniła na swój dom. Na tym jednak niezwykłość Faiqa się kończyła  - królewskie pochodzenie, nie miało żadnego wpływu na jego zachowanie. Był bardzo uprzejmy, zachowywał się jak normalny dzieciak - mówił "The Athletic" trener Paul Morgan. Dodawał, że Faiq na zajęcia wożony był dość elegancją furgonetką. Po zajęciach czy meczach podchodziły do niej inne dzieciaki, bo zawsze było tam pełno smakołyków, którymi się dzielił.  

"Po co on z nami gra? Mógłby skupić się na królestwie"

Podczas gry w AFC Newbury, Faiq, który występował w napadzie, został zaproszony na treningi młodych graczy Southampton. - Był szybkim i zręcznym zawodnikiem, ale nie był w swej grze samolubny - mówił o nim Morgan, podkreślając, że właśnie tym zwrócił na siebie uwagę obserwatorów. W akademii Southampton spędził 4 lata. Potem był też w szkółce Arsenalu, która akurat jechała na turniej do Singapuru. Żaden z jego kolegów z londyńskiej drużyny nie miał świadomości, że grają z członkiem królewskiej rodziny Brunei. Na Wyspach Faiq był anonimowy, ale w południowo-wschodniej Azji wzbudzał duże zainteresowanie. To wtedy jego koledzy z drużyny dowiedzieli się dlaczego. - Zdaliśmy sobie sprawę z jego bogactwa tylko dlatego, że pojechaliśmy na turniej do Singapuru. On był bardzo skromny. Z wyjątkiem jednego lub dwóch designerskich przedmiotów, które posiadał, nie mogłem powiedzieć, że był bogaty - mówił "The Athletic" jeden z jego ówczesnych kolegów. Podobny scenariusz miał miejsce, gdy Faiq przeniósł się do akademii Chelsea.  Gdy koledzy zorientowali się kim jest, żartowali: Po co on z nami gra? Mógłby skupić się na królestwie. Ale wszyscy wiedzieliśmy, jak bardzo kochał futbol - usłyszeli dziennikarze. To był czas, gdy Faiq tak jak inni mieszkał w zwykłej bursie dla piłkarzy. W żaden sposób nie dało się poznać, że majątek jego rodziny wynosi około 20 miliardów dolarów.  

 

- Myślę, że robił to, żeby nie zwracać na siebie uwagi. Wiedział, że szastanie pieniędzmi może zepsuć jego wizerunek - mówił jeden z kolegów. Dodawał, że kiedy wszyscy dowiedzieli się kim był Faiq, nikt nie zadawał mu pytań na ten temat, "bo była to jego sprawa".  

Najbogatszy piłkarz świata w tajskiej lidze

Człowiekiem, który odczuł królewski status Faiqa, był za to dziennikarz Gary Koh, nieliczny reprezentant mediów, który miał szansę z piłkarzem porozmawiać. Zresztą widział, co dzieje się wokół chłopaka w jego ojczyźnie. Książę jako 17-latek był kapitanem drużyny Brunei do lat 23 na Igrzyskach Azji Południowo-Wschodniej w Singapurze. Wtedy towarzyszyła mu już policja i osobiści ochroniarze. Miał nawet asystenta, który pomagał mu zdejmować taśmy zabezpieczające ochraniacze. Piłkarz funkcjonował jednak tak jak reprezentacja i chciał spać z resztą drużyny, w hotelu kadry, a nie jednym z pałaców wynajętych przez rodzinę, która podczas turnieju mu kibicowała. Od razu dodajmy, że w reprezentacji znalazł się raczej z powodów swych umiejętności, a nie statusu społecznego. Konkurencja nie była zresztą zbyt wielka. To był też czas, gdy Faiq podpisał swój pierwszy profesjonalny kontrakt z ekipą U-23. Najbardziej konkretne okazało się Leicester. Złośliwi piłkarzowi pewnie przypomną, że właściciele klubu, byli bliskimi przyjaciółmi Bolkiahów, z którymi przez wiele lat grali w polo. Ale status Faiqa tak jak w innych klubach, tak w Leicester, długo utrzymywany był w tajemnicy. Kilku dobrych kolegów z klubu tylko raz pojechało na jego zaproszenie na wycieczkę do Paryża, a kiedyś też przepłynęło się jachtem jego rodziny. To tyle ekstrawagancji. 

- On nienawidził mówić o swoim bogactwie. Na treningi przyjeżdżał Mercedesem, ale takim jak inne osoby do 23 roku życia. Nigdy nie widziałem go w żadnym złotym Rolls-Roysie - uśmiechał się kolega Kian Williams, który często pytany był o różne legendy krążące wokół chłopaka. Media w końcu też zaczęły się nim interesować - hasło najbogatszy piłkarz świata przyciągało. Chyba tylko to. Trudno uznać, że dotychczasowa sportowa kariera Faiqa była błyskotliwa. W Leicester przez 4 lata nie zdołał zadebiutować w pierwszej drużynie. Zagrał za to 5 razy w młodzieżowej Lidze Mistrzów - to byłoby na tyle europejskich sukcesów. Gdy jego umowa z Leicester zakończyła się, obywatel Brunei wyjechał do Portugalii i podpisał kontrakt z Maritimo. Tam też nie przebił się do pierwszej drużyny, grał w jej rezerwach. Koledzy go jednak chwalili.  

Skład polskiej grupy na mundialu Katar 2022"Mordercy dziennikarza nadal rządzą Arabią Saudyjską". Rywal Polaków to kraj horroru

- Wkładał w pracę masę wysiłku, chciał się doskonalić. Wciąż jest młody i wierzę, że ma przed sobą świetlaną przyszłość - mówił o nim jeden z portugalskich znajomych. Faiq 9 maja obchodził będzie 24 urodziny. Spędzi je jednak już w Tajlandii. Po tym jak w grudniu ubiegłego roku Maritimo zerwało z nim umowę, napastnik próbuje teraz szczęścia w ekipie Chonburi FC. W Tajskiej lidze do tej pory zagrał 14 meczów, zaliczył 4 asysty.

- Chcę, aby moja rodzina była ze mnie dumna. Oni zawsze są ze mną, popychają mnie do dalszej pracy. Dzielę się z nimi każdą dobrą informacją. No i chcę by rozwijała się reprezentacja Brunei - mówił podczas wywiadu w magazynie "Progresif". Choć z europejskiej perspektywy wylądował na peryferiach futbolu, wciąż sprawia wrażenie zmotywowanego i szczęśliwego, i wciąż jest skromny. Pewnie nie każdy wie nawet, że najbogatszy piłkarz świata gra w Tajlandii.

Więcej o: