Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Nikolić dla Sport.pl: Jestem królem! A ludzie wątpili, że w MLS mogę strzelać tak, jak w Ekstraklasie

Wciąż słyszałem pytania, kiedy strzelę hat tricka. Odpowiadałem, że Bóg wybierze dobry moment. I wybrał. Trzy bramki z Philadelphią Union były kluczowe i dla mnie, i dla drużyny - mówi Sport.pl Nemanja Nikolić, napastnik Chicago Fire, nowy król strzelców sezonu zasadniczego MLS.

Sebastian Staszewski: Gratuluję! Dokonał pan rzeczy niebywałej. Po raz czwarty z rzędu został pan królem strzelców, i to w trzech różnych ligach. Chapeau bas, czapki z głów.

Nemanja Nikolić: Królem jestem od 2013 roku! I jestem z tego bardzo dumny. Takie serie nie zdążają się zbyt często. Niewielu kibiców spodziewało się, że idąc do Chicago będę strzelał tak, jak w Legii, ale przecież zapewniałem cię, że wiem co robię. Pamiętam te narzekanie, krytykę; mówiono, że wybrałem słabą drużynę. A ja byłem pewny siebie. Wiedziałem, że stać mnie na kilkanaście trafień. I kto miał rację?

Błysku koronie dodaje fakt, że wyprzedził pan Davida Villę z New York City FC, hiszpańskiego mistrza świata i Europy?

Szanuję każdego przeciwnika, choć wiadomo, że David ma wielkie nazwisko. Ale w formie jestem dzięki rywalizacji z Marcinem Robakiem i Marco Paixão. To dzięki nim rozwijałem się każdego dnia, oni popychali mnie do przodu. Dzięki chłopaki! Za Ocean poleciałem, bo chciałem rywalizować z wielkimi snajperami, jak Villa czy Sebastian Giovinco. W MLS nie ma chwili na relaks. Bo kiedy ja strzelałem, strzelali także rywale. Cały czas byłem pod presją. Ale jak się okazało, dałem radę. I to w nowym kraju, w nowej lidze. Wszystko było nieznane, ale wiesz, że to dla mnie żaden problem. Zrobiłem to już w Warszawie.

Miał pan jednak serię ośmiu meczów bez trafienia. Pojawiły się chwile zwątpienia?

Ja w siebie wierzyłem. Na pierwszym miejscu byłem przez prawie cały sezon. Przyszedł co prawda kryzys, spadłem wtedy na trzecią lokatę, ale strata do rywali nigdy nie urosła do pięciu, sześciu bramek. Pojawiło się wahanie formy i wiesz co? Powiem coś dziwnego. Dobrze, że nastał ten trudny czas. Dziwisz się? Ale wtedy właśnie poczułem wsparcie ludzi w Fire, poczułem, że szanują mnie nawet, kiedy nie trafiam do siatki. Dzięki temu wsparciu miałem siłę, aby wrócić. Zaczęło się od meczu z New York Red Bulls, a później poszło z górki. W sześciu spotkaniach strzeliłem osiem goli.

Przełomem był niedawny hat trick strzelony Philadelphia Union?

To był dla nas najważniejszy mecz sezonu. Dzięki zwycięstwu 3:2 zapewniliśmy sobie grę w Chicago w pierwszym meczu play off. Natomiast dla mnie to był moment ulgi. W MLS kilkukrotnie strzeliłem po dwie bramki, ludzie pytali mnie, kiedy w końcu zdobędę hat tricka. Wiesz co im odpowiadałem? Że Bóg sprawi, iż zrobię to w odpowiednim momencie. I stało się! Strzeliłem, kiedy ja potrzebowałem bramek i kiedy potrzebowało ich Fire.

Nie tylko pan osiągnął sukces. Także pana zespół, Chicago Fire. Dla „Strażaków” to nowość, w ostatnich latach w konferencji wschodniej byli outsiderami.

Kiedy podpisywałem kontrakt z Chicago, ludzie pytali mnie „po co tam idziesz?”. Mieli trochę racji, bo przecież w ostatnich sezonach Fire dręczyły problemy. Ale trener Veljko Paunović zapewniał, że ma wizję i, że ta wizja może przynieść świetne wyniki. Uwierzyłem mu. Chicago to miasto, które kocha sport – nie tylko piłkę nożną, czyli soccer, ale także koszykówkę czy baseball. Natomiast na początku musieliśmy przekonać do siebie ludzi. Na pierwsze mecze chodziło po 3-4 tysiące.

Na ostatnich spotkaniach był niemal komplet!

Dokładnie. Stadion był pełny. Bo okazało się, że pomysł Paunovicia był skuteczny. Do tego doszły transfery dobrych piłkarzy, takich jak Bastian Schweinsteiger, Dax McCarty czy ja.

Czego oczekuje pan po play offach? W Chicago zagracie z New York Red Bulls.

Rozegramy tylko jedno spotkanie: make or break, jak mówią Amerykanie. Jeśli się uda, to w półfinale konferencji, gdzie są dwa mecze, trafimy na New York City FC, gdzie gra… David Villa. Niczego nie chcemy obiecywać, ale wiadomo, że marzmy o mistrzostwie. Możemy je zdobyć idąc krok po kroku.

A o czym marzy Nemanja Nikolić? O obronie strzeleckiej korony czy o powrocie do Europy?

Kiedy wyjeżdżałem do USA powiedziałem ci, że moim celem jest gra w MLS przez pięć, sześć lat. I nic się nie zmieniło. Moja umowa z Fire ważna jest jeszcze przez dwa sezony. Dziś tworzę historię tego klubu. Myślę tylko o tym. Po ostatnim meczu w sezonie pojedziemy z rodziną na kilka dni do Kalifornii, gdzie zobaczymy Disneyland, a później wracamy na Węgry. Ja będę odpoczywał, a do pracy zabierze się mój menadżer.

Zobacz wideo