Vancouver 2010. Są wielkie gwiazdy czy nie? Kto zaświeci najmocniej?

Igrzyska zimowe w Vancouver nie mają swojego Usaina Bolta ani Michaela Phelpsa. Są jednak tacy, którym warto się przyjrzeć.

Liczba stron znalezionych w Google.com nie pozostawia wątpliwości, że najpopularniejsi w Polsce herosi zimowych igrzysk mają małe szanse doścignąć herosów letnich igrzysk. Szalejący na śniegu Ole Einar Bjorndalen, Simon Ammann, Gregor Schlierenzauer mają w sumie kilkakrotnie mniej odsyłających do nich stron niż najlepsi w konkurencjach letnich - człowiek gepard Usain Bolt lub człowiek ryba Michael Phelps.

Być może dzieje się tak dlatego, że zimowe igrzyska są właściwie igrzyskami północnej półkuli, albo nawet igrzyskami olimpijskimi mieszkańców klimatu kontynentalnego chłodnego, subpolarnego i polarnego. Czyli dotyczą ułamka ludzkości.

Byłaby to prawda, gdyby nie przypadek Bode Millera, który liczbą znalezionych w Google.com stron nokautuje Bolta, Phelpsa i innych (29 mln stron). Lindsey Vonn też jest pod tym względem lepsza niż Bolt i Phelps. I Jewgienij Pluszenko też.

Może jest więc tak, że polscy kibice zbytnio zbzikowali na punkcie konkurentów Adama Małysza, Justyny Kowalczyk i Tomasza Sikory. W Sport.pl rekordy biła na przykład informacja, że Petra Majdić uważa zamieć śnieżną w Vancouver za katastrofę  ? dla jej szans na zdobycie medalu. Bo Majdić jest groźna rywalką Justyny Kowalczyk.

Dlatego na igrzyskach w Vancouver polecamy przyjrzeć się również innym mistrzom:

Bode Miller

Amerykanie mówili o swoim niegrzecznym chłopcu, nieprzewidywalnym, buntowniczym, o niewyparzonej gębie "zero in Torino", czyli "zero w Turynie", bo nic nie zdobył, a miał rządzić na alpejskich stokach. Było to największe rozczarowanie igrzysk sprzed czterech lat. Od tamtej pory został ojcem, prawdopodobnie jest mniej skłonny do ryzyka, ale wciąż umie jeździć - vide zwycięstwo w superkombinacji w Wengen w styczniu.

Lindsey Vonn

Fatalny wypadek dwa dni przed otwarciem igrzysk w Turynie zmasakrował szanse pięknej Amerykanki na medale. Teraz alpejska gwiazda przystępuje do igrzysk jako dwukrotna zdobywczyni Pucharu Świata. Teoretycznie może zamienić się w Michaela Phelpsa zimowych igrzysk i zdobyć aż pięć złotych medali. Największe szanse ma jednak w zjeździe, super-G i kombinacji. I tak nieźle, jak na dziewczynę, która nauczyła się jeździć na nartach na 100-metrowej górce przy supermarkecie w Minnesocie.

Jewgenij Pluszenko

Mistrz z Turynu wrócił na lód po kolejnej dłuższej przerwie. Każdy powrót był powrotem na podium, najczęściej po złoto. Ale ostatnia przerwa była niezwykła - Pluszenko startował w konkursie Eurowizji w Belgradzie, towarzysząc (na sztucznym lodzie) Dimie Bilanowi w zwycięskiej piosence "Believe", czyli "Uwierz". - Odwaga, która jest we mnie, nie da mi upaść - śpiewa Bilan. W mistrzostwach Europy w 2010 roku Pluszenko zdobył rekordową liczbę punktów za program skrócony, a tytuł mistrza po raz szósty.

Ole Einar Bjorndalen

Ole jest kiepskim strzelcem - czwarta dziesiątka na świecie - ale rewelacyjnym biegaczem. Jako pierwszy biatlonista wygrał bieg Pucharu Świata.

Jego trzy medale w Turynie były rozczarowaniem. Bo były to dwa srebrne i brązowy. W porównaniu z Salt Lake City - cztery złote - to faktycznie cios. Ole goni norweską legendę biegów Bjorna Daehlie w klasyfikacji wszech czasów zimowych igrzysk - ośmiokrotnego mistrza olimpijskiego. Brakuje mu trzech złotych medali. Jeśli nie zdoła ich zdobyć w Vancouver, wystartuje w Soczi. Będzie miał wtedy 40 lat.

Simon Ammann

Osiem lat temu rozbił się w Willingen, kilka tygodni przed igrzyskami w Salt Lake City. - Leżałem w łóżku przez cały czas. Nie mogłem czytać, nie mogłem oglądać telewizji i nie mogłem grać w gry komputerowe, co było najtrudniejsze. Miałem bardzo dużo czasu, aby zebrać myśli. Uspokoiłem się wewnętrznie, co było dla mnie bardzo dobre, próbowałem w myślach poprawiać swoje skoki - mówił w wywiadzie dla "Gazety", kiedy już zdobył sensacyjne dwa złota. Dziś jest znów faworytem, przegrywa praktycznie tylko z Gregorem Schlierenzauerem.

Sidney Crosby

22-letni Crosby - Kanadyjczycy mówią o nim Sid the Kid - zaledwie pół roku po zdobyciu Pucharu Stanleya z Pittsburgh Penguins i MVP sezonu będzie walczył o złoto olimpijskie. To twarz kanadyjskiego hokeja, taka, jaką byli Wayne Gretzky i Mario Lemieux. Nauczył się grać w hokeja w wieku dwóch lat, niszcząc pralko-suszarkę w piwnicy domu rodziców - wbijając do niej krążek raz za razem. Mistrz świata juniorów z 2005 roku - już wtedy zauważalny talent, bo jego koszulkę z tych mistrzostw skradł bagażowy na lotnisku w Montrealu. Kłopotów z koszulkami było więcej, bo używana w pierwszym jego meczu z NHL zniknęła z bagażu podczas lotu z Pittsburgha do Buffalo. Zwykle w aukcjach dobroczynnych koszulka Penguins z nr. 87 sprzedawana jest za najwyższe kwoty, spośród wszystkich oferowanych przez graczy NHL.

Vancouver 2010 na Sport.pl

Na portalu Sport.pl codziennie od 17 relacje Z Czuba i na żywo, całą dobę relacje prosto z Kanady od naszych specjalnych korespondentów, wideo komentarze, rozmowy z naszymi gwiazdami i komplet wyników, także tych z nocy polskiego czasu. A o godz. 9 rano w Radiu TOK FM magazyn olimpijski Michała Pola - oraz stream wideo live w naszym portalu.

Zespół Sport.pl przygotowuje też "Gazetę olimpijską" - codziennie do kupienia z "Gazetą Wyborczą".

Zapraszamy do śledzenia igrzysk w Sport.pl

Najciekawsze wpisy dziennikarzy Sport.pl, naszych korespondentów w Vancouver - Super-blog Vancouver  ?

Więcej o: