• Link został skopiowany

Szczęsny ma problem w Barcelonie. Ekspert mówi nam wprost

Dawid Szymczak
Widzieliśmy, że Wojciech Szczęsny popełnił przeciwko Benfice błędy. Ale na czym one polegały? Z czego się wzięły? Co powinien robić lepiej? Z czym ma największy problem? - Od dawna przy konkretnych połączeniach podejmuje mało skuteczne decyzje - mówi Sport.pl Daniel Pawłowski, trener bramkarzy i analityk.
Wojciech Szczęsny ma problem z podejmowaniem decyzji. W meczu z Benfiką popełnił kilka błędów
Reuters / screen Canal+

To był szalony mecz. Barcelona pokonała w Lidze Mistrzów Benfikę 5:4, choć jeszcze w 86. minucie przegrywała 3:4. Wojciech Szczęsny niespodziewanie znów dostał szansę od Hansiego Flicka, ale był to jego najgorszy mecz z dotychczasowych. O omówienie jego występu poprosiliśmy Daniela Pawłowskiego, trenera bramkarzy i analityka, twórcę metodyki "Trening Decyzji Bramkarza", współpracującego m.in. z Łukaszem Fabiańskim i Bartoszem Mrozkiem.

Zobacz wideo Burza wokół Wojciecha Szczęsnego. "To nie jest jego mocna strona"

Chciałbym, żebyśmy przeszli po kolei przez wszystkie wpuszczone przez Szczęsnego gole. O pierwszego raczej nikt nie miał do niego pretensji.

- Rzecz polega na tym, że mamy generalny problem z oceną gry bramkarzy. Bardzo łatwo sprowadzamy dynamiczną sytuację do pojedynczych zdarzeń, przykładowo – nastąpiła wrzutka, dalej mocny strzał, padł gol, bramkarz nie miał szans lub świetnie obronił. Zapis takiej sytuacji opisujemy elementami, które nie są połączone między sobą. Gdzie są relacje między nimi? Jestem zdania, że gra bramkarza kieruje się pewną logiką wewnętrzną, która opiera się na relacjach, możemy powiedzieć - połączeniach. Najważniejszym zadaniem dla bramkarza w takich sytuacjach, jak ta przy pierwszym golu, jest wyłapanie najgroźniejszego połączenia między zawodnikiem, który miał piłkę, a resztą, która wbiegała w pole karne. Szczęsny musiał stwierdzić, do kogo podanie będzie najgroźniejsze. I jego zachowanie powinno być dopasowane do tego połączenia.

Drugi gol - Szczęsny wybiega przed pole karne do piłki, zderza się z Alejandro Balde, a Pavlidis przejmuje bezpańską piłkę i delikatnie kopie do pustej bramki. Tu jego błąd wydaje się oczywisty.

- Narracja z błędem jest problematyczna, bo jeżeli oceniamy sytuację zero-jedynkowo, to gubimy nie tylko inne elementy, ale też relacje między nimi. Takie uproszczenie ułatwia nam postrzeganie rzeczywistości, lecz ono niekoniecznie jest prawdziwe. Nie znamy dokładnie modelu gry w obronie Barcelony w takich sytuacjach.

Widzimy, że obrońcy Barcelony grają bardzo wysoko i zostawiają dużo wolnego miejsca za swoimi plecami, więc rywale szukają zagrań za ich plecy. Bramkarz - i Pena, i Szczęsny - muszą ich asekurować i często wybiegać poza pole karne.

- Istnieje ogólna logika podejmowania decyzji przez bramkarza w takich momentach gry, niezależnie od danego systemu gry. Interesuje nas nie tylko sama wysokość pozycji bramkarza, lecz także jej poziom - przesunięcie w relacji do zawodnika bez piłki oraz obrońcy. Zwróćmy uwagę, gdzie w momencie podania ustawiony był Pavlidis. Nie startował ze środka boiska.

Wybiegał zza pleców Balde, czyli lewego obrońcy. Rusza spoza koła środkowego. Mniej więcej w połowie drogi między linią koła środkowego a linią boczną.

