Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Premier League. Okoński: Oblężona twierdza Jose Mourinho

1 : 1
Informacje
Premier League 2014/15 - 23. kolejka
Sobota 31.01.2015 godzina 18:30
Wyniki szczegółowe
1 Poł
2 Poł
Wynik
Chelsea
1
0
1
Manchester City
1
0
1
Składy i szczegóły
Chelsea
Bramki: Remy (41.) Skład: Courtois - Ivanović, Zouma, Terry, Azpilicueta - Ramires, Matić - Willian (81. Drogba), Oscar (90. Loftus-Cheek), Hazard - Remy (87. Cahill)
Manchester City
Bramki: Silva (45.) Kartki: Silva, Fernando - żółta Skład: Hart - Sagna, Kompany, Demichelis, Clichy - Fernandinho, Fernando (77. Lampard) - Navas, Silva (90. Jovetić), Milner - Aguero (84. Dżeko)
Z Manchesterem City Chelsea zagra bez swojego najlepszego napastnika. Zawieszony na trzy mecze Diego Costa wywołał w Anglii nową burzę. A Jose Mourinho, korzystając z okazji, wznosi wokół swojej drużyny nowy mur obronny - pisze Michał Okoński, dziennikarz ?Tygodnika Powszechnego? i komentator Sport.pl.
Streszczenie poprzednich odcinków: Diego zaatakował Emre, czego Michael nie zauważył. Jamie skrytykował Diego, a Jose - Jamiego. Michael obejrzał awanturę na wideo, po czym oddał sprawę Diego przed specjalny trybunał. Diego nie zgodził się z zarzutami, a w jego obronie stanęli między innymi Gary, Thierry i Paul, sędziowie jednak byli innego zdania: wydali na Diego wyrok skazujący. Ciąg dalszy nastąpi, już Jose się o to postara.

Wszystkie spiski przeciwko Chelsea

Streszczenie tej opery mydlanej brzmi znajomo, nieprawdaż? Diego to Diego Costa, Emre to Emre Can, Michael to sędzia wtorkowego półfinału Pucharu Ligi między Chelsea a Liverpoolem Michael Oliver, Jamie to ekspert Sky Sports Jamie Redknapp, ostro skrytykowany po tym meczu przez Jose Mourinho, zaś obrońcy Diego Costy to Gary Neville, Thierry Henry i Paul Scholes.

Można by właściwie powiedzieć, że świat odzyskał swój porządek: Chelsea Mourinho znów jest oblężoną twierdzą, na podobnej zasadzie zresztą, jak były nią Real i Inter pod wodzą tego trenera. Za murami czyha wrogi świat, złożony z władz ligi, sędziów, szkoleniowców innych drużyn, a ostatnio także dziennikarzy i ekspertów. Na teren oblężonej twierdzy wrogowie nie mają wstępu, więc Chelsea odwołała konferencję prasową przed meczem z Manchesterem City, co jest pójściem krok dalej niż wcześniejsze wysłanie asystenta zamiast - wymaganej przez regulamin rozgrywek - osobistej obecności Jose Mourinho na spotkaniu z dziennikarzami przed i po meczu z Newcastle. Zanim trener lidera Premier League zaczął unikać mediów, mówił o wymierzonym w jego drużynę "spisku" sędziów.

Paranoja? Raczej przejaw metody, znanej i opisywanej od lat, choćby w dostępnej także po polsku biografii Mourinho pióra Patricka Barclaya. "Za każdym razem chodziło o zaszczepienie w zespole poczucia zagrożenia, niepokoju i osaczenia, wymagającego zjednoczenia przeciwko nadciągającemu niebezpieczeństwu" - pisze autor "Anatomii zwycięzcy", rzucając zresztą na boku trzeźwą uwagę, że przekonanie supergwiazd największych klubów świata, iż są ofiarami prześladowań, to nie lada wyczyn. Wyczyn jednak dotąd skuteczny: piłkarze, przekonani, że cały świat jest przeciwko nim, walczą jak lwy, a świat (czyli np. sędziowie) za którymś razem obawia się podjąć kontrowersyjną decyzję, która posłużyłaby Mourinho za jeszcze jedną ilustrację jego tezy.

