- Zawsze mam ze sobą Indibę - to ważąca 24 kg walizka, sprzęt pomagający w regeneracji i w przyspieszaniu leczenia. Poza tym wożę dla Igi elektrody, specjalne rękawy kompresyjne na nogi i lampy z czerwonym światłem - mówi Sport.pl Maciej Ryszczuk. To dzięki niemu Iga zachwyca na korcie zwinnością kota i siłą byka.
Kilkanaście dni temu Iga Świątek wygrała Roland Garros, mimo że jeszcze na początku tego turnieju nie była w stu procentach pewna czy nie odnowi jej się uraz mięśniowy, jakiego doznała w Rzymie. - Maciek Ryszczuk zrobił świetną robotę jeśli chodzi o to, żebym była w stanie grać i z dnia na dzień na Rolandzie czułam się lepiej - mówiła niedawno najlepsza tenisistka świata w rozmowie ze Sport.pl.
Jak konkretnie Idze pomógł jej trener od przygotowania fizycznego? Jak Ryszczuk i Świątek pracują na zachwycającą formę i sprawność numeru naszej numer jeden w rankingu WTA? Wreszcie - co i jak robią, żeby Iga jak najlepiej poczuła się też na kortach trawiastych, na których poza wygraniem juniorskiego Wimbledonu w 2018 roku nie odniosła jeszcze dużych sukcesów?
Świątek w ramach przygotowań do ruszającego 3 lipca Wimbledonu właśnie gra w turnieju WTA 250 w niemieckim Bad Homburgu. Po pokonaniu Tatjany Marii 5:7, 6:2, 6:0 w środę zmierzy się z Jil Teichmann. Początek meczu nie wcześniej niż o godzinie 16.30. Relacja na żywo na Sport.pl
Łukasz Jachimiak: Mam wrażenie, że Iga Świątek wyszła w tym roku na trawę z nową energią. Nie mylę się?
Maciej Ryszczuk: Na pewno Iga wygląda lepiej niż w zeszłym roku. My w teamie widzimy to od początku treningów na trawie. Iga czuje się w miarę pewnie, choć oczywiście w pierwszym meczu [5:7, 6:2, 6:0 z półfinalistką ubiegłorocznego Wimbledonu, Tatjaną Marią] musiała sobie wypróbować różne warianty, zanim jej wszystko zaskoczyło. Ale już po tym meczu widać, że wszystko u Igi hula troszkę lepiej niż do tej pory.
No właśnie - hula. A rok temu Iga na trawę weszła zmęczona, bez werwy, którą zachwycała wcześniej, wygrywając aż 35 meczów i sześć turniejów z rzędu. Na tamtym Wimbledonie wygrała dwie rundy i w trzeciej odpadła, a teraz choć nikt nie robi z niej nagle faworytki, to widać, że sama Iga ma ochotę na znacznie więcej.
- Tak, teraz podejście Igi do trawy już nie jest ze sfery horrorów, tylko ze sfery normalnej gry i walki o tytuły. Oczywiście zobaczymy, jak będzie, gdy za jakiś czas pojawi się presja, ale mam nadzieję, że Idze będzie się to wszystko podobało coraz bardziej z każdym wygranym meczem.
Kilka dni temu rozmawiając z Igą przekonałem się, że teorię gry na trawie ma opanowaną perfekcyjnie - mówiła, że piłka odbija się średnio o 10 centymetrów niżej niż na mączce i że po trawie nie będzie mogła się tak ślizgać, że będzie musiała inaczej się poruszać. Ale tyle teoria, a powiedz czy męczyła się podczas pierwszych zajęć praktycznych na trawie.
- Pierwsze treningi mieliśmy na sztucznej trawie i były to treningi wprowadzające o obniżonej intensywności, natomiast po wejściu na prawdziwą trawę Iga potrzebowała ze dwóch dni na adaptację. I dopiero po takim czasie zaczęła robić na treningach to, co zakładał dla niej trener Wiktorowski. A teraz zaczęły się mecze i żeby robić w nich to wszystko, co się robiło na treningach, znów trzeba czasu. Im więcej godzin rozegranych na trawie Iga będzie miała, tym naturalniej to będzie jej przychodziło.
Przed wejściem na trawę Iga chwilę odpoczęła i pocieszyła się wygraniem Roland Garros. Czy ona była tam najlepsza, mimo że po kontuzji z Rzymu nie była gotowa na 100 procent?
- To raczej było tak, że Iga wygrała Rolanda, nie mając stuprocentowej pewności, że kontuzja nie będzie sprawiała dyskomfortu. U Igi przez ostatnie trzy lata tak rzadko dochodziło do podobnych sytuacji, że jak teraz coś się stało, to ona trochę bardziej brała to do siebie, była bardziej ostrożna. Od trzeciej rundy Rolanda już raczej nie było możliwości, żeby uraz się odnowił - już wszystko było wygojone. Ale w głowie to mogło siedzieć do końca.
I siedziało, skoro tydzień po Rolandzie Iga powiedziała mi tak: "Maciek Ryszczuk zrobił świetną robotę jeśli chodzi o to, żebym była w stanie grać i z dnia na dzień na Rolandzie czułam się lepiej. A teraz czuję się wręcz lepiej niż przed turniejem. Kontuzja jest wyleczona, wyzdrowiałam, teraz już w pełni mogę się skoncentrować na pracy".
- Tak, Iga zdawała sobie sprawę z tego, że nic się nie powinno stać, ale dopiero jak Roland się skończył, to poczuła, że ma całkowicie wolną głowę. Poczuła wtedy pełne przekonanie, że już wszystko jest dobrze.
A na czym konkretnie polegała ta twoja świetna robota? Ratowałeś udo Igi jakąś skomplikowaną aparaturą i wieloma zabiegami?
- Tak, były zabiegi fizykalne, żeby chociaż w małym procencie przyspieszyć procesy gojenia. Ważne było też takie zaprogramowanie treningów, żeby wyeliminować rzeczy, które spowodują ból lub dalsze uszkodzenie tkanki i jednocześnie, żeby Iga mogła cały czas pracować na wysokiej intensywności. Iga musiała więcej pracować górą, a dla nóg musieliśmy ograniczyć niektóre zakresy ruchu czy dynamikę pracy.
Z ręką na sercu - w momencie kontuzji w meczu z Rybakiną w Rzymie pomyślałeś, że Roland Garros może Idze uciec?
- Tak naprawdę była chwila, gdy poważnie się wystraszyłem. Iga tak dziwnie postawiła nogę, że bałem się czy nie uszkodziła więzadła krzyżowego. Jednak kiedy zobaczyłem, że chociaż nie może się swobodnie ruszać, to jednak może dalej grać gem za gema z Rybakiną, to zrozumiałem, że nie stało się nic aż takiego, co by wymagało hospitalizacji. Ale rezygnacja z dokończenia tamtego meczu była konieczna, żeby nie pogłębić urazu i żeby próbować zdążyć na Rolanda. Kwestia była taka, że przed nami albo tydzień albo trzy tygodnie trudnej roboty. Wyszło, że uraz mięśniowy jest na tyle poważny, że do ostatniej chwili przed Rolandem musieliśmy się wstrzymywać z pewnymi rzeczami w treningu. Ale zdążyliśmy.
Zdążyliście dzięki temu, że Iga na korcie jest jak kot i jak byk, jak to powiedział trener Wiktorowski w serialu "Breakpoint" na Netfliksie?
- Tak, możemy sobie w zabawny sposób dokonać takiego porównania i stwierdzić, że dzięki treningom Iga ma kocią zwinność i ma możliwość generowania byczej siły.
Ty z nią to wypracowałeś. Plus - tak myślę - ona ma w sobie coś takiego, że jak ktoś ją rozjuszy, to ona już nie odpuści.
- Zgadzam się. Z tym bykiem chodzi o to, że Iga generuje taką moc, że piłka przez nią uderzona swoje waży. To jest siła dynamiczna. Do tego rzeczywiście dochodzi fakt, że Iga bardzo nie lubi przegrywać i że zdecydowanie nie warto jej drażnić.
