MŚ Seefeld 2019. Kamila Karpiel: Jestem wniebowzięta!

- Trener zrobił nabór w szkole, a ja byłam taką dziewczynką, która bardzo lubiła się ruszać. I lubiłam robić takie rzeczy, których inne dziewczynki nie robią - opowiada Kamila Karpiel, 17-latka, która zajęła 23. miejsce w konkursie skoków kobiet na MŚ w Seefeld. Na 34. pozycji zawody skończyła nasza druga nastoletnia debiutantka, Kinga Rajda.
Zobacz wideo

Łukasz Jachimiak: Chodzisz od telewizji do telewizji i nie przestajesz się śmiać. Bardzo ucieszył Cię ten debiut w mistrzostwach świata?

Kamila Karpiel: Ucieszył to mało powiedziane. Jestem wniebowzięta! To mój najlepszy start w życiu [do tej pory najlepszym wynikiem 17-latki było 26. miejsce w Pucharze Świata w Ljubnie]. Jestem w szoku.

Miałaś już krótką rozmowę z trenerem Marcinem Bachledą. Co Ci powiedział?

- Żebym się poszła ubrać, bo jest zimno. Ha, ha.

A co Ci powiedziała Kinga Rajda? Widzieliśmy, że długo się ściskałyście szczęśliwe.

- Gratulowała mi. My jesteśmy strasznie zżyte. Mamy ze sobą o czym gadać, dużo radości było. Megaduża radość. W Kindze mam bardzo duże wsparcie, ona mnie motywuje każdego dnia. Bardzo dużo doświadczenia w tym sezonie zbieramy. I przeżywamy razem bardzo dużo emocji.

Będzie ich jeszcze więcej w mikście, w którym w sobotę skoczycie razem z dwoma kadrowiczami Stefana Horngachera?

- Mikst to będzie nagroda za cały sezon. Naprawdę bardzo dużo ciężkiej pracy włożyłyśmy w to, żeby być tu, gdzie teraz jesteśmy. Emocje będą duże, ale nie za duże, bo my się staramy do każdych zawodów podchodzić tak, żeby na spokojnie zrobić swoje. Żeby było normalnie.

Mistrzostwa świata wydawały Ci się trochę straszne, zanim w nich wystartowałaś?

- Nie są straszne. Ale są duże emocje, na pewno. Jest stres, bo to poważne zawody. Ale jak przyjechałam tutaj, to pomyślałam, że to takie same zawody jak każde inne. I że co może się stać? Może być tylko dobrze.

Kiedy zaczęłaś się interesować skokami? Oglądać je, trenować. Co pamiętasz z dzieciństwa, jeśli chodzi o konkursy, które oglądałaś?

- Zaczęłam skakać jak miałam chyba dziewięć lat. Dziewięć? Hm… Tak, dziewięć, dziewięć! Nigdy wcześniej mnie to nie fascynowało. U mnie w rodzinie nikt wcześniej nie skakał. Trener zrobił nabór w szkole, a ja byłam taką dziewczynką, która bardzo lubiła się ruszać. I lubiłam robić takie rzeczy, których inne dziewczynki nie robią. Od razu sobie pomyślałam o skokach: „Tak, to dla mnie, to dla mnie, to dla mnie!”. No i przyszłam na trening i tak zostało, że skaczę.

Kiedy Ty miałaś dziewięć lat, Adam Małysz zdobywał dwa olimpijskie srebra na igrzyskach w Vancouver. Oglądałaś wtedy skoki?

- Nie pamiętam, bo byłam strasznie mała. Ale teraz duża też nie jestem, ha, ha.

Co jest najtrudniejsze w trenowaniu skoków?

- Dla mnie nie ma nic trudnego. To jest najłatwiejsza dyscyplina sportu!

A jak łączysz treningi i wyjazdy na zawody z nauką?

- To jest bardzo trudne. Ten sezon był najcięższy w moim życiu jeżeli chodzi o naukę. Bardzo dużo nie było mnie w szkole. Niedawno w tydzień musiałam nadrobić zaległości z trzech miesięcy. Ale udało się. Mogę być z siebie dumna, że sobie poradziłam. Musiałam. Dziewięć lat trenowania to już jest dużo, przyzwyczaiłam się, że muszę to łączyć. Chociaż za rok matura będzie bardzo stresująca. Dużo bardziej niż skoki w takich zawodach jak mistrzostwa świata.

Trener Marcin Bachleda mówił nam, że Ciebie i Kingę trochę peszy obecność Adama Małysza i Kamila Stocha. Przyzwyczaiłyście się, że ich spotykacie?

- To są osoby, które mają u nas bardzo duży autorytet. Oni tak dużo osiągnęli w życiu… Ale wydaje mi się, że już pomału zacieramy granicę, bo coraz częściej się z chłopakami widzimy.

Adam pozwala mówić do siebie na ty czy jest dla Was panem Adamem?

- To jest dla nas pan. Dla mnie to jest osoba dużo starsza, bo ja jestem jeszcze bardzo młoda. No i Adam jest dla nas osobą, która ma wielki szacunek, dlatego mówimy do niego na pan.

Ale Kamilowi chyba nie panujecie?

- Ciężkie pytanie, ha, ha.

A miałyście okazję rozmawiać z Kamilem?

- Tak, oczywiście. My z chłopakami rozmawiamy. Bardziej na gruncie towarzyskim, bo ile można rozmawiać o skokach, prawda?

A propos kwestii towarzyskich – ile kobiety potrzebują czasu, żeby się przygotować do skoku? Ty masz takie warkocze, które chyba długo się robi?

- Jeżeli chodzi o moje włosy, to czeszę je od 20 minut do pół godziny. Trochę czasu to zajmuje, ale ja się nie maluję. To jest rzecz, której nie mogę zdzierżyć, w makijażu nie czuję się dobrze. Dzięki temu oszczędzam dużo czasu.

Na treningach warkocze miałaś wypuszczone z tyłu i wpuszczone za gumkę od gogli, przez co wyglądały jak antenki. Co to miało dać?

- Trzeba było sprawdzić coś nowego. Dla mnie żadnej różnicy nie było.

To jest tak, że szukacie takiego sposobu schowania czy ułożenia Twoich warkoczy, żebyś traciła jak najmniej prędkości?

- Doszliśmy do wniosku, że przez warkocze mogę trochę wytracać prędkość, że one tworzą jakiś minimalny opór.

I już wiecie czy lepiej jest je puścić luzem, jak w dniu konkursu, czy tak zaczepiać za gumkę od gogli jak w dniu treningów?

- Ja specjalnie nie odczułam różnicy. I chyba nie mamy jak tego sprawdzić.

Widzieliśmy u Ciebie i u Kingi orła na koszulkach. Czy Twój trzyma coś w dziobie, jest bardziej drapieżny?

- Ubranka pod kombinezon mamy z Kingą takie same. Uznałyśmy, że bierzemy biało-czerwone, narodowe. I orzeł też jako narodowy symbol. Uznałyśmy, że to jest strzał w dziesiątkę, że to będzie dobrze wyglądać.

Start Twój i Kingi to był debiut Polek w imprezie rangi mistrzowskiej. Myślisz, że to ważna sprawa dla dziewczyn, które już trenują skoki i tych, które chciałyby zacząć?

- Na pewno jest dużo takich dziewczynek, które nawet nie wiedziały, że mogłyby skakać, a teraz się dowiedziały. Wszystkim dziewczynom mogę powiedzieć, że skoki to jest fascynujący sport. Świetny dla każdego, kto lubi czuć adrenalinę. No i wszyscy myślą, że to jest bardzo niebezpieczny sport, a on wcale nie jest niebezpieczny. Zresztą, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana, prawda?

Nie miałaś takiego upadku, po którym skoków Ci się odechciało?

- Było dużo takich upadków. Ale moja miłość do skoków jest jednak taka, że nawet jak mam tydzień myślenia typu „Nie, koniec, to nie ma sensu, zrobię sobie jakąś krzywdę”, to takie myślenie przechodzi, bo bardzo mi brakuje skakania. Brakuje mi tego ruchu, tej adrenaliny. Ona jest uzależniająca. Jak mam przez tydzień nie iść na skocznię, to dla mnie jest już za długo. Miałam kilka poważnych upadków, po których musiałam sobie robić przerwy. Nawet na pół roku. Ostatnio miałam operację, nie mogłam trenować. Ale nigdy nie pomyślałam, że całkiem przestanę skakać.

Dużym problemem w skokach kobiet jest pilnowanie diety?

- To jest temat-rzeka. Ale to też jest temat indywidualny. Każdy musi dostosować dietę do siebie. I jak się nauczy, jak to robić, to nie jest tak ciężko.

To na koniec jeszcze raz pytanie o miksta – bardzo byś chciała, żeby skoczył z Wami Kamil Stoch?

- Ciężko jest obstawiać, kto będzie skakał, ale na pewno bym chciała, żeby Kamil był w składzie, to wiadomo. I wiadomo, że będzie dwóch chłopaków i będą dwie dziewczyny, ha, ha.

Już naprawdę kończąc – zauważyłaś, że masz dziś więcej rozmów z dziennikarzami nawet od Maren Lundby, która została mistrzynią świata?

- No właśnie to widzę. I jestem w szoku!