Polska sztafeta pięknie zamieszała. Rekord, radość, przyszłość

Medalu nie ma, ale czy zawsze musi być, żeby była radość? - Jak trener powiedział, co wymyślił, to zrobiłam wielkie oczy. Jak to? Ja mam się ścigać z facetami? - mówi Justyna Święty-Ersetic. Ona, jako jedyna kobieta, pobiegła na ostatniej zmianie sztafety mieszanej 4x400 m. Polska zajęła piąte miejsce, bijąc o trzy sekundy rekord kraju, będąc o zaledwie 0,06 s od rekordu Europy i kwalifikując się do igrzysk w Tokio. A przede wszystkim zyskując wiarę, że nowa, widowiskowa konkurencja za rok może dać nam jeszcze więcej frajdy.

Zaczął Wiktor Suwara i w siedmiu pozostałych drużynach na pierwszej zmianie też biegli panowie. A później zaczęło się dziać coś, co niewtajemniczeni oglądali z zadziwieniem. Druga zmiana: Rafał Omelko ucieka przed siedmioma kobietami. On wypracował przewagę 30-40 metrów. Iga Baumgart-Witan biegnąc na trzeciej zmianie, z kobietami, ten dystans utrzymała. A najlepsze zostało na koniec. Najlepsze, bo choć spadliśmy z miejsca pierwszego na piąte, to zobaczyliśmy popis Justyny Święty-Ersetic.

Mateusz Bieniek: To najtrudniejszy turniej w siatkówce

Zobacz wideo

"Mam się ścigać z facetami?"

Gdy naszą mistrzynię Europy goniło siedmiu mężczyzn, stadion w Dausze się poderwał. Był pustawy, jak każdego dnia tych mistrzostw, ale mimo to stał się naprawdę głośny. Żył.

- Wiedziałam, że w końcu ktoś mnie wyminie. Aczkolwiek jak wbiegałam na ostatnią prostą i byłam trzecia, to myślałam "Może się uda, może się uda" - opowiada Justyna. - Niestety, w końcu zobaczyłam obok siebie dwie kolejne głowy i jeszcze próbowałam się zerwać, ale moja prędkość i ich prędkość to były różne prędkości - dodaje.

Do podium Justynie i Polsce zabrakło 0,49 s (wygrały USA, druga była Jamajka, trzeci finiszował Bahrajn, a czwarta z rekordem Europy o 0,06 s lepszym od naszego czasu była Wielka Brytania). Czy mogło być lepiej, gdyby nie ryzykowna taktyka?

- Jak trener powiedział, co wymyślił, to zrobiłam wielkie oczy. Jak to? Ja mam się ścigać z facetami? Ale trener wyjaśnił decyzję i miało to sens - mówi Święty-Ersetic.

"A to cwaniak! A to aniołek!"

- Trenerze, niech pan wyjaśnia - prosimy Aleksandra Matuszewskiego, którego spotykamy przed stadionem.

- Niech mówi trener Marek Rożej, to on ustawiał sztafetę - pada odpowiedź.

- A to cwaniak! A to aniołek - śmieje się Rożej, nawiązując do tego, że biegaczki Matusińskiego nazywa się "Aniołkami". - Wszystko ustaliliśmy razem. Po bardzo wielu godzinach analiz. Na papierze, po zsumowaniu czasów poszczególnych zawodników, nikt by nam nie dawał szans na walkę o medal. A my tę walkę podjęliśmy. Zaryzykowaliśmy, obaj pomyśleliśmy, że to najlepsza opcja - tłumaczy Rożej, trener m.in. nieobecnego w Dausze Jakuba Krzewiny. - W grę wchodziła jeszcze tylko jedna opcja, też zaskakująca: żeby zaczęły dwie dziewczyny, a faceci żeby skończyli. Ale uznaliśmy, że najpłynniejszy bieg będzie przy tym układzie, który widzieliście - dodaje.

Zabrakło walki za plecami Justyny

Trenerzy przekonują, że wszystko potoczyło się tak, jak zakładali. No, prawie wszystko, bo gdyby plan ziścił się w stu procentach, to poza satysfakcją z dobrze wykonanej pracy mielibyśmy teraz medal. - Liczyliśmy na to, że te cztery sztafety, które na ostatnią zmianę ruszyły za nami, będą biegły blisko siebie i będą się zmieniać, nawzajem wytracać sobie prędkość - mówi Rożej. - Uwierzcie, w klasycznej, bezpośredniej walce chłopaków z chłopakami i dziewczyn z dziewczynami mielibyśmy maksymalnie piąte miejsce. Można było je spokojnie wziąć. A można było zaryzykować i powalczyć o medal - kończy szkoleniowiec.

Same plusy

- Rekord Polski poprawiony o trzy sekundy to jest niesamowity skok. To jest dowód, że sztafeta była dobrze złożona. Możemy się cieszyć i podbudowani podejść do kolejnych startów w Dausze - dodaje jeszcze Matusiński.

Święty-Ersetić podkreśla to samo. - Wszyscy daliśmy z siebie po 110 procent. To była dla nas fajna zabawa. Zrobiliśmy rekord Polski, minimum na igrzyska olimpijskie, byliśmy bardzo blisko rekordu Europy, a ja nigdy wcześniej w sztafecie nie pobiegłam tak szybko. Czyli są same plusy - podsumowuje.

W poniedziałek ona, Baumgart-Witan i Anna Kiełbasińska zaczną rywalizację w indywidualnych startach na 400 m. Początek eliminacji o godzinie 17.20.