Przed Igą pracowałeś z Timeą Babos i Kristiną Mladenović, od lat obserwujesz wszystkie czołowe tenisistki, więc powiedz proszę czy widzisz kogoś z taką fizycznością, takim ogólnym przygotowaniem sprawnościowym jak Iga.
- To jest taki miks wszystkiego, jakiego chyba nie ma nikt inny. Są dziewczyny, które też się świetnie poruszają - to na pewno Coco Gauff, Maria Sakkari, sprawną dziewczyną jest też Marta Kostiuk, bardzo przyszłościową zawodniczką wydaje mi się Qinwen Zheng - ale do bycia kotem u nich rzadko dochodzi ta sfera byka. Tylko Iga poruszając się tak znakomicie, potrafi być też maksymalnie agresywna i silna w grze. Dzięki temu ona ma dużą przewagę nad rywalkami. Od początku pracy z Igą moje założenie było takie, że jak nie daj Boże przyjdzie jakieś załamanie taktyczne, że jak nie będzie jej szło technicznie, jak będzie miała tenisowo gorszy dzień, to zawsze będzie mogła polegać na swojej fizyczności i będzie mogła sobie wybiegać wygraną.
Wiem, że na różne sposoby monitorujesz zmęczenie Igi, więc powiedz proszę czy wy dajecie radę tak wszystko prowadzić, że ona jest - mówiąc brzydko - nie do zajechania, czy jednak przy tej intensywności, z jaką gra i podróżuje bywa, że jedzie na oparach i czasami po prostu trochę ryzykujecie?
- Oczywiście zdarzają się takie dni, że Iga jest zmęczona. Różne pomiary nam to pokazują. I wtedy reagujemy, dostosowując trening. Natomiast najtrudniej jest, gdy kumuluje się zmęczenie, gdy Iga gra jeden turniej za drugim, do tego w trudnych warunkach. Właśnie tak było w Rzymie, gdzie doszło do powstania kontuzji. Iga nawet jeszcze tak wyraźnie zmęczenia nie czuła, ale po wynikach badań widzieliśmy, że dają jej się we znaki nocne mecze w Madrycie, późne mecze w Rzymie w trudnej pogodzie i wcześniejsza intensywność ze Stuttgartu.
Co było szczególnie alarmujące? Jakie badania najwięcej wam mówią?
- Sygnałem była już pogorszona jakość snu. Monitorujemy też zmienność rytmu serca, tętno spoczynkowe po przebudzeniu i wysokość wyskoku przed treningiem oraz wiele innych parametrów. Mamy też urządzenie, którym badamy przepływ prądu.
Przepraszam, co badacie? Zaraz wrócą memy o Idze jako robocie, który się ładuje.
- Okej, użyłem zbyt dużego skrótu myślowego, mówiąc o przepływie prądu. Przy pomocy EEG aplikacja pokazuje nam poziom regeneracji układu nerwowego - tak sprawdzamy gotowość Igi do treningu. Na aplikacji wyskakują mi suche dane, które sobie zbieram i sprawdzam jak to fluktuuje w ciągu tygodnia, miesięcy i całego roku. Dzięki temu widzę, kiedy trzeba reagować i coś zmieniać.
Kiedy reagujecie i zmieniacie?
- Na przykład pięć uderzeń serca na minutę więcej albo mniej od średniej Igi to już może być dla nas przesłanka, że coś się może dziać.
To jakie tętno po przebudzeniu Iga musi mieć i jak wysoko musi podskoczyć, żebyś był spokojny?
- Niestety, takich danych nie mogę podać.
Spróbowałem, ale nie łudziłem się, że to zdradzisz!
- Mogę powiedzieć tylko, że urządzenie przez nas używane - OmegaWave - pokazuje nam poziom gotowości do treningu dla wielu różnych cech motorycznych Igi i działa tak, że włącza światło zielone, czerwone albo żółte. Dzięki temu wiemy czy danego dnia lepiej potrenować szybkość, wytrzymałość czy siłę, a co lepiej odpuścić i Igi nie przeciążać. Zbieram sobie codziennie od pięciu do dziesięciu różnych składowych i to mi daje przejrzystość. Kiedy widzę, że inna niż zazwyczaj jest zmienność rytmu serca, że inne niż zwykle jest tętno, że wysokość wyskoku jest inna plus jeszcze wyniki pomiarowe z innych aplikacji są inne niż zazwyczaj, to wtedy rozmawiam z trenerem i albo Idze skracamy trening, albo robimy długie, pełne wypoczynki, czyli żonglujemy objętością i intensywnością treningu.
Czy maszyna, o której opowiadasz, wyświetla Idze zielone, żółte albo czerwone światło wtedy, gdy Iga leży z elektrodą na czole, co kiedyś podejrzała kamera na którymś z turniejów?
- Tak, to wzbudziło wielkie zainteresowanie, a to jest naprawdę znane urządzenie. Korzystają z tego zawodnicy federacji UFC w MMA, korzystają lekkoatleci, też ci, z którymi pracuję [Ryszczuk pomaga płotkarzom: czwartemu zawodnikowi ubiegłorocznych MŚ Damianowi Czykierowi, brązowej medalistce ME do lat 23 Klaudii Wojtunik i wicemistrzyni Europy do lat 20 Weronice Barcz oraz byłemu płotkarzowi Dawidowi Żebrowskiemu, który teraz będzie biegał płaskie sprinty]. To wcale nie jest alfa i omega wśród narzędzi do treningu, ale jest to maszyna przydatna, jedna z kilku, które mi pomagają.
Dlaczego w tenisie używa tego tylko Iga, albo dlaczego tylko Igę podłączoną do tej maszyny widzieliśmy?
- Szczerze mówiąc nikogo innego z tym urządzeniem nie widziałem, ale wiem, że w tenisie trenerzy znają ten sprzęt. Wiem, bo rozmawiamy i wymieniamy się poglądami. Możliwe, że my korzystamy z tego najmocniej i najdłużej, już od trzech lat. Ale to nic specjalnie skomplikowanego. Wszystko działa w prosty sposób - na czole i na dłoni Iga ma elektrodę, na klatce piersiowej specjalny pasek i tak podłączona do sprzętu daje odpowiedzi bardziej zaawansowane niż gdyby miała tylko przekazać swoje własne obserwacje.
A od dawna stajesz nad leżącą Igą z piłeczką tenisową w dłoni i każesz Idze zasłaniać raz jedno, raz drugie oko?
- To jest trening wzroku. Robimy go od zawsze, tylko w różnych formatach. A w taki sposób, z tą piłeczką, pracujemy od początku obecnego sezonu.
I co to ćwiczenie daje?
- Poprawia wielokierunkowy ruch gałek ocznych. I akomodację [umiejętność ostrego widzenia przedmiotów i znajdujących się blisko, i daleko]. Te ćwiczenia robimy w ramach rozgrzewki przed wyjściem Igi na kort.
Po ile godzin dziennie pracujesz z Igą, sumując te wszystkie ćwiczenia, kontrole, zajęcia na siłowni i czas na fizjoterapię?
- Trudno powiedzieć, bo pracujemy tak, żeby nie było dzień w dzień tego samego i w takim samym zakresie. Wtedy doszłoby do takiego poziomu monotonii, że łatwo byłoby o jakiś uraz. Ale może opiszę nasz dzień niemeczowy z okresu przygotowawczego do turnieju? Wtedy Iga ma dwa treningi tenisowe po godzinę-półtorej każdy, plus jakiś trening na siłowni czy trening biegowy/wytrzymałościowy od pół godziny do godziny. Oczywiście są też rozgrzewki: przed pierwszym treningiem ze 40 minut, licząc ze wszystkimi naszymi pomiarami. I 15 minut przed drugim treningiem. Jest też wyciszenie po treningu. Ono trwa około 20 minut. A wieczorem zawsze jest przegląd ciała na stole. To zajmuje godzinę. Natomiast kiedy Iga gra, to wtedy plan wygląda mniej więcej tak: rozgrzewka na siłowni z pomiarami 40-50 minut, rozgrzewka na korcie ze sparingpartnerem pół godziny i jeszcze przed samym meczem 15 minut pobudzenia.
Ile rezerw ma jeszcze Iga? Nie ma wątpliwości, że pracujecie ciężko, ale pewnie nie doszliście do takiego momentu, że na przykład ona już dźwiga maksymalne ciężary?
