Jak to zawsze bywa na finałach Ligi Mistrzów, także ten pomiędzy Realem Madryt a Borussią Dortmund na Wembley w Londynie wiązał się z ogromnym zainteresowaniem ze strony kibiców obu drużyn. Do stolicy Wielkiej Brytanii miało zjechać ponad 100 tysięcy kibiców z Niemiec oraz kilkadziesiąt tysięcy kibiców Realu Madryt.
Zainteresowanych było zdecydowanie więcej niż biletów, przez co ich ceny pod stadionem osiągały zawrotną kwotę ponad 3 tysięcy euro. Nawet tak duży koszt nie powstrzymuje niektórych niesfornych fanów przed szczeniackimi wybrykami.
Tym razem jednak skompromitowały się także służby porządkowe na Wembley. Skompromitowały się doszczętnie. Niedługo po pierwszym gwizdku słoweńskiego sędziego Slavko Vincicia na murawę Wembley zaczęli wbiegać jeden po drugim kibice, którzy swobodnie poruszali się pomiędzy zawodnikami obu zespołów, praktycznie bez reakcji porządkowych.
Pierwszy z nich zdążył wbiec na murawę, zrobić sobie selfie z gwiazdami "Królewskich" Judem Bellinghamem i Viniciusem Juniorem, a następnie bez zainteresowania służb wrócić na trybuny. Druga osoba przebywała na murawie najkrócej i nawet nie próbowała uciekać zmierzającym nieśpiesznym krokiem stewardom. Dopiero trzeci z kibiców zrobił sobie kilkunastosekundowy slalom pomiędzy porządkowymi, dopóki wreszcie ktoś zdecydował się powalić niesfornego fana na murawę.
Temu wszystkiemu z lekkim zażenowaniem przyglądali się piłkarze i trenerzy obu zespołów, podczas gdy kibice na trybunach mieli niemały ubaw. Tym razem było śmiesznie, ale strach pomyśleć, co by było, gdyby którakolwiek z tych osób miała nieco mniej "zabawowe" zamiary.
Relacja na żywo z finału Ligi Mistrzów Real Madryt - Borussia Dortmund trwa pod tym linkiem.