"Po prostu musiałem zamilknąć". Bartosz Bednorz wrócił z Rosji i przerwał milczenie

Łukasz Jachimiak
- Myśląc o bezpiecznym powrocie do Polski, po prostu musiałem zamilknąć - mówi Bartosz Bednorz. Siatkarz reprezentacji Polski dopiero niedawno opuścił Rosję. Bednorz zebrał mnóstwo hejtu za pozostawanie w Zenicie Kazań po tym, jak Rosja zaatakowała zbrojnie Ukrainę. - Ile razy można mówić, że to była trudna sytuacja i że proszę o zrozumienie? - pyta.

Bartosz Bednorz to 27-letni przyjmujący, który od kilku lat gra dla najlepszych klubów świata. Po dwóch sezonach we włoskiej Modenie dwa kolejne spędził w Zenicie Kazań. Nieoficjalnie mówi się, że za występy w zespole sponsorowanym przez Gazprom zarabiał milion euro rocznie.

Zobacz wideo ZAKSA po przerwie odzyskała tytuł mistrza Polski. "Tajemnicą jest to, że ta drużyna ma świetną atmosferę"

Część kibiców siatkówki zarzucała Bednorzowi, że po wybuchu wojny w Ukrainie Bednorz nie chce opuścić Rosji, czyli kraju agresora, przed końcem rozgrywek tamtejszej ligi, bo zależy mu na pieniądzach. Po długich tygodniach milczenia reprezentant Polski mówi, jak było.

Łukasz Jachimiak: Czy 24 lutego, czyli w dniu wybuchu wojny w Ukrainie, pomyślałeś, że dwa tygodnie wcześniej podjąłeś złą decyzję?

Bartosz Bednorz: Mówisz o tym, że tuż przed początkiem wojny przedłużyłem kontrakt z Zenitem? Tak, zrozumiałem, że mam kłopoty. Ale w pierwszej chwili po prostu przeżyłem szok. Bardzo dobrze pamiętam moment, gdy się dowiedziałem o ataku Rosji na Ukrainę. Byłem wtedy z klubem we Włoszech, mieszkałem w pokoju z Christensonem. I mnie, i jego obudziły telefony od naszych kobiet przebywających w Kazaniu. Było bardzo wcześnie, ale od razu poszliśmy do kierownika drużyny. Obudziliśmy go i razem działaliśmy, żeby jak najszybciej ewakuować z Rosji nasze kobiety. A Micah też dwoje dzieci. On miał jeszcze trudniejszą sytuację. Najważniejsze stało się zapewnienie bezpieczeństwa bliskim. Dopiero później przyszło zastanowienie, co teraz, co będzie dalej. Gdy zdałem sobie sprawę z tego, że dopiero co przedłużyłem umowę na grę w Kazaniu, to od razu zadzwoniłem do menedżera, żeby porozmawiać z nim, co zrobić, żeby się z tego wycofać. Od razu zaczął się proces rozmów na ten temat. Trwał długo. Niestety, nie miałem na to wpływu. Wiem, że mój menedżer cały czas nad tym pracował.

Nie było żadnego punktu zaczepienia, żeby nie tylko szybciej unieważnić umowę na przyszły sezon, ale po prostu wyjechać w trakcie tego? Malwinie Smarzek grającej w Kaliningradzie udało się wyjechać przed zakończeniem rozgrywek.

- Pamiętam, jak dostałem od rodziny artykuł o tych zdjęciach pokazanych przez klub Malwiny [chodzi o fotorelację siatkarek z kibicami eksponującymi litery Z symbolizujące zbrojne działania Rosji w Ukrainie]. Byłem w ciężkim szoku, gdy to zobaczyłem. Od razu poszedłem rozmawiać z kierownikiem marketingu u nas, bo on odpowiadał za całą oprawę, i do trenera Werbowa. Powiedziałem, że jeżeli taka sytuacja będzie miała tutaj miejsce, to od razu się stąd ewakuuję, bez względu na wszystko. Dostałem zapewnienie, że u nas nic takiego się nie zdarzy.

Kurek tłumaczy przyjęcie powołania. Pytaniu o Kurek tłumaczy przyjęcie powołania. Pytaniu o "Grupę Kubiakową" zdołał się wywinąć

Dlaczego Ty w końcu wyjechałeś z Rosji, a Christenson został? Ciebie wojna boli bardziej, bo toczy się obok Twojego kraju?

- Różnie to można interpretować. W imieniu Micah nie będę się wypowiadał. Mogę tylko powiedzieć, że długo o tym rozmawialiśmy. Decyzje podjęliśmy inne. Natomiast ja od początku nie widziałem żadnej innej opcji niż odejście. Powtarzałem to w klubie, w rozmowach z trenerem i z moim menedżerem już od pierwszego dnia wojny.

Nie mogłeś tego powiedzieć nam, mediom? Albo kibicom poprzez media społecznościowe? Czekaliśmy aż zajmiesz stanowisko.

