Bartosz Kurek był naszym najlepiej punktującym graczem ćwierćfinałowego meczu MŚ z USA. Polska wygrała 3:2 (25:20, 27:25, 21:25, 22:25, 15:12), a kapitan miał świetny bilans 21/34 w ataku (62 proc. skuteczności) i dorzucił jeden punktowy blok.
Kurek jest dumny, ale nie z siebie, tylko z drużyny. - Jak trudny był ten mecz? W ogóle nie był trudny, łatwy był - żartuje. - Jeżeli ktoś przegapił taki mecz, to myślę, że teraz bardzo, bardzo, bardzo, bardzo żałuje - mówi po chwili już poważnie oceniając widowisko, jakie dostaliśmy. I słowo "bardzo" wypowiada aż cztery razy. - To było fantastyczne spotkanie. Myślę, że na razie najlepsze na tych mistrzostwach - dodaje.
- Amerykanie mają jakość, mają wielkich graczy, więc spodziewaliśmy się oporu. Nie ma w takim meczu łatwego przejazdu, nigdy nie kończy się 3:0, jeżeli naprzeciwko siebie wychodzą znakomite drużyny i walczą o najwyższe cele - tłumaczy Kurek. I ocenia, że wygraliśmy, bo mieliśmy lepszych zmienników, wsparcie publiczności oraz świetnego Aleksandra Śliwkę.
- Najważniejszym momentem był meczbol. Należał do Olka Śliwki, zresztą jak i całe spotkanie - mówi Kurek.
Śliwka to zawodnik, o którym w ostatnim czasie dyskutowano najwięcej. Wielu kibiców twierdziło, że trener Nikola Grbić powinien zrezygnować z wystawiania go w podstawowym składzie i w jego miejsce wstawić Tomasza Fornala. Fornal w meczu z USA dał niezłą zmianę, ale Kamilowi Semeniukowi. Dotychczasowemu liderowi naszej kadry nie szło w pierwszym i drugim secie. Natomiast później został jednym z bohaterów, bo wrócił na tie-breaka i zaserwował w nim dwa asy.
- Jeżeli ktoś jest zaskoczony tym, ile dali zmiennicy, to ja jestem tym zdziwiony. To jest największa siła naszej drużyny. Cała "14", cała "25" zawodników powołanych w maju przez trenera jest tą siłą. Ci, którzy są teraz w domach, niech wiedzą, że dołożyli od siebie cegiełkę. Chcę, żeby poczuli dumę. To naprawdę nie jest tak, że siedmiu facetów wychodzi na boisko i przez trzy godziny robi robotę. Mnóstwo ludzi za tym stoi, mnóstwo znakomitych zawodników - podkreśla Kurek.
Tych wszystkich świetnych graczy kapitalnie wspierało ponad 12 tysięcy kibiców w Arenie Gliwice. - Atmosfera była elektryczna. Napięcie można było ciąć nożem. Szczerze powiem, że po meczu z Tunezją troszeczkę się obawialiśmy, nie wiedzieliśmy czy nasi kibice będą w stanie zgotować aż taki kocioł, jak to ma miejsce przeważnie w katowickim Spodku. Ale to, co się teraz działo na trybunach, przerosło moje oczekiwania - zachwyca się Kurek.
Kibice w hali i przed telewizorami widzieli, że bardzo mocno w doping angażuje się Anna Kurek (kiedyś znana jako siatkarka Anna Grejman). Żona kapitana naszej kadry była pokazywana na telebimach wiszących nad boiskiem. Największe emocje, jak wszyscy, przeżywała w trakcie tie-breaka. Co ciekawe, jej mąż doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
- Patrzę czasem, co Ania robi. Czasem ją uspokajam, czasem też uspokajam chłopaków, czasem siebie. Jestem wielozadaniowy, to jest multitasking - uśmiecha się Bartosz Kurek.