Agata Wróbel na igrzyskach olimpijskich zdobyła dla Polski dwa medale. W swoim dorobku ma też sukcesy na mistrzostwach świata i Europy. Po zakończeniu kariery wycofała się z życia publicznego. Od lat wiadomo jednak, że jej sytuacja życiowa jest bardzo trudna.
W grudniu Agata Wróbel opublikowała poruszający wpis, w którym poinformowała, że straciła wzrok. "Ja dla siebie już nic nie chcę, naprawdę nic, odkąd straciłam wzrok w zasadzie czuję się wykluczona ze społeczeństwa" - pisała. Jej historia poruszyła ludzi i dotarła nawet na szczyty władzy. Premier Donald Tusk zdecydował o przyznaniu jej dożywotniej renty specjalnej w wysokości 5 tysięcy złotych. A przecież już wcześniej sztangistce przysługiwała emerytura olimpijska w wysokości 4200 złotych. Dodatkowo miał się nią zaopiekować szpital uniwersytecki w Krakowie.
"Fakt" postanowił sprawdzić, w jakich warunkach obecnie żyje Agata Wróbel. Gazeta zauważa, że wielu mieszkańców Czańca - miejscowości, w której obecnie żyje była sztangistka - nie szczędzi jej gorzkich słów.
- Pomagałem jej przez miesiąc, ale szybko zorientowałem się, że nie warto - powiedział jeden z jej sąsiadów. - Wszystko miała i straciła na własne życzenie, to się w głowie nie mieści - dodaje, wyliczając pieniądze, które zarobiła podczas kariery. - Co z tego zostało? Niech państwo polskie pomaga innym ludziom, u nas we wsi mamy dwójkę takich, a wy tylko bzdury piszecie - powiedział dziennikarzom.
Inne osoby, które jej pomagały też apelują - "Dajcie spokój Agacie". Część z nich dostała od Wróbel wiadomości z pretensjami. "Sportsmenka uznała, że ujawnili jej tajemnicę i straciła do nich zaufanie. Ci, który nieśli jej pomoc, poczuli się odtrąceni" - czytamy.
Była sztangistka nie pojechała do szpitala w Krakowie. Odtrąciła też pomoc miejscowego Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. "Agata pali za sobą wszystkie mosty" - zauważa gazeta. I zwraca przy tym uwagę, że to nic nowego, podobnie było już w 2019 roku, gdy Wróbel zebrała na zbiórce 150 tysięcy złotych.
- Oni nie wychodzą z domu - mówi jeden z sąsiadów o Agacie Wróbel i jej partnerze. "Wszystkie okna zasłonięte roletami, siedzą jak w bunkrze. Rzadko psy wyprowadzają. Wokół domu leży mnóstwo worków ze śmieciami. Brudne okna widać z daleka" - w ten sposób "Fakt" opisuje warunki, w których mieszka była sportsmenka. Odwiedza ją tam asystent rodziny z GOPS, który pomaga jej w codziennych obowiązkach.
Dlaczego tak trudno jest skutecznie pomóc Agacie Wróbel? W rozmowie z "Faktem" wyjaśnia to psycholog sportu Tomasz Kaczmarski z AWF w Katowicach. - W przypadku Pani Agaty pojawia się depresja. To choroba, która zaburza nasze funkcjonowanie, emocje, spostrzeganie rzeczywistości. Bycie w stanie chorobowym sprawia, że osoby takie czasem dokonują niejako autosabotażu. W ostatniej chwili rezygnują z pomocy, odczuwają silny lęk, często to działania, które podlegają błędnej negatywnej ocenie środowiska zewnętrznego, które próbuje racjonalnie spojrzeć na sytuację, która jest efektem stanu chorobowego - tłumaczy.
I zwraca uwagę, że Agata Wróbel może bardziej potrzebować innego wsparcia niż materialne. - Być może ważniejsze będzie wsparcie w ułożeniu sobie i zorganizowaniu życia codziennego. Być może praca nad sobą. Skorzystanie z pomocy psychologicznej. Wierzę, że ta historia zakończy się mimo wszystko szczęśliwie, że pani Agata dzięki wsparciu ze środowiska zrozumie, że warto skorzystać z pomocy, że ludzie są jej życzliwi i gotowi, aby pomóc. Wszystko zależy jednak od niej samej - podsumował.