Jedną z najgłośniejszych historii w turnieju olimpijskim w Paryżu był "atak" Danielle Collins na Igę Świątek. Amerykanka w trakcie trzeciego seta skreczowała, a następnie doszło do scysji przy siatce. - Powiedziałam Idze, że nie musi być nieszczera. Iga udaje, jest fałszywa - mówiła Collins zaraz po meczu, co spotkało się z dużym niezrozumieniem ze strony Polki, a także jej kibiców.
- Wiele dzieje się poza kamerą i jest wielu ludzi z ogromną charyzmą, którzy wychodzą i zachowują się w jeden sposób przed kamerą, a w inny sposób w szatni. Po prostu nie miałam najlepszych doświadczeń i naprawdę nie uważam, że ktokolwiek musi być nieszczery. Mogą być tacy, jacy są. Mogę to zaakceptować, ale nie potrzebuję fałszu - powiedziała później Danielle Collins w konferencji prasowej.
30-latka niedawno była gościem w podkaście legendarnego byłego tenisisty Jimmy'ego Connorsa - Advantage Connors - gdzie została zapytana także o tę sytuację. - Staram się być autentyczna. Bez względu na to, jak to wyjdzie, będą chwile, kiedy będę naprawdę szczęśliwa, żywiołowa i "na haju", a potem będą chwile, kiedy będę w złym nastroju - zaczęła Amerykanka. - Chcę, aby moje mecze były performansem, a gdybym była bardziej jak robot, zachowując to dla siebie, nie byłabym sobą. Próbowałabym być kimś, kim nie jestem i nie sądzę, że byłoby to w porządku wobec mnie lub ludzi, którzy to oglądają - kontynuowała.
- Jestem bardzo skupiona na tym, co robię i nie obchodzi mnie, co myślą inni. Nie dbam o to, czy wyda się to zarozumiałe i aroganckie jakiemuś kibicowi, który nie grał w tenisa, który nie chodził w moich butach, który nie przeszedł przez doświadczenia życiowe, które ja mam - podsumowała Danielle Collins. Amerykanka dodała także, że została w ten sposób wychowana, aby nie tłumić w sobie emocji i mówić, co myśli.