Liga Światowa 2016 potrwa tylko miesiąc - od 17 czerwca do 17 lipca. Na rozgrzewkę przed igrzyskami w Rio de Janeiro najlepsi zagrają w I dywizji, która będzie liczyła aż 12 zespołów. Po jej powiększeniu w elicie zostaje Rosja, mimo że kilka tygodni temu sportowo z niej spadła, a awans poza najlepszą i w II dywizji, i później w Final Six I dywizji Francją uzyskały jeszcze Bułgaria, Argentyna i Belgia.
Wymienione zespoły oraz USA, Brazylia, Włochy, Iran, Australia, Serbia i Polska walkę o awans do Final Six rozstrzygną w zaledwie trzy weekendy. Każda drużyna elity weźmie udział w trzech turniejach, trafiając czasem na rywala z poprzedniej imprezy. Polska od 17 do 19 czerwca zagra w Rosji z gospodarzami, Serbami i Bułgarami, od 24 do 26 czerwca podejmie Rosję, Francję i Argentynę, a 1 do 3 lipca zagra we Francji ze zwycięzcami tegorocznej LŚ oraz z Brazylijczykami i Belgami.
W zaplanowanym na dni 13-17 lipca Final Six wystąpi pięć zespołów z największą liczbą punktów po turniejach eliminacyjnych oraz gospodarz. Możliwe, że będzie nim Polska.
- System jest przedziwny. Liga Światowa będzie przypominać Grand Prix kobiet - mówi Wójtowicz. - Zmiany w przepisach to na pewno nie tylko wynik trudnego kalendarza ze względu na igrzyska w Rio, ale też ukłon w stronę Rosji. Ona została uratowana. Sezon miała fatalny, ale ciągle ma potencjał, no i ma kasę - dodaje były mistrz.
Prawdopodobnie najlepszy polski siatkarz w historii twierdzi, że kolejną zmianą regulaminu ludzie rządzący Ligą Światową przekreślają jej prestiż. - Ciągłe zmiany w zasadach rozgrywania tej imprezy pokazują, że to jest czysta komercja, a nie poważny turniej. Teraz już chyba wszyscy się o tym przekonali - mówi Wójtowicz.
Pozytywy zmian? - Widzę jeden. Taki, że nasza kadra szykująca się do igrzysk - bo nie wierzę, że Polski w Rio zabraknie - nie będzie musiała się męczyć dalekimi podróżami i zmianą stref czasowych - zauważa komentator. - Tak naprawdę po 2012 roku wiemy, że w sezonie igrzysk żyć trzeba tylko nimi. "Światówkę" wystarczy odbębnić, jak zrobili to wówczas ci, którzy później byli mocni w olimpijskim turnieju w Londynie, a nie jak my, najlepsi w komercyjnej, corocznej zabawie, a bez medalu w imprezie czterolecia - kończy Wójtowicz.
Flintstonowie wytresowali smoka, Małysz i Baumgartner w jury [LOTY W GDYNI]