- Właśnie. I moim zdaniem, pozycja Wojtka nie była dopasowana do połączenia między podającym a Pavlidisem.

Czyli Szczęsny powinien przesunąć się bliżej swojej lewej strony?

- Tak. Nie można bramkarzowi powiedzieć tylko tyle, że ma ustawiać się wysoko i chronić piłki zagrywane za linię obrony. To nie wystarczy. Moim zdaniem, jeśli chodzi o ochronę przestrzeni, decyzje Wojtka powinny być lepsze.

Co to znaczy, że Szczęsny nie ustawia się prawidłowo?

- Mówimy o małych rzeczach, detalach. Chodzi o to, że drobne szczegóły - jak moment pierwszego ruchu bramkarza - mogą mieć ogromne znaczenie dla ostatecznego wyniku akcji. Mała różnica w rozumieniu połączenia między zawodnikami i w odczytaniu intencji przeciwnika, może prowadzić do zupełnie innych rezultatów.

Po meczu Szczęsny udzielał wywiadu w Canal+ i powiedział, że doszło do błędu w komunikacji między nim a Balde. Biegł do piłki, krzyczał do Balde, że ma ją zostawić, on nie słyszał i na siebie wpadli. Jest - jak w ruchu drogowym - przepis mówiący, kto w takiej sytuacji ma pierwszeństwo? Kto powinien ustąpić?

- Tego typu sytuacje nazywam granicznymi. Takie sytuacje mają swoją analogię w siatkówce, gdy zaserwowana piłka leci między dwóch zawodników i nikt jej nie odbija, przeciwnik zdobywa punkt, a oni na siebie patrzą i rozkładają ręce, bo nie wiedzą, kto miał ją odbić. Warunki początkowe takiej sytuacji są dość proste - długie podanie lub serwis siatkarski pomiędzy dwóch zawodników. Wbrew pozorom te proste warunki początkowe mogą doprowadzić do bardzo trudnych sytuacji decyzyjnych. W moim modelu skuteczność oceny, w tym komunikacji, jest uzależniona od pozycji bramkarza. Jego ocena sytuacji zawsze będzie zależna od tego, gdzie jest ustawiony. Zróbmy prosty eksperyment myślowy i ustawmy Wojtka w różnych pozycjach. Najpierw na szesnastym metrze, później na jedenastym, w lewej części pola karnego, itd. Z każdego miejsca jego ocena będzie inna, tym samym również komunikacja między nim a współpartnerem będzie odmienna.

Ustawienie Wojciecha Szczęsnego przed trzecią straconą bramką w meczu z Benfiką
Ustawienie Wojciecha Szczęsnego przed trzecią straconą bramką w meczu z Benfiką screen Canal+

Trzeci gol Benfiki pada z karnego. Szczęsny wychodzi z bramki, ostro rusza do Pavlidisa, rzuca mu się pod nogi, powoduje rzut karny. Znów kluczowa jest decyzja o wyjściu? Tym razem w obrębie szesnastki, a nie poza nią.

- Cały czas musimy patrzeć na sytuację relacyjnie. Moim zdaniem, Szczęsny jest w tej sytuacji ustawiony bardzo dobrze. Jest ustawiony wysoko, chroni prostopadłe zagranie do zawodnika z nr 3 - Alvaro Carrerasa, ustawionego w przedłużeniu światła bramki. Pozycja tego zawodnika daje najwyższy wskaźnik xG (goli oczekiwanych - red.) z możliwych. Ale podanie piłki następuje do Pavlidisa na prawą stronę, jego pozycja jest poza światłem bramki, więc ta pozycja ma niższy wskaźnik xG.

Podanie jest zaskakujące, więc Szczęsny reaguje. Gwałtownie rusza do Pavlidisa i rzuca mu się pod nogi.

- Rusza do niego, wykorzystuje swoją wysoką pozycję startową, lecz już sama decyzja, by pójść tak gwałtownie w stronę piłki, jest błędna w mojej ocenie. Szansa na zdobycie bramki w tej sytuacji nie była zbyt duża, więc taka agresja i gwałtowność bramkarza była niepotrzebna. Moim zdaniem wystarczyło, aby spowolnić i znaleźć się po prostu blisko zawodnika z piłką.

Wygląda to tak, jakby Szczęsny założył, że będzie przy piłce jako pierwszy, zdoła ją Pavlidisowi wygarnąć i zażegna niebezpieczeństwo. Dlatego idzie na całość.

- Prawdopodobnie tak było. Wyobraźmy sobie, że Wojtek do niego doskakuje, lecz w bardziej stonowany sposób. Co by się stało?

Jest jakieś ryzyko, że Pavlidis zdołałby tę piłkę nad nim przerzucić i trafić do bramki. Tak zresztą próbował zrobić. Ale wiem, do czego pan zmierza, najczęściej w takiej sytuacji kończy się uderzeniem w bramkarza albo strzałem niecelnym. Pozycja jest trudna.

- Dokładnie. Albo nawet w ogóle nie decyduje się na oddanie strzału. Na to wskazują też statystyki. Generalnie zawodnik przy piłce w tej konkretnej sytuacji, znajduje się w trudnym położeniu, aby strzelić gola (m.in. dystans od bramki, kąt uderzenia), więc bramkarz nie musi być aż tak agresywny. Moim zdaniem do lamusa powinny odejść interpretacje takich sytuacji w stylu - „Jak ruszasz, to masz być pewny, idziesz albo nie". Dzisiaj, w mojej ocenie najważniejsze jest rozumienie gry, lecz rozumienie relacyjne.

Czwarty gol to samobójcze trafienie Araujo. Szczęsny jest gotowy do interwencji, ale obrońca go uprzedza. Jest co analizować?

- Zawsze jest. Wcześniej mówiliśmy o połączeniach w pionie, teraz musielibyśmy opowiedzieć o połączeniach w poziomie. Ten gol i pierwszy gol dotyczą właśnie tego. Bez wchodzenia w szczegóły - gra ma w sobie swoją wewnętrzną logikę, pozycje bramkarza nie muszą odpowiadać danemu modelowi gry, lecz samej logice gry.

To bardziej ogólnie - Szczęsny dzisiaj wszedł w model gry, który jest tak skrajnie inny niż ten w Juventusie, że takie błędy będą się pojawiać, bo po prostu uczy się grać inaczej niż dotychczas?

- Jestem odmiennego zdania, intuicja podpowiada nam, że faktycznie inny zespół, inna liga, inny model gry w obronie, wymaga podejmowania innych decyzji. Uważam, że to nie jest prawda. Model gry to jedna kwestia, lecz podstawa to rozumienie samej logiki gry, czyli mówimy tak naprawdę o głębszym poziomie niż model danego zespołu. Jestem zdania, że Wojtek od dawna przy konkretnych połączeniach podejmuje mało skuteczne decyzje. Spora ich część umyka, bo ostatecznie albo podanie okazywało się niecelne, albo któryś z obrońców zareagował, albo po prostu dana akcja nie kończyła się stratą bramki. Wtedy nikt przecież nie komentuje nawet takich sytuacji. Wyobraźmy sobie taki komentarz: „Obrońca wybija piłkę głową, lecz pozycja bramkarza w tej sytuacji powinna byś lepsza, bo jeśli obrońca nie wybiłby piłki, to przeciwnik miałby szanse go zaskoczyć". Ja natomiast muszę w ten sposób interpretować pozycje bramkarzy, bo na tym polega moja praca. Być może dlatego łatwiej mi dostrzegać te kwestie.

Mając 34 lata, określony styl, mocne i słabe strony, bramkarz może się jeszcze przestawić i dopasować do innej gry?

- Absolutnie. Wiem, że wielu trenerów powie, że nie można, lecz kompletnie się z tym nie zgadzam. Współpracowałem z doświadczonymi bramkarzami, jak Dusan Kuciak czy Bartosz Białkowski i uczyłem ich tego, o czym tutaj wspominałem. Generalnie - jakie decyzje podejmować w relacji do tego, co dzieje się na boisku. Moim zdaniem, skuteczne decyzje posiadają swoją logikę niezależnie od danego klubu, w tym taktyki czy systemu gry.

Więcej o: