Miała być bajka, a wyszedł koszmar. Pod koniec października wygrana w challengerze ATP w Pusan, w listopadzie ślub i awans na 77., niemal najwyższe w karierze, miejsce w światowym rankingu. Początek nowego sezonu też zapowiadał się dla Kamila Majchrzaka optymistycznie. Na przełomie roku miał wystąpić w reprezentacji Polski w nowych rozgrywkach United Cup, które nie tylko będą okazją na zdobycie cennych punktów do rankingu, ale też szansą na zdobycie atrakcyjnej premii finansowej. 26-latek miał również zagwarantowane miejsce w głównej drabince rozpoczynającego się w połowie stycznia wielkoszlemowego Australian Open. Wszystkie te plany znacząco się oddaliły po wieściach, jakie ostatnio otrzymał tenisista.
Jeden z naszych rozmówców opowiada, że Majchrzak dowiedział się o podejrzeniu dopingu kilka dni temu podczas zgrupowania kadry w Zielonej Górze.
- Wstrząsnęło to nim. Każdy go pocieszał, ale trudno tu mówić choćby o rozmowie. Kamil był zdruzgotany - relacjonuje uczestnik zgrupowania.
Opinia publiczna dowiedziała się o sprawie w czwartek. Jako pierwszy poinformował o tym komentator Eurosportu Karol Stopa. Podczas meczu Huberta Hurkacza wspomniał na antenie, że zawodnik z Piotrkowa Trybunalskiego podczas pobytu na turniejach w Azji został poddany kontroli antydopingowej, która potwierdziła u niego obecność zakazanej substancji.
Nieco później Majchrzak opublikował w mediach społecznościowych oświadczenie, w którym to potwierdził. Okazało się też, że kontroli było więcej.
"W październiku i listopadzie 2022 roku przeszedłem kontrole antydopingowe, których wynik okazał się być pozytywny. Z całą stanowczością podkreślam, iż nigdy, przenigdy świadomie nie zażyłem żadnej zakazanej substancji. Pozytywny wynik jest dla mnie ogromnym szokiem, tym bardziej, iż nie wiem, w jaki sposób niedozwolona substancja znalazła się w moim organizmie" - napisał 26-latek.
Z tego, co słyszymy od osób ze środowiska, Majchrzak nie planował na tym etapie informować o tym, co go spotkało. Zdecydował się na to, dopiero gdy na antenie przekazał to Stopa. Uznał, że nie ma wyjścia.
W piątek skontaktowaliśmy się z tenisistą, by upewnić się co do szczegółów jego oświadczenia i wyjaśnić kwestię poszczególnych kontroli. Majchrzak odebrał telefon, ale powiedział tylko: - Nie mam nic do dodania. Będę informował na bieżąco.
Przeprowadzenie 9 listopada kontroli poza zawodami, która dała pozytywny wynik, potwierdziła w piątek rano Polska Agencja Antydopingowa (POLADA). Po południu, z komunikatu Międzynarodowej Agencji Integralności Tenisa (ITIA), dowiedzieliśmy się, że między wrześniem a październikiem Polak przeszedł jeszcze trzy badania przy okazji turniejów, na podstawie których stwierdzono w jego organizmie zakazaną substancję.
- O tym, że było więcej testów, dowiedzieliśmy się z oświadczenia zawodnika. Jesteśmy w kontakcie z International Tennis Integrity Agency, ale nie otrzymaliśmy jeszcze informacji zwrotnej. Nie dostaliśmy od nich wcześniej informacji, że takie testy zostały zrealizowane i wyniki były pozytywne - mówi nam dyrektor POLADA Michał Rynkowski.
Jak dodaje, na późniejszym etapie organizacje te muszą ustalić, która będzie w tej sprawie organem wiodącym.
- Zakładam, że ITIA realizowała test jako pierwsza, a zawodnik reprezentuje klasę międzynarodową, a zatem tym organem będzie właśnie ona. Teraz jest jeszcze za wcześnie, aby o tym przesądzać. Na razie koncentrujemy się na ewentualnej analizie próbki B oraz czekamy na dalszy rozwój wypadków i informacje z ITIA - zaznacza.
Rzadko kiedy zdarza się, by w tego typu sprawie dowodem były aż cztery odrębne testy. W tym wypadku każdy przypadek naruszenia przepisów antydopingowych realizowany jest oddzielnie.
- Tyle, ile zawodnik ma wyników pozytywnych, tyle ma możliwości sprawdzenia próbek B. Ma na to siedem dni od momentu otrzymania zawiadomienia o wyniku próbki A. Natomiast, jeśli cztery niezależne kontrole dały pozytywny wynik, a badania były wykonywane w dwóch różnych laboratoriach, to sprawa jest raczej oczywista. Pytanie, czy w takiej sytuacji jest sens robić analizę próbki B. Ona wyjątkowo rzadko daje odmienny rezultat. Ale to decyzja sportowca - podkreśla Rynkowski.
Z komunikatu ITIA wynika, że u Majchrzaka w każdej z trzech próbek wykryto SARM S-22, ale w przypadku jednej dodatkowo były też metabolity innych substancji niż w dwóch pozostałych. To nie koniec kłopotów Polaka.
- My wykryliśmy inną substancję niż wskazana przez ITIA. Zgodnie z przepisami nie ma obowiązku ujawnienia jej. Wszystko zależy od polityki dotyczącej upubliczniania takich danych. My robimy to zwykle po ewentualnej analizie próbki B i po postawieniu zarzutu. Tu wynik nie jest jeszcze ostateczny. Sprawa jest na etapie wyjaśniania - zastrzega dyrektor POLADA.
Ekspert wyjaśnia też, że wspomniany SARM S-22 to ostaryna, selektywny modulator receptora androgenowego.
- Często pojawia się w suplementach diety, w lekach raczej niespotykana. To substancja nielegalna. Wpływa korzystnie na przyrost masy mięśniowej, zwiększa gęstość kości i przyspiesza regenerację po kontuzjach. Sportowcom przynosi więc oczywiste korzyści - analizuje.
I choć sytuacja Majchrzaka wydaje się bardzo trudna, to ma on pełne poparcie ze strony osób ze środowiska tenisowego. Jedną z nich jest Aleksander Charpantidis, który zna tego zawodnika od 13 lat. Członek sztabu szkoleniowego reprezentacji Polski w Pucharze Davisa napisał w piątek na Facebooku, że za niewinność 26-latka dałby sobie obciąć obie ręce.
- Widziałem dwukrotnie, jak oglądał z każdej strony zwykle tabletki przeciwbólowe, dopytując, czy na pewno to tylko paracetamol. Od naszego kadrowego fizjoterapeuty słyszałem, że tak samo dopytywał o witaminy. Czasem wiemy, że ktoś jest uczciwy od A do Z, a ktoś inny budzi nasze wątpliwości. Gdy się pozna dobrze Kamila, to się wie, że zdecydowanie należy do pierwszej grupy i nie można mieć wobec niego nawet cienia podejrzenia. Od zawsze był ultrauczciwy i podwójnie przezorny. Bardzo pilnował choćby tego, by nie stracić z oczu butelki z piciem - wylicza w rozmowie ze Sport.pl Charpantidis.
O niewinności Majchrzaka przekonany jest także m.in. Marcin Matkowski. Były deblista zna tego tenisistę od prawie 10 lat i jest przekonany, że świadomie nie przyjąłby żadnej zakazanej substancji.
- To druzgocąca wiadomość dla Kamila. Niestety, koniec końców – jako sportowcy - jesteśmy odpowiedzialni za wszystko, co znajdzie się w naszym organizmie. Mam nadzieję, że Kamilowi uda się wykazać, że w jego przypadku stało się to w sposób całkowicie nieświadomy. Głęboko w to wierzę - dodaje.
Jego zdaniem kluczowe będzie teraz, by Majchrzak się nie podłamał. Należący w przeszłości do światowej czołówki gracz, który przez większość kariery tworzył duet z Mariuszem Fyrstenbergiem, przypomina, że wcześniej wiele osób znalazło się w podobnej sytuacji.
- Innym udało się wcześniej udowodnić, że przyjęli zakazaną substancję nieświadomie, np. poprzez zanieczyszczone odżywki. Ostatnio słyszałem, że francuskie laboratorium potwierdziło, iż w pobranej u Simony Halep próbce wykryto właśnie zakazaną substancję, która nie była wykazana składzie. Myślę, tego samego może dotyczyć sprawa Kamila - ocenia.
Matkowski dodaje też, że każdy zawodowy tenisista jest bardzo uważny i dokładnie sprawdza przyjmowane środki.
- Ja nawet najdrobniejsze leki zanosiłem do lekarzy turniejowych, a wszystkie odżywki przed przyjęciem wysyłałem najpierw lekarzowi kadry narodowej Hubertowi Krysztofiakowi. Przyjęcie leku czy odżywki zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem, więc każdy profesjonalny sportowiec chce się zabezpieczyć pod tym względem. Ale zdarza się, że są w nich substancje, których nie było wyszczególnionych w składzie i osoby te były potem uniewinniane - argumentuje.
Ma on jednak świadomość, że przed Majchrzakiem niełatwa walka. - Na pewno będzie to długi proces. Przed nim najważniejszy mecz w karierze, mecz o przyszłość. Ale wierzę, że wyjdzie z niego obronną ręką - podkreśla.
W momencie otrzymania informacji o pozytywnym wyniku próbki A - zgodnie z procedurą - Majchrzak został tymczasowo zawieszony. Do czasu wyjaśnienia sprawy.
- Opierając się na zasadach polskiego systemu dyscyplinarnego, zwykle od postawienia zarzutu do wyznaczenia terminu rozprawy mija ok. 2 miesiące. A zatem, w optymistycznym wariancie, decyzji Panelu Dyscyplinarnego I Instancji można byłoby się spodziewać pewnie w marcu lub kwietniu - szacuje Rynkowski.
Istnieje opcja ubiegania się o zniesienie tymczasowego zawieszenia i obowiązywałoby ono do terminu rozprawy. Dyrektor POLADA nie daje jednak zbytnio nadziei na powodzenie takiego scenariusza w tym przypadku.
- Biorąc pod uwagę liczbę pozytywnych wyników testów przeprowadzonych przez różne kontrole i to, że u zawodnika wykryto różne zabronione substancje, to w mojej ocenie szanse na zniesienie tymczasowego zawieszenia są tu bliskie zeru - ocenia.
Komentarze (37)
Cztery pozytywne testy i dwie zakazane substancje u Majchrzaka. "Zawsze podwójnie przezorny"