Ikoniczny klub wstaje z martwych! W dwa lata awansowali o pięć lig

W 2021 roku piłkarski świat był świadkiem kompletnego upadku znanego włoskiego klubu Chievo Werona. "Latające Osły" zniknęły z futbolowej mapy świata w efekcie ogromnych kłopotów organizacyjnych i finansowych. Tym samym zakończyła się 92-letnia historia klubu, który spędził w Serie A 17 sezonów. Teraz jednak Chievo wraca do świata żywych. A wszystko za sprawą największej legendy w jego historii.

Młodszy, znienawidzony sąsiad Hellasu Werona. Tak można było nazywać Chievo przez większość jego egzystencji. To Hellas był pierwszym klubem w mieście "Romea i Julii", tym najbardziej futbolowo z nim kojarzonym. Chievo założone zostało w 1929 roku przez firmę cukierniczą, ale status profesjonalnego klubu uzyskało dopiero w 1986 roku, gdy stery przejął tam Luca Campedelli. 

Zobacz wideo Zabawa na treningu kadry! Tak Probierz buduje atmosferę

Żyjemy, by grać w piłkę. Oraz wkurzać Hellas Werona

Klub ten przez długi czas istniał głównie po to, by wkurzać starszego sąsiada. Chievo podebrało Hellasowi barwy (żółto-niebieskie), na herbie umieściło włoskiego księcia Cangrande I della Scala (symbol kojarzony z Hellasem), a dodatkowo wprowadziło się na ich stadion. Charakterystyczny przydomek "Latające Osły"? Tak, to też zasługa kibiców Hellasu, którzy kiedyś wywiesili transparent, głoszący, że prędzej osły zaczną latać, niż Chievo wejdzie do Serie A. A co się stało w 2001 roku? Dokładnie tak, młodszy sąsiad wszedł na najwyższy poziom rozgrywkowy. Zaś pamiętny transparent tak im się spodobał, że przydomek został ustalony.

Przy czym Chievo jak już weszło do Serie A, to bardzo się w nim rozgościło. Z przerwą na sezon 2007/08 występowało w nim aż do 2020 roku. Pandemiczny lockdown i problemy firmy cukierniczej Paulani, należącej do prezesa klubu sprawiły, że w sezonie 2019/20 zespół spadł do Serie B, zaś gdy rok później Campedelli nie znalazł na drużynę kupca... po prostu ją porzucił, a Chievo upadło. Jak się okazuje, nie na zawsze.

Legenda? O nie. Sergio Pellissier to ktoś o wiele ważniejszy

Pozostał bowiem ktoś absolutnie wierny Chievo. To włoski pomocnik Sergio Pellissier. Największa legenda w historii tego klubu. Grał w nim niemal bez przerwy od przez 19 lat. W żółto-niebieskich barwach rozegrał ponad 610 spotkań, strzelając 165 goli. Był jak Francesco Totti dla AS Romy. Nie dało się pomyśleć o jednym, bez myślenia o drugim. Pellissier był już po karierze, gdy jego piłkarska miłość upadała. To on próbował ją w 2021 roku ratować, lecz nie zdołał. 

Włoch postanowił jednak spróbować piłkarskiej nekromancji i przywrócić ukochany klub do życia. Wraz z lokalnymi kibicami założył Clivense (to określenie mieszkańca dzielnicy Chievo), które startowało od zera, od 9. ligi włoskiej. Ale dzięki wykupieniu w 2022 roku licencji San Martino Speme, mogło zagrać w czwartej lidze (Serie D). 

Oby każdy znalazł w życiu kogoś, kto będzie go tak kochał, jak Pellissier Chievo

Pellissierowi to jednak nie wystarczyło. On nie chciał Clivense. Chciał znów mieć swoje Chievo. I udowodnił, że warto marzyć oraz być cierpliwym. Na początku tego roku wylicytował wreszcie na aukcji znak towarowy upadłego klubu. Brakujący element wreszcie się znalazł, a w maju 2024 roku na stronie Clivense pojawiło się hasło spełniające marzenia Pellissiera oraz kibiców "Latających Osłów", czyli "Chievo is back!".

Po trzech latach walki, były włoski pomocnik dopiął swego. Clivense to od teraz znów Chievo Werona z tradycyjnymi barwami i herbem. Pellissier jest oczywiście prezesem nowego-starego klubu, a niedawno ogłoszony został nowy dyrektor sportowy. Czy osły znów zaczną latać i Chievo wróci kiedyś do Serie A? Droga do tego bardzo długa. Ale skoro udało im się zmartwychwstać, to czy ktoś im teraz wmówi, że coś jest niemożliwe?

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.