Wróciły demony Hurkacza w Paryżu. Niestety, trudno tu mówić o szoku

Dominik Senkowski
Hubert Hurkacz męczył z kwalifikantem Shintaro Mochizukim, ale pokonał go w pierwszej rundzie Roland Garros 4:6, 6:3, 3:6, 6:2, 6:3. W Paryżu wróciły demony Hurkacza, który w przeszłości często miewał problemy we wstępnych rundach imprez wielkoszlemowych. W niedzielę Polak nie zachwycił, mało brakowało, a odpadłby z turnieju, ale najważniejsze jest w tym wypadku zwycięstwo.

Hubert Hurkacz prezentuje się w tym roku na mączce najlepiej w karierze. Niedawno dotarł do ćwierćfinału imprezy ATP 1000 w Rzymie, gdzie po drodze pokonał m.in. Rafaela Nadala oraz groźnego na ziemi Sebastiana Baeza z Argentyny. Wcześniej Polak był w 1/8 finału w Madrycie oraz Monte Carlo (oba także serii ATP 1000) oraz wygrał imprezę rangi ATP 250 w Estoril. 

Zobacz wideo Oto następczyni Igi Świątek?

Podbudowany lepszym występami na tej nawierzchni Hurkacz udał się na Roland Garros. W Paryżu występuje może nie w roli jednego z faworytów, ale z racji wysokiego miejsca w rankingu (8.) oraz ostatnich sukcesów wielu dziennikarzy i kibiców liczy, że pobije swój najlepszy dotychczas wynik wielkoszlemowy w stolicy Francji - czwarta runda z 2022 roku.

Hurkacz nerwowy, Mochizuki opanował nerwy

Polak miał udane losowanie, a w pierwszej rundzie trafił na 163. na świecie Shintaro Mochizukiego. Japończyk przebijał się do turnieju głównego przez eliminacje. Przed meczem bukmacherzy płacili 13 zł za każdą złotówkę postawioną na jego triumf (u Hurkacz około 1,1 zł). Tymczasem niewiele brakowało, a doszłoby do sporej niespodzianki.

Hurkacz na początku meczu wydawał się być ospały, pozbawiony energii. W efekcie szybko dał się zdominować rywalowi, który wcześniej mógł tylko marzyć o podobnej rywalizacji. Nigdy dotąd nie przeszedł w Wielkim Szlemie drugiej rundy. Musiał oswoić się z atmosferą panującą w niedzielę w Paryżu.

Francuzi starali się zagrzewać do walki obu tenisistów. Mochizuki zaczął nerwowo, ale gdy zobaczył, że faworyt po drugiej stronie siatki nie jest tak straszny, jak wynikałoby to z rankingu i jego CV, stopniowo zaczął wierzyć w siebie. W efekcie japoński zawodnik aż dwa razy przełamał Hurkacza w otwierającej partii, wygrywając 6:4.

W drugim secie nastąpiło przełamanie z punktu widzenia naszego reprezentanta, ale nie trwało długo. Kolejna partia to znów spora liczba błędów Polaka, kilka źle podjętych decyzji. Hubert Hurkacz wyraźnie nie miał swojego dnia, wyglądało jakoby nie czuł się dobrze na korcie. Za często oddawał pole gry przeciwnikowi, stał zbyt daleko od końcowej linii, przez co Mochiuzki, który nie imponuje warunkami fizycznymi, zaczął przeważać, grać coraz agresywniej. To Japończyk długimi fragmentami pierwszy szedł do ataku, a Polak przy niektórych piłkach stał jak sparaliżowany. 

163. tenisista świata nie bał się podejmować ryzyka, czuł, że to może być punkt zwrotny w jego karierze. Takim bez dwóch zdań byłaby wygrana nad zawodnikiem z top 10 rankingu, Hubertem Hurkaczem. Jednocześnie jednak Mochizuki pozostawał zbyt nieregularny, zwłaszcza przy podaniu, gdy popełniał liczne podwójne błędy serwisowe. 

Wygrał, ale trzeba uważać 

Na szczęście dla Hurkacza i polskich kibiców nasz zawodnik wyszedł z marazmu, dzięki czemu odwrócił losy spotkania. Przegrywał 1:2 w setach, a zwyciężył 3:2. Zafundował sobie sporo niepotrzebnych emocji i wysiłku, a na takim turnieju jak wielkoszlemowy warto oszczędzać siły. Tego żal, ale najważniejsze że tenisista z Wrocławia pozostaje w rywalizacji. 

Shintaro Mochizuki grał naprawdę dobrze, jak na jego pozycję w rankingu nawet znakomicie, ale pamiętajmy, że potencjał Polaka jest dużo większy niż to, co pokazał w niedzielne popołudnie w Paryżu. Po trzeciej partii mogliśmy już obawiać się, że kolejny raz będziemy świadkami rozczarowującego występu Huberta Hurkacza w Wielkim Szlemie. 

W turniejach tej rangi Hurkacz występuje od 2018 roku. W tym czasie zagrał w 24 imprezach wielkoszlemowych, z czego aż 16 razy odpadł w pierwszej lub drugiej rundzie. Wielokrotnie zdarzało mu się przegrywać z przeciwnikami znacznie niżej sklasyfikowanymi, z którymi prawdopodobnie w turnieju rangi ATP miały o wiele mniej problemów i to nie tylko z uwagi na konieczność rywalizowania do dwóch wygranych setów (w Wielkim Szlemie gra się do trzech zwycięskich setów).

W tym roku Hubert doszedł do ćwierćfinału Australian Open. To jego najlepszy dotychczas wynik w Melbourne. Wcześniej jednak w US Open 2023 zaliczył wpadkę z Ilią Iwaszką z Białorusi na etapie drugiej rundy. Ostatnie zwycięstwa na mączce dawały nadzieję, że Polak poczuł się pewniej na tej nawierzchni. 

W Paryżu wyzwaniem dla Hurkacza nie są jednak tylko korty, ale i ranga turnieju. Z jednej strony kłopoty z niżej notowanym Japończykiem dziwią, bo mówimy o ósmym tenisiście świata. Z drugiej jednak, znając historię występów Hurkacza, aż tak bardzo zszokowani niedzielnym meczem nie możemy być. 

Wygrana, mimo problemów, jest oczywiście kluczowa dla Polaka. Pozostaje wierzyć, że takie słabsze występy na wczesnych etapach turniejów wielkoszlemowych będą zdarzać mu się coraz rzadziej. W innym wypadku rywale nieco mocniejsi niż Shintaro Mochizuki mogą go jeszcze nie raz zaskoczyć.  

Kto wygra Roland Garros?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.