Sofia Ennaoui od lat utrzymuje się w czołówce najlepszych biegaczek Europy na dystansie 1500 m. W 2018 r. w Berlinie zdobyła srebrny medal mistrzostw Starego Kontynentu, a dwa lata temu brązowy w Monachium. Do tego dochodzą sukcesy halowe - srebro i dwa razy brąz ME. Teraz na rozgrywanym w Rzymie czempionacie próbowała nawiązać do tamtych wyników. Niestety już pierwszego dnia z walki o medale wykluczył ją prawdziwy koszmar.
Polka wystartowała w porannych eliminacjach i zajęła dopiero 12. miejsce w swoim biegu. Finiszowała z czasem 4:13.71. Zwyciężczyni Brytyjka Jemma Reekie była od niej lepsza o ponad siedem sekund. Dobiegła do mety z wynikiem 4:06.68. Awans do finału dawał czas 4:07.01. Tym samym Ennaoui już po jednym dniu pożegnała się z włoską publicznością.
Po biegu okazało się, że szanse na dobry rezultat odebrała Polce kontuzja. - Nie wiem, co mi się wydarzyło. Już po pierwszym okrążeniu Achilles zaczął mnie boleć. Awans był w moim zasięgu, ale noga nie pozwoliła. W poprzednich dniach Achilles mnie nie bolał. Zdrowie mi płata figle. Jeszcze pokuszę się o kwalifikację na igrzyska - powiedziała przed kamerami TVP Sport.
28-latka z urazami mierzy się ostatnio dość często. Nawet przed startem odczuwała delikatny ból. - Naprawdę jest mi super przykro, bo byłam do tego sezonu bardzo dobrze przygotowana, treningi wyglądały świetnie. Podczas przygotowań zrobiłam wszystko, co mogłam. Tym bardziej jest to zaskakujące, że nie mogę przełożyć tej formy na starty, na dodatek przydarzyła się dolegliwość. Ze ścięgnem nie jest dobrze, po badaniach będzie wiadomo coś więcej - wyjaśniła, cytowana przez portal WP Sportowe Fakty.
Na wywalczenie kwalifikacji olimpijskiej Ennaoui ma czas do końca czerwca. Pytanie tylko, czy w związku z problemami ze ścięgnem Achillesa, będzie w stanie ją sobie zapewnić. - Nie mam minimum na igrzyska olimpijskie, potrzebuje startów, żeby wejść do rankingu. Nie mam więc spokoju, bo wcześniej szybko robiłam minimum. Teraz jest inaczej - wyjaśniła.