Paryż za to pokochał Hurkacza. "Uber! Uber! Uber!" - szalała francuska publiczność

"Uber! Uber! Uber!" - szalała francuska publiczność, gdy Hubert Hurkacz wreszcie gonił Grigora Dimitrowa. Ale nie dogonił. W pościg ruszył za późno, a w ogóle to szkoda, że dał Bułgarowi uciec. W czwartej rundzie Roland Garros przegrał z nim 6:7, 4:6, 6:7. I ma z nim bilans już 0:6. Na pocieszenie został szacunek paryżan.

Jest 5:5 i 40:0, serwuje rywal. Masz trzy breakpointy. Kluczowe dla losów seta. I ustawiające mecz. I co? Niestety, Hubert Hurkacz za często takie sytuacje marnuje. Dwie z tych piłek w meczu z Dimitrowem powinien skończyć, był w dobrych pozycjach, miał przewagę sytuacyjną. Ale on wtedy popełnił niewymuszone błędy.

Zobacz wideo Skarga na dziennikarza Polsatu

Po tych błędach set jeszcze nie uciekł, był tie-break. W nim było 2:0 dla Huberta i to on serwował. Jak wytłumaczyć, że chwilę później przegrywał 2:3 i rzucał wściekły rakietą? Za to wygwizdała i wybuczała go publiczność. Generalnie kibiców więcej miał tu Bułgar. Ale z czasem trybuny kortu Suzanne Lenglen doceniły Huberta. Nawet bardzo. Tylko co z tego, skoro nie za zwycięstwo?

Poszedł w barierki i kwietniki. Hurkacz zaimponował kibicom

Albo inaczej: świetnie, że po rzucaniu rakietą (w trakcie drugiego seta zdarzyło się to Polakowi jeszcze dwa razy) on pokazał paryskiej publiczności, że jego naprawdę można pokochać. Gromkie "Uber! Uber!" niosło się nie tylko po tym korcie, ale chyba po całym kompleksie Roland Garros, gdy w jednej z wymian Hurkacz poszedł bez żadnych kalkukacji za piłką niemal w trybuny. Zatrzymał się na barierkach i na kwietnikach na tych barierkach umieszczonych. Po tej akcji krzywił się, trzymał za brzuch, chyba też bolało go w pachwinie. Ale świetnie, że serce było na swoim miejscu. I że kazało walczyć.

Na początku trzeciej partii wszyscy zobaczyli, że to waleczne serce jest dobre, rycerskie. Gdy w jednej z wymian Dimitrow wytarzał się w mączce, Hubert od razu pospieszył mu z pomocą. I dźwigał go z ziemi.

"Uber, Uber!" - krzyczeli Francuzi już przez większość trzeciego seta. Chcieli, żeby to nie był set ostatni. Ale był, bo - niestety - Hurkacz swoich szans nie wykorzystał, a Dimitrow był zimny, wspaniale skoncentrowany i, to się czuło, pewny swojej wyższości.

Hurkacz naprawdę porwał tłum

Do tego meczu Polak i Bułgar spotkali się w tourze ATP już pięć razy. Wynik ich rywalizacji jednoznacznie wskazywał faworyta - Dimitrow wygrał wszystkie mecze. On na siłę Polaka często odpowiadał finezyjnymi skrótami. Tak znakomitymi, że naprawdę dobrze poruszający się Hubert zwykle do nich nie zdążał. Hurkaczowi uciekały piłki dobrze grane przez rywala, ale też niecierpliwił się w sytuacjach, w których powinien zachowywać spokój i nie mnożyć niewymuszonych błędów. Jasne, że to się łatwo ocenia. Ale ci ludzie na Suzanne Lenglen - a było ich z siedem tysięcy - od pewnego momentu byli świadkami, że Hurkacz potrafi ograniczyć błędy, że umie wcisnąć pedał gazu i pościgać się z rywalem, który zdawało się, że już odjechał.

Przy wyniku 6:7, 4:6, 5:6 Hubert czekał na Dimitrowa, który nie był w stanie serwować, dopóki nie opatrzono mu rany na lewej dłoni. Uszkodził ją, gdy kolejny raz nurkował w mączce, chcąc sięgnąć piłki uderzonej przez Polaka. Sięgnął, ale tamtą akcję - ku uciesze trybun - wygrał Hurkacz.

"Allez, Uber!" - kibice znów dawali naszemu tenisiście turbodoładowanie. Znów, bo chyba na dobre na stronę Polaka przeszli, kiedy ten pierwszy raz w meczu przełamał serwis Bułgaria. W trzeciej partii Hurkacz dogonił go na 3:3 ze stanu 1:3. Chwilę później na tablicy wyników wyświetliła się informacja, że oto obejrzeliśmy już 19. w meczu asa zaserwowanego przez Polaka. Przy tylko trzech dla Bułgara.

"Uber, Uber, Uber, Uber, Uber!" - tym razem na inną melodię płynęło jak z dobrych, mocnych głośników przy 4:3 dla Polaka. Ci ludzie już na początku drugiego seta robili meksykańską falę. Później temperatura wydarzeń na korcie trochę spadła, więc i oni przycichli. Aż przyszedł ten moment, gdy dostali wreszcie trochę widowiska. Wielka szkoda, że kiedy ono się rozpędzało - czyli wtedy, gdy Hurkacz zdawał się zbliżać do Dimitrowa - to nagle jednak wszyscy zobaczyliśmy metę. Bułgar wpadł na nią, znów wygrywając tie-breaka. Jak w pierwszym secie.

Dimitrow wygrał pewnością i doświadczeniem

Niestety, decydowała jego pewność. Dziesiąty tenisista rankingu ATP pokonał ósmego tenisistę tego zestawienia przekonaniem o swojej wyższości i doświadczeniem. Dimitrow to 33-latek (Hurkacz ma 27 lat), który kiedyś był w top 3, a we wszystkich turniejach wielkoszlemowych poza Roland Garros docierał do ćwierćfinału. Teraz po raz pierwszy zagra o tę fazę i w Paryżu.

A Hurkacz? Zostaje mu wyrównany rekord. Znów, jak w 2022 roku, dotarł na Roland Garros do czwartej rundy. Po Hubercie zostaje też tu naprawdę niezłe wrażenie. Ale jemu samemu pewnie zostanie przede wszystkim niedosyt. Bo wciąż widać, że choć osiąga naprawdę wiele, to stać go na jeszcze więcej.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.