Wsiadacie?

Camille Lacourt pyta, czy zaczniemy z nim ten nowy tydzień. No cóż, jeśli sądzicie, że wizyta na oddziale intensywnej terapii kardiologicznej jest dobrym startem tygodnia, to czemu nie.

Jakby mu nie dość było naszych tysiącznych omdleń, spazmów, westchnień, końców świata ogłaszanych przy najmniejszym pojawieniu się jego przepastnych, krystalicznie czystych oczu i zniewalająco białego uśmiechu na naszych łamach, jakby nie zadowalał się oniemieniami, anihilacją chrząstek w kolanach (srsly Camile, my tu Polska Biega, a ty z takim czymś, chrząstki są potrzebne do biegania, opanuj się), jakby naprawdę nie mógł poprzestać na tych obezwładniających estetycznie i epistemicznie zdjęciach w oparach, tudzież na plaży , bądź z kolegami, mając za nic, że cudem przeżyłyśmy reklamę tabletu... - teraz Camille Lacourt dobija nas nie tylko, jak zwykle nieprzyzwoicie pięknym, sobą, ale jeszcze na okrasę czerwonym ferrari, w którym występuje.

Nie wiemy skąd, nie wiemy dlaczego, ale tak, wsiadamy, och Camillonso, pozwól nam być Twoim Kimim!

Więcej o: