Papierowe trumny we Flamengo. "O dziwo, Paulo Sousa znalazł się w wąskiej grupie"

Dawid Szymczak
- Na protest przyszło kilkuset kibiców. Przynieśli kartonowe trumny ze zdjęciami piłkarzy, domagając się ich odejścia z klubu. Gdy jakiś samochód zbliżał się do bramy wjazdowej, był otaczany, żeby zobaczyć, kto siedzi za kierownicą. O dziwo, Paulo Sousa znalazł się w wąskiej grupie, która mogła przejechać bez problemów - opowiada o niełatwej sytuacji byłego selekcjonera reprezentacji Polski we Flamengo Patryk Świerblewski, kibic tego klubu i założyciel strony flamengo.com.pl.

Świerblewski kibicuje Flamengo od blisko 15 lat. Niewiele krócej prowadzi jedyną polskojęzyczną stronę o tym klubie, na której codziennie podaje najważniejsze informacje. Ostatnio bije rekordy wejść. Największą popularnością cieszą się artykuły krytykujące Paulo Sousę, byłego selekcjonera reprezentacji Polski, który pod koniec grudnia w nieeleganckim stylu zostawił kadrę, by przejąć brazylijski klub. Od kilkunastu dni plotkuje się, że może zostać zwolniony.

Zobacz wideo Analizujemy rywali Polaków na MŚ. Na to musi być gotowy Czesław Michniewicz

Dawid Szymczak: - Jaka jest obecnie sytuacja Sousy?

Patryk Świerblewski: - Dość trudna ze względu na porażkę w finale rozgrywek stanowych z Fluminense. To odwieczny rywal, dlatego nawet ostatnie zwycięstwo w pierwszym meczu tegorocznego Copa Libertadores nie daje Sousie bezpiecznej pozycji. Ale taka jest brazylijska piłka nożna. Części kibiców chce jego odejścia, część go broni, co było widać chociażby w piątek, podczas protestów przed centrum treningowym.

Co tam się działo?

- Przyszło kilkaset osób. Protest zabezpieczali klubowi ochroniarze, policja, a w pewnym momencie wezwany został jeszcze batalion szturmowy. Krytykowany był głównie wiceprezes Braz, ale także piłkarze, choćby Diego Ribas, znany z gry w Juventusie czy Werderze Brema i Diego Alves, były bramkarz Valencii. Kibice przynieśli kartonowe trumny ze zdjęciami tych piłkarzy, domagając się ich odejścia z klubu. To charakterystyczne dla Brazylii. Gdy jakiś samochód zbliżał się do bramy wjazdowej, był otaczany przez kibiców, którzy żądali od kierowcy opuszczenia szyby, żeby zobaczyć, kto jest w środku. O dziwo, sam Sousa znalazł się w wąskiej grupie, która mogła przejechać bez problemów. To oznacza, że kibice popierają jego pracę i rozumieją, że nie jest on winny temu kryzysowi.

Ile w takim razie jest plotek i przesady, a ile prawdy w doniesieniach o jego możliwym zwolnieniu? Mam wrażenie, że do Polski docierają głównie te niekorzystne dla niego informacje.

- Z tego co można się dowiedzieć z brazylijskich mediów, zarząd klubu jeszcze nie rozważa zwolnienia, ale brazylijski futbol jest bardzo specyficzny, więc wystarczą dwie czy trzy porażki i sytuacja może całkowicie się zmienić. Sousa, podobnie jak trzech ostatnich trenerów, musi się mierzyć z legendą Jorge Jesusa, który w 2019 roku, po 38 latach przerwy, doprowadził klub do zwycięstwa w Copa Libertadores i z wielką przewagą zdobył pierwsze mistrzostwo od dziesięciu lat. Ale rzeczywiście, do Polski docierają tylko te złe newsy. Myślę, że zdecydowana większość polskich kibiców tylko czeka na informację o kolejnym potknięciu Sousy i nie mogąc pogodzić się z jego odejściem, zwyczajnie życzy mu źle.

A pan rozumiał jego decyzję o przejściu do Flamengo?

- Przede wszystkim rozumiałem, że to jest jego praca i podjął - jego zdaniem - najlepszą decyzję dla swojej kariery. Z Polską tak naprawdę nic go nie łączyło, nawet tu nie mieszkał.

Cieszył się pan, że Flamengo będzie miało takiego trenera czy wolał Pan innego kandydata?

- Nie, nie był moim wymarzonym kandydatem. Szczerze mówiąc, na początku nawet nie do końca chciałem uwierzyć w te informacje. Wolałem Carlosa Carvalhala z Bragi. Klub nawet z nim negocjował, ale szefowie Bragi nie chcieli się zgodzić na jego odejście bez wypłacenia klauzuli.

A jak ocenia pan pracę Sousy we Flamengo?

- Rozpoczął treningi 10 stycznia, więc nie minęły nawet 3 miesiące jego pracy. Wcześniej zespół grał w taktyce 4-2-2-2, a Sousa, podobnie jak w reprezentacji Polski, używa ustawienia 3-5-2, co jest nowością dla zawodników. Jak pokazała gra naszej kadry, to trudny system do nauczenia, dlatego po tak krótkim czasie, gra zespołu jest jeszcze daleka od oczekiwań. Portugalczyk rotuje składem w każdym meczu, oczekuje od piłkarzy pełnienia więcej niż jednej funkcji na boisku, co nie spotyka się z entuzjazmem zawodników, którzy w dużej mierze mają jeszcze w pamięci pracę i sukcesy pod okiem Jesusa. Są przyzwyczajeni do starego systemu gry.

- Sousa wprowadził sporo zmian. Od samego początku chciał poprawić metodologię treningów, dołożył kilka nowinek technicznych: duży ekran obok boiska treningowego, żeby na bieżąco korygować zachowania zawodników podczas ćwiczeń, kamerę taktyczną do natychmiastowych korekt podczas meczów, system WUMI, czyli nowej generacji GPS, technologię wirtualnej rzeczywistości, która pomaga w czasie rehabilitacji zawodników. Wdrożył też system kar, bo brazylijscy piłkarze nie należą do najbardziej zdyscyplinowanych.

I piłkarze ponoć nie byli zadowoleni. Czytam o konfliktach między zawodnikami a sztabem i o nieporozumieniach między trenerem a władzami klubu. To też generuje przecieki o jego możliwym zwolnieniu?

- Jak w każdym przypadku chodzi przede wszystkim o słabe wyniki, ale tak - stara gwardia, która po objęciu zespołu przez Souse straciła miejsce w wyjściowym składzie, faktycznie jest niezadowolona. Portugalczyk od pierwszego dnia uczciwie ostrzegał, że będą grali ci zawodnicy, którzy są w najlepszej formie, a zasługi i nazwisko nie będą miały znaczenia. Pojawiają się też informacje, że były selekcjoner reprezentacji Polski jest niezadowolony, że to on musi dokonywać przebudowy zespołu, a nie władze klubu, które nie sprowadziły zawodników, o których prosił. Należy zaznaczyć, że z pięciu dotychczasowych wzmocnień, tylko dwa były wybrane przez trenera. Pozostali trzej piłkarze przyszli do klubu, bo władze uznały, że są okazją na rynku. Przede wszystkim jednak zarząd uważa, że zespół jest wystarczająco mocny i Sousa powinien osiągnąć sukces z tymi graczami, jakich ma do dyspozycji.

Sousa prowadząc Flamengo zachowuje się podobnie jak w Polsce? Mam na myśli piękne zdania kierowane do kibiców, wyczerpujące odpowiedzi na konferencjach, duża otwartość na media.

- Na pewno zaplusował u kibiców, już przed wylotem z Lizbony do Rio de Janeiro poprosił lokalną grupę kibiców Flamengo w Portugalii o dostarczenie klubowego szalika i książek o historii klubu. Trener często podkreśla wielkość klubu, co na pewno podoba się kibicom, których zresztą chwali. Na konferencjach też wygłasza wyczerpujące przemowy, często odnosząc się do taktyki, wymagań i oczekiwań wobec zespołu. Nie da się ukryć, że jest osobą, która dobrze czuje się wśród mediów. Ale czy to jego minus? Jest elokwentny i umiejętnie to wykorzystuje.

Jako kibic - chciałby pan jego zwolnienia?

- Każdy kibic chce przede wszystkim dobrej gry i zwycięstw swojego zespołu. Na ten moment, na tle swoich poprzedników, nie wypada znacząco gorzej. Zasługuje jeszcze na kredyt zaufania. Dajmy mu rozpocząć właściwy sezon.

Ale jest coś, co poprawił po tamtych trenerach?

- Daje szanse młodym zawodnikom, którzy dotleniają zespół i zrezygnował z piłkarzy, którzy już nic nie wnoszą do gry zespołu. Natomiast bardzo uparcie stosuje w każdym meczu swojej taktyki z trzema obrońcami. I to problem. Nie ma łatwo, bo każdy trener po odejściu Jorge Jesusa, zmaga się z jego legendą i osiągnięciami. Kibice oczekują, że każdy następny szkoleniowiec będzie kontynuował zwycięską passę i będzie miał więcej trofeów niż przegranych meczów, jak miało to miejsce w przypadku Jesusa. Trudno powiedzieć czy na tle poprzedników Sousa okaże się lepszy. W sobotę rusza liga brazylijska i mecze z poważnymi rywalami, a nie jak dotychczas ze "stanowymi ogórkami", więc to będzie najlepsza odpowiedź.

Ile w tym prawdy, że Sousa w kontrakcie, podobnie jak z PZPN, ma wpisane duże odszkodowanie w przypadku zwolnienia?

- Trudno mówić o szczegółowych informacjach, bo są one objęte tajemnicą. Wiadomo natomiast, że jeśli zostanie przedwcześnie zwolniony, to klub musi wypłacić odszkodowanie, które obowiązuje tylko do końca tego roku. W przypadku zwolnienia w przyszłym roku, Flamengo nie poniesie kary za niedotrzymanie terminów umowy.

Odkąd Sousa został trenerem Flamengo, wzrosła popularność pańskiej strony?

- To zależy. Oczywiście, po pojawieniu się oficjalnej informacji, że zostanie nowym trenerem Flamengo, wielu kibiców z Polski zapewne po raz pierwszy usłyszało nazwę tego klubu i zaczęło szukać informacji na jego temat, co w pewnej mierze doprowadziło ich na moją stronę. Obecnie największą popularnością cieszą się wpisy o potknięciach i porażkach Sousy, a ostatni wpis o jego możliwym zwolnieniu pobił rekord polubień i udostępnień. Informacje o jego sukcesach niestety takich emocji nie wzbudzają.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.