Wszystkie faule Diego Costy

"Pozwólcie Diego Coście grać jego piłkę" - zaapelował Jose Mourinho po meczu między Chelsea i Liverpoolem. Meczu, którego sędzia ewidentnie sobie nie radził - nie dość, że nie zauważył dwóch (ucierpiał nie tylko Can, ale także Skrtel) nadepnięć Costy na rywali, o które trwa obecna burza, to nie podyktował karnego dla Chelsea za faul na tymże Coście i nie zdecydował się na pokazanie drugiej żółtej kartki Lucasowi i Hendersonowi. Fakt, że Michael Oliver nie panował nad sytuacją, dał oczywiście Mourinho argumenty - ale samego przewinienia Hiszpana nie sposób zakwestionować: na dobrą sprawę od jedenastej minuty, kiedy nadepnął Cana, Costy mogłoby nie być na boisku.

Na tym, niestety, również polega ten problem: pozwolenie Coście na granie jego piłki, to pozwolenie na nieustanną walkę z obrońcami, w której wszystkie niezauważone przez sędziego chwyty są dozwolone. Dobrze ilustruje to infografika, która w tych dniach robiła furorę w sieci. Przedstawia Diego Costę i przy każdej niemal części ciała hiszpańskiego napastnika Chelsea umieszcza informację o naruszeniach przepisów, których dopuścił się przy jej użyciu. Łokieć? Walnięcie w twarz Wesa Browna podczas meczu z Sunderlandem w październiku 2014. Prawa stopa? Kopniak wymierzony w Johna O'Shea w tym samym spotkaniu. Lewa stopa? Nadepnięcie na Emre Cana i Martina Skrtela z Liverpoolu w styczniu 2015 albo atak na Rubena Pereza z Betisu w lutym 2013. Lewa dłoń? Uderzenie Sergio Ramosa w grudniu 2012. Prawa? Plucie do rękawiczki i potem obrzucanie plwociną tegoż Ramosa. Głowa? Uderzenie z byka Davida Limbersky'ego z Viktorii Pilzno w grudniu 2012. Usta? Cały szereg incydentów, w trakcie których kamera rejestruje, jak znakomity skądinąd napastnik usiłuje sprowokować kryjących go rywali, bluzgając na nich co niemiara. W ciągu ostatnich dwóch lat obejrzał 28 żółtych kartek, na wczesnym etapie kariery siedmiokrotnie usuwano go z boiska.

Wszystkie wytłumaczenia ewentualnej porażki

Z debat, jakie przetoczyły się w tych dniach przez angielskie media, można by jednak wyciągnąć wniosek, że w ataku Chelsea oglądamy potwora. A sprawa jest bardziej skomplikowana: Diego Costa nie jest wariatem, tylko człowiekiem, którego w gruncie rzeczy potrzebuje każdy klub: z wpisaną w DNA wolą wygrywania, powodującą, że walczy o piłkę jak szalony. Natychmiast po meczu ów "potwór" zmienia się w uroczego kompana, podchodzącego do zawodników, z którymi chwilę wcześniej tak ostro rywalizował - podającego rękę, przepraszającego, dziękującego za twardą walkę. Jak napisał Gary Neville, każda książka o piłkarskiej filozofii powinna zaczynać się zdaniem: "Niech nie znoszą grać przeciwko tobie", a incydent Costa-Can został nadmiernie rozdmuchany. Oczywiście Hiszpan nie jest niewiniątkiem: naruszył przepisy, za co musi ponieść konsekwencje trzymeczowej dyskwalifikacji (w tym tygodniu szczególnie bolesne, bo zabraknie go w spotkaniu na szczycie, z mistrzem i wiceliderem tabeli), ale nawet premedytacji w tym przypadku nie sposób mu udowodnić. Kiedy nastąpił na Cana, nie patrzył na niego: jego wzrok utkwiony był w piłce, którą chciał dopaść jako pierwszy.

Nieobecność Diego Costy podczas meczu z MC jest niejako wpisana w koszta posiadania w składzie piłkarza o takiej charakterystyce. O tym Jose Mourinho również świetnie wie. Jeśli dolewa oliwy do ognia, najpierw odpowiadając na krytyki mediów, a potem zamykając przed nimi bramę klubowego ośrodka, robi to także dlatego, żebyśmy w przypadku porażki z wiceliderem nadal rozmawiali o spisku, a nie na przykład o zbyt krótkiej ławce, jaką dysponuje.

Diego Costa? Nie tylko jemu odbiło. Zobacz piłkarskie "stemple" [WIDEO]


Więcej o:
Komentarze (5)
Premier League. Okoński: Oblężona twierdza Jose Mourinho
Zaloguj się
  • neuer_site

    Oceniono 6 razy 0

    Nie da się patrzeć na Chelsea...

    Śmieszne błędy GTA 5

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX