W Szczecinie wrze po decyzji sędziego. Chodzi o miliony złotych. "Odechciewa się"

Cztery miliony złotych - tyle Pogoń Szczecin może kosztować błąd Tomasza Kwiatkowskiego z ostatniego meczu "Portowców" z Górnikiem Zabrze. Przez jedną decyzję zespół ze Szczecina może spaść z ligowego podium i rozpocząć nowe rozgrywki z mniejszym budżetem. - W takich chwilach po prostu się odechciewa - żali się w rozmowie z Interią dyrektor sportowy Pogoni, Dariusz Adamczuk.

Choć Pogoń Szczecin miała w sezonie 2022/2023 swoje problemy, podopieczni Jensa Gustafssona nadal byli w stanie wywalczyć w ekstraklasie miejsce gwarantujące udział w europejskich pucharach. Mimo tego w stolicy województwa zachodniopomorskiego narzekają na spadek klubu z trzeciego na czwarte miejsce w ligowej tabeli.

Zobacz wideo Ronaldo bohaterem, Krychowiak załamany. Kulisy meczu w Arabii Saudyjskiej

Przegrana z Górnikiem i spadek z podium

Od kilku tygodni w walce o trzecie miejsce w PKO BP Ekstraklasie biorą udział dwa zespoły - Pogoń Szczecin oraz Lech Poznań. Miejsce na podium zajmowali szczecinianie, ale w minionej, 33. kolejce doszło do przetasowania.

Wówczas Lech najpierw wygrał 3:0 z Koroną Kielce, a kilka godzin później Pogoń uległa na wyjeździe Górnikowi Zabrze 1:2. Nie byłoby w tym nic kontrowersyjnego, gdyby nie fakt, że w końcówce spotkania przy stanie 1:1 drużynie ze Szczecina należał się rzut karny po faulu na Marcelu Wędrychowskim. 

Po meczu do błędu przyznał się sędzia główny spotkania Tomasz Kwiatkowski. Doświadczony arbiter przyznał, że w pierwszej chwili nie dostrzegł kontaktu między zawodnikiem gości i jednym z obrońców Górnika. Nie zareagował także VAR. 

Pogoń straci 4 miliony złotych?

W związku z przegraną w Zabrzu klub ze Szczecina spadł na czwarte miejsce w tabeli i przed ostatnią kolejką sezonu traci jeden punkt do Lecha. Jeśli w zbliżający się weekend sytuacja nie ulegnie zmianie, wówczas Pogoń zakończy rozgrywki na czwartej lokacie, co mocno wpłynie na budżet klubu.

Według informacji podawanych przez działaczy Pogoni, spadek z trzeciego na czwarte miejsce bardzo mocno uszczupli zapasy w klubowej kasie, które bardzo przydadzą się w walce o awans do rozgrywek międzynarodowych. Różnica w premiach wypłaconych przez Ekstraklasę mają wynosić nawet cztery miliony złotych, czyli nawet potencjalny transfer zawodnika stanowiącego o sile zespołu w kolejnym sezonie.

- Nie ma siły, by w tym przypadku to nie przełożyło się na funkcjonowanie klubu w przyszłym sezonie. Dlatego też jestem zdruzgotany tym, że o tak ważnych z perspektywy klubu kwestiach przesądza niechlujność, brak skrupulatności, taki błąd. To bardzo boli. Wszyscy w piłce pracujemy nad profesjonalizacją wielu obszarów, natomiast na koniec okazuje się, że jeden błąd może prowadzić do ogromnych, także finansowych konsekwencji. W takich chwilach po prostu się odechciewa - powiedział w rozmowie z Interią dyrektor sportowy Pogoni, Dariusz Adamczuk.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.