- Uznałem, że moim jedynym środkiem przekazu będą social media, czyli Instagram i Facebook. Wrzuciłem zdjęcie z flagą Ukrainy i napisem "Stop War". To był mój jedyny komentarz. Nie chciałem się więcej na ten temat wypowiadać. A bardzo szybko stało się tak, że nie mogłem. Tydzień, może maksymalnie 10 dni po tym jak wróciliśmy z Włoch, w Rosji został wprowadzony kodeks, według którego każda negatywna wypowiedź na temat Rosji, każde poparcie dla Ukrainy, a nawet używanie słowa "wojna", skutkuje pozbawieniem wolności do 15 lat. Myśląc o swoim bezpiecznym powrocie do Polski, po prostu musiałem zamilknąć.

Czy dziś chcesz opowiedzieć o czymś, o czym wtedy nie mogłeś? Czy w Kazaniu były demonstracje antywojenne, na których - jak w Moskwie czy Petersburgu - wyłapywano demonstrantów?

- Niczego takiego nie widziałem. Ale bardzo ograniczałem wyjścia w miejsca publiczne. Starałem się jeździć tylko na treningi. Robiłem tak, żeby nie spotkać się gdzieś z poparciem dla tej wojny.

Przebywając w Rosji mogłeś swobodnie śledzić wydarzenia w Ukrainie, czy rosyjska propaganda utrudniała dostęp do prawdziwych informacji?

- Tak, nie było większego problemu z przeglądaniem mediów.

Pytam, bo my w Polsce cały czas oglądamy relacje z Ukrainy, a na początku wojny oglądaliśmy je niemal 24 godziny na dobę.

- Wiem, z relacji rodziny. Dla mnie najtrudniejsze było odbieranie telefonów od bliskich i słuchanie, jak bardzo się o mnie martwią. Najbardziej mój pobyt w Rosji przeżywali dziadkowie. Dla nich stresujący jest mój każdy mecz, a co dopiero taka sytuacja, że ich wnuk jest na terenie Rosji. Bardzo się martwili czy nic mi się nie stanie, czy bezpiecznie wrócę do Polski. Presja na mnie była przeogromna. W trakcie trwania wszystkich rozmów mających prowadzić do polubownego rozwiązania umowy dostawałem mnóstwo hejtu.

Dlatego, że milczałeś i dalej tam grałeś? Za to zbierałeś ten hejt?

- Tak, odbierałem anonimowe wiadomości pisane przez ludzi klepiących w klawiatury o swojej złości na mnie. Łatwo się ocenia, kiedy się siedzi w Polsce i jest się bezpiecznym.

Boisz się, że ci ludzie nie posłuchają tego, co teraz mówisz? Że mimo twoich wyjaśnień nadal będą wiedzieli swoje? Że w końcu ich hejt przeniesie się z internetu do hal na mecze reprezentacji Polski z twoim udziałem?

- Każdy ma prawo do wyrażania własnego zdania, a ja nie mam wpływu na to, jakie to zdanie jest. Jestem przyzwyczajony, że są wiadomości pozytywne, ale są też negatywne. Tylko że ta sytuacja jest poważniejsza. Teraz nie chodzi o hejt dotyczący sfery sportowej. Jest to trudne, ale jeżeli nadal będą się pojawiały nieprzychylne mi komentarze, to po prostu trudno. Na pewno są ludzie, którzy mają swoje zdanie, nie rozumieją mnie, nie wiedzą, jak ciężko mi było i nie chcą tego przyjąć. Nic z tym nie zrobię, bo ile razy można mówić, że to była trudna sytuacja i że proszę o zrozumienie? Chcę się już skupić na tym, że to się skończyło. Będąc w Rosji codziennie się budziłem z myślami o wojnie, a mimo to musiałem trenować i grać mecze. To był najtrudniejszy czas w całej mojej karierze. W naszym sporcie mental odgrywa kluczową rolę na boisku, a mój mental był taki, że po ludzku trudno było mi się skupić na siatkówce.

Co czułeś, widząc transparent, jakim Malwina Smarzek została przywitana w Łodzi? Pomyślałeś, że może ciebie też spotka coś takiego?

- Tak. To jest dla mnie skandaliczne zachowanie. Malwina niczemu nie była winna, opuściła teren Rosji, gdy mogła. Nie rozumiem, dlaczego spotkała się z czymś takim. To jest przekroczenie pewnych granic. Pamiętam, że dziewczyna się popłakała. To było bardzo przykre.

Malwina Smarzek i transparent, jakim przywitano ją w Łodzi"Paskudny, obrzydliwy" transparent. Smarzek płakała, a liga myśli o karze

Najczęściej powtarzający się zarzut wobec ciebie jest taki, że dograłeś sezon i siedziałeś cicho, bo nie chciałeś stracić pieniędzy. Ile ich straciłeś, rezygnując z umowy na następny sezon?

- To naprawdę nie była kwestia pieniędzy. Zerwanie kontraktu trwało długo, bo dążyliśmy do tego, żebyśmy się rozstali polubownie. A że straciłem wysoki kontrakt na przyszły sezon? To oczywiste.

Więcej o: