Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa w Sport.pl. Jak stworzyć sobie napastnika?

Cała liga marzy o piłkarzu takim jak Nemanja Nikolić - szybkim, silnym i przede wszystkim bramkostrzelnym. Na marzeniach zazwyczaj się skończy, więc napastników trzeba szukać we własnym zespole w innych formacjach.

To paradoks, że trener drużyny zdobywającej najwięcej bramek w tym sezonie, a Cracovia do bramki rywala trafiła już 40 razy, otwarcie mówi o tym, że potrzebuje napastnika, typową "dziewiątkę" - bramkostrzelnego, silnego, szybkiego i do tego dobrze czującego się w grze kombinacyjnej. Taki miał już trafić pod Wawel w lecie, ale starania spełzły na niczym.

W zimie będzie kolejna próba. - Nie będziemy szukać radykalnych zmian, ale chcąc zrobić krok do przodu powinniśmy odnaleźć napastnika - mówi w rozmowie ze Sport.pl Jacek Zieliński, trener Cracovii.

Na razie napastnik w krakowskim klubie jest kimś takim jak lewy obrońca w reprezentacji Polski - Jakub Wawrzyniak mówił, że jest piłkarzem zastępującym zawodnika nieistniejącego. I nie tylko pod Wawelem, bo w ostatniej kolejce aż dziewięć zespołów ekstraklasy nie wystawiło nominalnego napastnika.

Pomysły były różne - niektórzy próbowali piłkarza, który zwykle gra tuż za plecami najbardziej wysuniętego zawodnika (np. Wisła Kraków - Maciej Jankowski, Termalica Bruk-Bet Nieciecza - Dawid Plizga), wystawiana tam też skrzydłowych (Śląsk Wrocław - Flavio Paixao, Lechia Gdańsk - Michał Mak) a nawet bocznego obrońcę - Adama Frączczaka z Pogoni Szczecin.

W drużynie Zielińskiego tę rolę pełnił do niedawna Erik Jendriszek, a teraz brzemię głównego napastnika wziął na siebie Marcin Budziński, podobnie jak w rundzie finałowej poprzedniego sezonu. A dokładniej on i Mateusz Cetnarski.

- Mają podobne zadania, ale są różnie ustawieni w zależności od warunków. Ich wspólną cechą jest drybling i strzał, ale Budziński jest rzeczywiście silniejszy i dlatego gra wyżej. Gramy trochę inaczej niż z Jendriszkiem z przodu, ale zwłaszcza w meczach wyjazdowych to nam pomaga, choćby w utrzymywaniu się przy piłce - twierdzi Zieliński.

Obaj - Budziński i Cetnarski - to przede wszystkim środkowi pomocnicy. Z ofensywnym zacięciem, bo strzelają lub asystują w niemal każdym meczu, ale wciąż to raczej pomocnicy. Podobnie jak do niedawna Kasper Hamalainen, który w karierze grał już nawet jako defensywny pomocnik, by później przechodzić coraz wyżej. Dziś jest podstawowym napastnikiem mistrza Polski, choć sam o sobie woli mówić jako o "zawodniku ofensywnym", byle tylko nie podkreślać, że na dobre zmienił już pozycję.

Różnica między tą trójką pojawia się w interpretacji roli napastnika. Jak wyliczył InStat, Budziński w ostatnim meczu z Piastem Gliwice miał aż 97 podań, a to liczba bardziej pasująca do środkowego pomocnika, i to kontrolującego tempo meczu, a nie napastnika. Osiem razy próbował mijać rywala. Cetnarski i Hamalainen są o wiele bardziej oszczędni w środkach - pierwszy podawała ledwie 37 razy, drugi 20. Próbę dryblingu miał tylko Fin - jedną, udaną.

Piłkarz Lecha grał już niemal jak prawdziwy napastnik - często szukał miejsca nie w środku pola, ale między obrońcami rywala. Sporo dały mu rady trenera Jana Urbana, kiedyś przecież napastnika. - Dużo mi podpowiadał - jak się poruszać, kiedy naciskać. Nie jestem przyzwyczajony do gry na tej pozycji, więc każda pomoc jaką dostaję jest dla mnie ważna - mówi Hamalainen.

Fin jeszcze za czasów Macieja Skorży często grał jako środkowy napastnik. Miał za zadanie cofać się po piłkę, rozgrywać, robić miejsce dla skrzydłowych. - Za każdym razem jak grałem na tej pozycji, to starałem się z niej uciekać, a nie stać tam jak typowy napastnik - opowiadał. Robił dokładnie to, co dziś robi Cetnarski i przede wszystkim Budziński.

Hamalainen był najlepszym strzelcem Lecha w poprzednim sezonie - i powołując się na ten dorobek Skorża wystawiał go dalej na tej pozycji - ale wówczas większość bramek zdobył grając tuż za plecami napastnika, wykorzystując przestrzeń, którą ten mu zrobił. W tym sezonie Fin znowu przoduje w lechowej klasyfikacji strzelców, lecz teraz robi to przede wszystkim jako napastnik, nabrawszy już potrzebnych mu cech po wielu miesiącach nabierania doświadczenia na tej pozycji. Z niego skorzysta już poza ekstraklasą, bo najprawdopodobniej w styczniu odejdzie do innego klubu śladami dwóch poprzednich nowomianowanych napastników - Kamila Wilczka i Miroslava Radovicia.

Znasz przepisy piłki nożnej? Oj, zdziwisz się. Rzut z autu do bramki i gol? A może rożny?[QUIZ]

Zobacz wideo
Więcej o: