Pierwszy indywidualny konkurs Pucharu Świata w Lillehammer dostarczył wielu emocji i nieoczekiwanych rezultatów. Jednym z nich było zwycięstwo Piusa Paschke, dopiero drugie w jego karierze. Tuż za nim znalazł się Daniel Tschofenig, a podium uzupełnił rewelacyjny Maximilian Ortner. Młodszy z Austriaków znalazł się w kadrze po tym, jak Daniel Huber doznał kontuzji. I spisał się znakomicie, sprawiając wielką sensację. Jednak to nie o Ortnerze mówi się najwięcej po sobotnim zmaganiach, a o Kristofferze Eriksenie Sundalu. Norweg zajął siódmą lokatę, ale niewiele brakowało, a zabrakłoby go w konkursie. Już w trakcie kwalifikacji doszło do ogromnego skandalu z jego udziałem, który zszokował cały świat.
Sundal usiadł na belce i czekał na zielone światło. Nagle znajdująca się tuż za nim banda reklamowa zsunęła się, uderzyła w skoczka i zepchnęła go na najazd. Całe szczęście, że narty były przypięte i ułożyły się idealnie w torze, dzięki czemu Norweg popędził w dół. Zachował się na tyle przytomnie, że przyjął odpowiednią pozycję i oddał całkiem przyzwoitą próbę. Ostatecznie zakwalifikował się do konkursu z 12. miejsca.
Nie ulega jednak wątpliwości, że cała sytuacja była bardzo niebezpieczna i nie powinna mieć miejsca w przyszłości. Zdaje sobie z tego sprawę również Sandro Pertile. W rozmowie z Jakubem Balcerskim ze Sport.pl dyrektor Pucharu Świata wyjaśnił, co dokładnie wydarzyło się na belce. Wiemy, dlaczego doszło do groźnego incydentu.
- To był błąd ludzki - zaczął. - Po zmianie belki mieliśmy małe opóźnienie z przesunięciem bandy, która znajduje się za belką. Maszyna, dzięki której nią poruszamy, nie zatrzymała się na czas - podkreślał Pertile. - Ona sama nie poruszała się w dół, ale wyciąg, na którym się znajduje, nadal działał. I kiedy maszyna znów się włączyła, to sunęła już szybko w dół - uściślił. Dyrektor PŚ zapewnił jednak, że do podobnego zdarzenia nie powinno już dojść. - Obecnie problem jest już rozwiązany - zakończył.
Teraz przed Sundalem, a także pozostałymi zawodnikami drugi konkurs indywidualny. Początek w niedzielę o godzinie 16:00. Wcześniej, bo na 9:30 zaplanowano kwalifikacje. Wystartuje w nich pięciu Polaków. To Paweł Wąsek, Aleksander Zniszczoł, Dawid Kubacki, Kamil Stoch i Maciej Kot.
W sobotę do konkursu głównego awansowali wszyscy Biało-Czerwoni, ale do serii finałowej już tylko trzej z nich. W gronie szczęśliwców nie było Stocha i Kota. Żaden z naszych rodaków nie uplasował się jednak w TOP10. Najwyżej był Wąsek - 14. lokata. W niedzielę Polacy postarają się powetować sobie niepowodzenia.
Komentarze (1)
Gigantyczny skandal w Lillehammer. Pertile przyznał. "To był błąd ludzki"