- Jasne, że jeszcze nie osiągnęliśmy sufitu. Rezerwy cały czas są! Jeśli chodzi o ciężary, to dobieramy takie, które pozwalają Idze zwiększać szybkość ruchu. I jeszcze sporo możemy pod tym względem zrobić. W trakcie sezonu nie ma wielu okresów, gdy możemy docisnąć i pod tym względem progresować. To dlatego, że Iga prawie do końca gra każdy turniej. To mecze są tak naprawdę intensywnym treningiem dla Igi. Niektóre mają tyle momentów maksymalnych przyspieszeń i wyhamowań, że jej mięśnie pracują na najwyższej intensywności. Po takich meczach nie ma sensu dokładanie jeszcze ćwiczeń z ciężarami na siłowni. Przeciwnie, wtedy trzeba umieć wypocząć, zregenerować się - wtedy organizm będzie się adaptował do większego wysiłku, a nie wtedy, gdybyśmy mu jeszcze dołożyli obciążeń. Takie działanie to by było zażynanie. Aczkolwiek zdarzały się mecze, po których wykonywaliśmy jeszcze trening siłowy.
Rozumiem, że ciężary nie są u was kluczowe, ale z ciekawości chciałbym porównać dane dotyczące Igi z tymi dotyczącymi na przykład Piotra Żyły. Kiedyś usłyszałem, że on przy wadze prawie 60 kilogramów robi przysiady ze sztangą, na której jest 140 kg.
- My nigdy nie szliśmy na maksa i my też nie robimy takich przysiadów. Ale Iga często pracuje z użyciem trap bara. To taka sztangą w kształcie wielokąta, z rączkami. Staje w środku i podnosi. Największy ciężar, z jakim robiliśmy pięć powtórzeń to jest 110 kg. Ale to jeszcze zdecydowanie nie jest max Igi. Bo nie idziemy w kierunku maksymalnego ciężaru - nas interesuje prędkość, z jaką Iga porusza tą sztangą.
A ile kilogramów albo ile sztuk sprzętu wozisz, żeby i Igę pobudzić, i wyciszyć, i monitorować, i pomóc jej zabiegami z zakresu fizykoterapii i zorganizować dla niej odnowę biologiczną?
- Zawsze mam ze sobą Indibę - to jest walizka ważąca 24 kilogramy. Od firmy, która pomaga nam w zakresie fizykoterapii. To sprzęt z naukowym potwierdzeniem pomocy w regeneracji i w przyspieszaniu leczenia. Poza tym wożę dla Igi przenośne elektrody, specjalne rękawy kompresyjne na nogi.
To te specjalne buty regeneracyjne, w które się wchodzi od stóp aż do pachwin?
- Dokładnie takie. W regeneracji pomagają nam też lampy z czerwonym światłem. Dzięki niemu Iga się lepiej wycisza, czasami ono też ociepla tkankę.
A jak monitorujecie sen? Iga zaczęła spać z urządzeniami, które zbierają dane i pozwalają wprowadzać jakieś modyfikacje w to jak ona śpi?
- Nie, Iga nadal nie lubi spać z zegarkiem i wiem, że mało osób to lubi. Sam czasami mam z tym problem. Kiedy Iga się budzi, robi pomiary zmienności rytmu serca i samej pracy serca. Ma opaskę na klatce piersiowej i widzimy, w jakiej strefie jest - czy to układ sympatyczny, czy parasympatyczny, czy sfera pobudzona, czy bardziej regeneracyjna, czy optymalna. To i odczucia Igi, czyli jej subiektywna ocena, nam wystarczają.
Czyli nie będziecie szli w kierunku spania w konkretnej pozycji i w pomieszczeniu bez źródła prądu, bez żadnych bodźców?
- Nie, bo życie najlepszej tenisistki świata już jest bardzo restrykcyjne w tak wielu aspektach, że dokładanie kolejnych elementów mogłoby zaszkodzić. Nie chcemy przedobrzyć. Może za jakiś czas pomyślimy o zmianach dla jakości snu, ale na razie nie widzę takiej potrzeby.