Kolejny przerywany przez deszcz mecz i kolejne zwycięstwo Huberta Hurkacza. Nawet pogoda nie jest w stanie wybić z rytmu naszego tenisistę. Spotkanie drugiej rundy Roland Garros z Brandonem Nakashimą rozgrywał w środę i czwartek. W piątek i sobotę rywalizował już na raty z Denisem Shapovalowem.
Hurkacz jest jednym z najbardziej pokrzywdzonych zawodników w tegorocznej paryskiej imprezie, bo cały czas musi być gotowy do gry, wielokrotnie już wracał na kort. Polakowi to jednak na razie nie przeszkadza. W starciu z Kanadyjczykiem był wyraźnie lepszy.
Hurkacz był faworytem z uwagi na ostatnie sukcesy na mączce i jednocześnie niedawną zapaść rywala. Polak w tym roku wygrał już 15 spotkań na nawierzchni ziemnej. Kosmos, biorąc pod uwagę, że w całym poprzednim sezonie zrobił to raptem sześć razy. Nasz tenisista wreszcie poczuł, że na tych kortach też może odnosić liczne zwycięstwa. Nie jest już tylko specjalistą od trawy i nawierzchni twardej.
Jego rywal z kolei po awansie do trzeciej rundy w Paryżu nie ukrywał: "Cieszę się, że nadal jestem w turnieju. Mączka to nie są moje korty". Shapovalow nigdy nie grał dobrze na ceglanej nawierzchni. Największy sukces odniósł w Wimbledonie 2021, dochodząc do półfinału (Hurkacz też był wtedy półfinalistą tej imprezy).
Kanadyjczyk należał przed laty do top 10 rankingu ATP. Dziś jest poza pierwszą "100", a to efekt kontuzji i problemów mentalnych. Zawsze słynął z wielkich nerwów w trakcie rozgrywanych spotkań, co potwierdził także w piątkowo-sobotnim starciu z naszym tenisistą.
Poddenerwowany swoim występem i skutecznością gry Hurkacza Shapovalow po jednej z akcji nagle zaczął bić się po głowie rakietą. Zachowanie w stylu Rosjanina Andreja Rublowa, który w trakcie spotkań nie raz potrafi zrobić sobie krzywdę. Wiosną na Bliskim Wschodzie Rublow tak mocno uderzył się rakietą, że z jego kolana zaczęła płynąć krew.
Hubert Hurkacz imponował z kolei spokojem i opanowaniem emocji. Kluczowa okazała się końcówka drugiego seta. Wtedy to ósmy zawodnik świata obronił dwie piłki setowe, doprowadził do tie-breaka, którego rozegrał po profesorsku. Wygrał kilka punktów z rzędu w stylu największych mistrzów, przechodząc do ataku, nie czekając, co zrobi przeciwnik.
Polak awansował do czwartej rundy Roland Garros, wyrównując swój najlepszy wynik w tym turnieju. Dwa lata temu także doszedł do 1/8 finału, a zatrzymał go wtedy Casper Ruud, specjalista od mączki, finalista ostatnich dwóch edycji French Open.
Kolejnym rywalem Huberta Huberta w stolicy Francji będzie Grigor Dimitrow. Polak musi wznieść się na wyżyny swoich możliwości. Nie tylko z uwagi na niezłą formę 33-letniego Bułgara w ostatnich miesiącach, jego niedawny powrót do top 10 po prawie 2000 dniach nieobecności. Przede wszystkim Dimitrow miał dotychczas patent na Hurkacza. Wygrał z nim wszystkie pięć spotkań, także w tym sezonie w Miami. To gorszy bilans niż Igi Świątek z Jeleną Ostapenko (0:4).
Panowie nie grali jednak nigdy razem w imprezie wielkoszlemowej, gdzie do zwycięstwa potrzeba trzech wygranych setów. Cztery z pięciu ich dotychczasowych spotkań kończyło się wynikiem 2:1 dla bułgarskiego tenisisty. Bułgarskiego tenisisty, który w trzeciej rundzie Roland Garros pokonał Belga Zizou Bergsa (104. ATP) 6:3, 7:6, 4:6, 6:4.
Oby Hurkaczowi udało się wreszcie zwyciężyć w starciu z Dimitrowem. Polak jest w dobrej formie, a martwić może nas przede wszystkim jego stan fizyczny. Od środy cały czas musi być gotowy do rywalizacji, a kolejne spotkanie rozegra w niedzielę wieczorem. Transmisje z turnieju w Eurosporcie, relacje w Sport.pl.