Trener ujawnia: "Iga była pewna, że ten mecz wygra na lewej nodze"

- Po Potapowej, gdzie Iga czuła się pewna, że co by się nie działo, to ona ten mecz wygra na lewej nodze, wiedzieliśmy, że możemy sobie spokojnie wejść w rytm treningowy bez żadnych dodatkowych zabiegów - mówi w rozmowie ze Sport.pl Maciej Ryszczuk. Trener przygotowania fizycznego Igi Świątek odsłania kulisy drogi Igi po kolejne mistrzostwo Roland Garros.

W sobotę w Paryżu Iga Świątek pokonała Jasmine Paolini 6:2, 6:1 w finale Roland Garros. Najlepsza tenisistka świata wygrała ten wielkoszlemowy turniej trzeci raz z rzędu i czwarty raz w karierze. To już piąty wielkoszlemowy tytuł 23-letniej Igi - poza wygranymi French Open 2020, 2022, 2023 i 2024 Świątek wygrała też US Open 2022.

Zobacz wideo Probierz chwali debiutanta: Nie zabierajmy mu pewności siebie

Do wszystkich wymienionych trofeów Igi rękę przyłożył Maciej Ryszczuk. To światowej klasy specjalista od przygotowania fizycznego. Teraz pracuje też z Janem Zielińskim (mistrz Australian Open 2024 w mikście) i z Tomaszem Berkietą, który na kończącym się Roland Garros doszedł do finału turnieju juniorów.

Łukasz Jachimiak: Czy jakiś trener poza tobą miał w tym Roland Garros dwoje zawodników w finałach?

Maciej Ryszczuk: O, to jest dobre pytanie! Chyba nie. Ale - nie chcąc się chwalić - przypomnę, że w 2020 roku miałem już podobną sytuację, bo wtedy do finału singla awansowała tu Iga Świątek, a w finale debla grały Timea Babos i Kristina Mladenović, z którymi też wtedy pracowałem. Szkoda, że teraz Tomek Berkieta nie dał rady wygrać juniorskiego finału, bo znów bym się cieszył z dwóch zwycięstw. Ale dla Tomka i tak wielki, naprawdę wielki, szacunek za to, jak tu pograł. I dla trenera Piotrka Sierzputowskiego za to, że doszedł z nim do finału.

Ile ty masz właściwie tytułów wielkoszlemowych? Bo na pewno najwięcej w polskim tenisie.

- Osiem. Pięć Igi i trzy deblistek.

Jak się to robi? W tekście o Tomku Berkiecie porównałem cię do filmowego Znachora. Bo Tomek zdradził nam, że trzy miesiące temu skręcił obie kostki, a dzięki współpracy z tobą na tych kostkach zaszedł do finału.

- Ja nie robię niczego nadzwyczajnego. Naprawdę. Chodzi o to, żeby się trzymać prostych spraw, żeby nie wydziwiać. Trzeba pracować według planu i trzymać się go, żeby oceniać czy są postępy. I nie wolno panikować - to jest najważniejsze. Trzeba budować podstawę, bazę, a jak już się ją ma, to wtedy można odchodzić krok po kroku w ścieżki korzystne dla danego zawodnika. Ten trening nie ma być seksowny, tylko ma być efektywny.

Pewnie strasznie dużo czasu musisz poświęcać na to, żeby cały czas być na bieżąco z nowinkami, z trendami? A nawet żeby te trendy wyznaczać, a nie za nimi podążać.

- Kiedyś, gdy pracowałem tylko w lekkoatletyce (pomaga płotkarzom, m.in. Damianowi Czykierowi i Jakubowi Szymańskiemu), i miałem więcej czasu, to każdy weekend poświęcałem na wyjazdy, dzięki którym się doszkalałem. Korzystałem z wiedzy zagranicznych prelegentów, doczytywałem, dosłuchiwałem. Teraz czasu mam dużo mniej, więc kursy i szkolenia odbywam online. Nie ma miesiąca, w którym bym nie czytał artykułów, badań i nie starał się doszkalać.

Przejdźmy do Igi - czy jej droga po mistrzostwo Roland Garros 2024 to była bułka z masłem w porównaniu z drogą, którą szliście po tytuł rok temu, gdy Iga doznała poważnej kontuzji w Rzymie, tuż przed French Open?

- Nie powiedziałbym aż tak. Teraz wkroczyliśmy na trochę nowe dla nas tereny, bo przyjechaliśmy na Rolanda po potężnym maratonie. Ruszyliśmy na Billie Jean King Cup, od razu po nim był Stuttgart, od razu po Stuttgarcie był Madryt, a po Madrycie błyskawicznie Rzym. Prawie wszędzie Iga grała do końca. Prawie wszędzie były zwycięstwa i trzeba było od razu euforię przekuwać w pracę, zaczynać wszystko od początku, wracać do normalności. Po takiej dawce przyjechaliśmy na turniej, na którym obciążenie jest największe w tej części sezonu. Płynęliśmy do tego Rolanda przez trochę nieznane wody - nie wiedzieliśmy do końca, jak Iga zareaguje pod względem psychicznym i fizycznym. Ale wszystkie dane, które o Idze zbieramy, pokazywały, że powinno być okej. Zastosowaliśmy parę takich metod, jakich wcześniej nie stosowaliśmy.

Opowiadaj proszę.

- Na tym Rolandzie Iga miała dni wolne pomiędzy rundami. W poprzednich latach zawsze w takie dni wychodziła na kort i coś tam odbijała, a teraz jak coś nam pokazywało, że fatyga Igi może być zwiększona, to w taki dzień dawaliśmy jej wolne, odpuszczaliśmy. Wtedy Iga miała spacery, czas wolny i jakieś fajne rzeczy sobie robiła. A następnego dnia Iga wracała do pracy i jechaliśmy dalej.

Ile sprzętu tu przywiozłeś? Tę walizkę, o której mi kiedyś opowiadałeś, masz na pewno.

- Tak, mam indibę. To 24 kilogramów fizykoterapii. Mam też trochę sprzętu treningowego takiego jak gumy i piłki. I tyle, bo tutaj siłownie są bardzo dobrze wyposażone. Dużo rzeczy możemy też robić z własnym ciałem - szybkościowe, wydolnościowe. Do tego wystarczą gumy. To nie jest taki okres sezonu, w którym byśmy mogli zrobić mocny blok treningowy. Staramy się tylko dawać akcenty podtrzymujące i pobudzające.

Ile godzin Iga się regenerowała w trakcie tego turnieju? Domyślam się, że na początku mniej niż bliżej finału - ale ile?

- Jasne, że fatyga narasta, że zmęczenie się nakłada. W każdym turnieju to tak wygląda, że im dalej w głąb, tym więcej czasu na regenerację Iga potrzebuje. Tu dużo zależało od tego, jak dany mecz był obciążający, ile trwał.

Czyli po prawie trzech godzinach walki z Naomi Osaką było do zrobienia po prostu o wiele więcej niż po 40 minutach z Anastasiją Potapową?

- Dokładnie tak. Po Potapowej [6:0, 6:0 w czwartej rundzie], gdzie Iga czuła się pewna, że co by się nie działo, to ona ten mecz wygra na lewej nodze, wiedzieliśmy, że możemy sobie spokojnie wejść w rytm treningowy bez żadnych dodatkowych zabiegów, bez dodatkowego dnia wolnego czy nawet bez dodatkowych godzin na odpoczynek.

A jeśli chodzi o sen, to pilnujecie, żeby to było minimum osiem godzin na dobę?

- Iga woli więcej snu, ona potrafi sobie przesypiać 9-10 godzin. Jak tylko jest taka możliwość, to proszę bardzo, bo widzimy, że później ona fajnie reaguje i świetnie wygląda na korcie. Generalnie co rano robimy jej pomiary i wiemy, jak jej układ nerwowy się zregenerował. Wtedy wiemy, czy w treningu troszeczkę odpuszczamy, czy wychodzimy, żeby Igę rozruszać, zwiększyć przepływ krwi, sprawić, żeby mięśnie popracowały i żeby dzięki temu ona złapała feeling na korcie.

A ty ile godzin na dobę śpisz w trakcie takiego turnieju? Dwie-trzy?

- Ten Roland był dla mnie bardzo wymagający, bo poza Igą pomagałem jeszcze Tomkowi Berkiecie i Jankowi Zielińskiemu, z którym pracuję od niedawna, od turnieju w Madrycie. Ale jak zmieniam sobie zawodników, to jest to dla mnie odświeżające. Super, że poza Igą mam trochę czasu dla Janka i dla Tomka. Poplanujemy, porozmawiamy, super się odświeżam, bo to niby ta sama praca, ale troszkę różna, zindywidualizowana.

No dobrze, ale ile tych godzin zostaje ci na sen, skoro obowiązków ciągle przybywa?

- Lubię chodzić spać późno, o godzinie drugiej-trzeciej. Na szczęście zdarzyło się, że mogłem pospać nawet siedem godzin, ale zwykle jest to pięć godzin.

Ile dni musi teraz odpocząć Iga? Mamy początek czerwca, ona już zagrała 49 meczów od początku roku (bilans 45:4), a przed nią przecież potężne wyzwania, z igrzyskami olimpijskimi na czele.

- Teraz Iga musi chwilę odpocząć. Po paru dniach zobaczymy, jak się będzie czuła. Wrócimy do robienia pomiarów i zdecydujemy czy już wchodzimy na kort. To wszystko będzie płynne, elastyczne. Wszystko będziemy na bieżąco ustalać z trenerem Wiktorowskim.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.