Wystartowała Serie A. Podołają wyzwaniu, albo osiądą na dnie

Byliśmy pięciogwiazdkową restauracją, stajemy się zwykłą pizzerią - opisuje zapaść calcio Adriano Galliani, prezesa broniącego tytułu Milanu. Kryzys się pogłębia, ale wreszcie pojawiły się powody, aby wierzyć, że nadciąga lepsza przyszłość

Wyniki pierwszej kolejki Serie A ?

Ucieczka gigantów trwa. Z Interu do Anży Machaczkała zbiegł właśnie jeden z najbardziej niebezpiecznych snajperów na świecie Samuel Eto'o, a do Barcelony i Paris Saint Germain kandydaci na megagwiazdy jutra - Alexis Sanchez oraz Javier Pastore. Nikt o porównywalnie głośnym nazwisku ich nie zastąpił. Prestiżową porażkę Serie A poniosła w wojnie o Sergio Aguero - bił się o argentyńskiego napastnika Juventus, ale nie miał szans z petrodolarami Manchesteru City. Włosi już przywykli, że liga, która kilkanaście lat temu zmonopolizowała rynek transferowy, robi wielkie interesy tylko w rozplotkowanych gazetach. Rzeczywistość jest brutalna - jeśli przyjeżdżają do nich piłkarze z absolutnego szczytu, to wtedy, gdy zagraniczna konkurencja ich odrzuca. Jak odzyskany w zeszłym sezonie Zlatan Ibrahimović, za którego Milan zaczął płacić Barcelonie raty dopiero tego lata.

Fani mistrza wierzyli, że skąpy ostatnio właściciel klubu Silvia Berlusconi pomimo kryzysu znów sypnie groszem, bo Galliani obiecywał, że w końcówce okresu transferowego sprowadzi tajemniczego "Mistera X". A on umie okazyjnie kupować nawet ostatniego dnia, kiedy nie ma czasu na negocjacje. Miał być wielki hit, prasa do zatracenia żonglowała nazwiskami - na czołówki trafiali kataloński lider Arsenalu Cesc Fabregas, brazylijski młodzian Ganso, bohater Neapolu Marek Hamsik.

Z chmur spadł jednak "tylko" Alberto Aquilani. Świetnie zapowiadający się niegdyś pomocnik, który nie zdołał zrobić kariery ani w lidze angielskiej, ani w Juventusie. A ponieważ do Turynu mistrzowie oddali Andreę Pirlo, transferem w drugą stronę co najwyżej zalepili wyrwę po piłkarzu organizującym grę Milanu od dziesięciu lat. Szału nie ma.

Generalnie mediolańczycy poprzestali na transferowej kosmetyce (wzięli jeszcze lewego obrońcę Taiwo, stopera Mexesa, pomocnika Nocerino), lecz uchodzą za faworytów. Massimiliano Allegri pracuje już drugi sezon i daje drużynie błogosławioną w futbolu stabilizację, a większość głównych konkurentów zmieniła trenerów i/lub

przeprowadziła czystkę w szatni.

Współlokatorów ze stadionu San Siro - Inter - przejął debiutujący w wielkiej firmie Gian Pier Gasperini, który ostro manipuluje taktyką i eksperymentuje z ustawieniem z trzema obrońcami. Nawet jeśli zatem nowi napastnicy - Diego Forlan i Mauro Zarate - wyręczą w masowym ostrzeliwaniu rywali dezertera Eto'o, może trochę potrwać, zanim cała grupa zsynchronizuje boiskowe ruchy.

Kadrową rewolucję znów zaordynowali też szefowie mającego za sobą dwa najgorsze sezony po wojnie Juventusu, którzy nowych piłkarzy włożyli do każdej formacji, a oddali ich w ręce fachowca jeszcze mniej doświadczonego niż trener Interu - Antonio Conte renomę zyskał w drużynach prowincjonalnych. Wiosną wydźwignął do Serie A Sienę.

Najbardziej okaleczone w czołówce zostało Udinese. Żyjący z wyszukiwania, wychowywania i eksportu talentów klubik - w minionym sezonie rewelacyjny, w eliminacjach Ligi Mistrzów dzielnie opierał się Arsenalowi - pozbył się trzech fundamentów - wspomnianego Sancheza (atak), Inlera (pomoc) i Zapaty (obrona). Zarobił 66 mln, na następców wydał ledwie 10 mln. Jakie będą skutki, nie wiadomo.

Najradykalniejsze zmiany przeżywała jednak Roma, i to jej projekt wydaje się najbardziej intrygujący. Nawet jeśli nabywca klubu - pochodzący z Bostonu Thomas DiBenedetto - inwestuje ostrożniej niż zachłanni na natychmiastowy sukces, w gorącej ropie kąpani szejkowie.

W Romie dzieje się gęsto, bo to dzięki niej Serie A zyskała pierwszego zagranicznego właściciela. Bo to tam zatrudnienie znalazł zaledwie drugi aktualnie zagraniczny trener w Serie A (a może należy go wręcz uznać za jedynego, skoro Serb Sinisza Mihajlović z Fiorentiny pomieszkuje na włoskich stadionach od początku lat 90). Bo to w stolicy Włoch postanowili od razu Rzym zbudować - i nakupowali w wakacje piłkarzy, z których można zestawić całkiem nowiutką jedenastkę. Bo to zarządzający Romą wymyślili sobie, że spróbują przeszczepić na swoje trawy zupełnie obcy - i wręcz sprzeczny z duchem calcio - styl gry. Bo to Roma w lidze nadzwyczaj ceniącej doświadczenie importowała wyłącznie młodzież, i to także młodzież nastoletnią. Bo to Roma werbowała niemal wyłącznie poza krajem, jakby świadomie odcinała się od osiadającej coraz głębiej w dołku włoskiej piłki nożnej. Jej Amerykański Sen to

skopiowanie Barcelony.

Stąd zatrudnienie trenera katalońskich rezerw. - Wybór Luisa Enrique miał być symboliczny - mówił dyrektor sportowy Walter Sabatini. - Reprezentuje zerwanie z przeszłością, nowe otwarcie. Reprezentuje ideę futbolu, którą chcielibyśmy naśladować. Trochę barokową, ale bardzo efektywną. Od początku szukałem kogoś spoza naszego świata. Nieskażonego calcio.

Rzymianie ruszyli na zakupy, które też sugerują, że idzie całkiem nowe. Z Barcelony wzięli Krkicia (21 lat, Hiszpan serbskiego pochodzenia); z Realu Madryt - Gago (25, Argentyńczyk); z Lyonu - Pjanicia (21, Bośniak); z River Plate - Lamelę (19, Argentyńczyk); z Parmy - Boriniego (20, Włoch); z Wolfsburga - Kjaera (22, Duńczyk), z Gijon - José Angela (22, Hiszpan), z Espanyolu - Osvaldo (25, włoski Argentyńczyk), z Ajaksu Amsterdam - bramkarza Stekelenburga (29 lat, Holandia); z Marsylii - Heinzego (33, Argentyńczyk). Większość wtargnie prawdopodobnie do podstawowej jedenastki, więc debiutanta w roli samodzielnego trenera czeka misja zapanowania nad nastrojami w szatni, w której zostało wielu weteranów (zwanych we Włoszech senatorami) przywykłych do regularnego grania, a teraz skazanych raczej na rezerwę. Ogień już płonie, w furię wpadł Jego Świątobliwość Francesco Totti. Klubowy symbol, kapitan, wychowanek i supersnajper, zagrał tylko kwadrans w Bratysławie ze Slovanem, a w rewanżu na kwadrans przed końcem został odwołany z boiska, choć kopał z sensem.

Roma rozczarowała i odpadła z Ligi Europejskiej, dlatego prezesi musieli już przysięgać, że posada trenera jest bezpieczna. Oni pracują w świecie ludzi porywczych do obłędu, jeśli zatem istotnie - jak obiecują - główną cnotą nowego stylu zarządzania uczynią cierpliwość, to zaprowadzą rewolucję również mentalną. I dadzą nam powody sądzić, że osiągną sukces. Nadchodzący sezon zapowiada się bardzo ciężko, bo drużynę trzeba wznosić właściwie od zera, ale dłuższa perspektywa wygląda zachęcająco. Klub ma świetną szkółkę dla młodzieży, mnóstwo fanów, którzy potrzebują tylko nowocześniejszego stadionu (tytuł mistrzowski sprzed dekady celebrowało na ulicach milion ludzi), a także potencjał marketingowy drzemiący w mieście - skoro turyści włoską stolicą uwielbiają, to można naśladować Barcelonę także poza boiskiem i uczynić kiedyś ze swojego stadionu jedno z najchętniej odwiedzanych miejsc w okolicy. Tak jak Camp Nou stało się jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc w całej Hiszpanii.

To oczywiście przyszłość zdecydowanie bardziej odległa, na razie nie wiemy nawet, czy projekt Luisa Enrique przetrwa choćby sezon. Pewne jest tylko jedno - w calcio, kiedyś prekursorskim, a ostatnio trochę zastygłym i stęchłym, znów mamy

klub z wizją

zarazem oryginalną, innowacyjną i spójną.

Historyczny ruch wykonał też Juventus, który wybudował nowoczesny stadion - wzorowany na angielskich i niemieckich, bez bieżni i barier oddzielających trybuny od boiska, z fanami oddalonymi od linii bocznej o zaledwie kilka metrów, luksusowymi lożami dla bogaczy i sektorami dziecięcymi dla szkrabów w wieku trzy-sześć lat. A przede wszystkim wybudował Juventus stadion własny. Włoskie kluby wynajmują obiekty od miast (dotąd swój miała tylko maleńka Reggiana) i nie mogą rozwinąć się komercyjnie, więc prezesi lamentują, że w dniu meczu zarabiają znacznie mniej niż zagraniczna konkurencja. Wspomniany Galliani wzdychał np., że na pojedynku z Arsenalem w Lidze Mistrzów wypracował dwukrotnie niższy przychód niż rywale w Londynie, choć San Siro przyjęło 80 tys. ludzi, a Emirates ledwie 60 tys.

Turyńczycy jako pierwsi przeszli od słów do czynów. Spod Juventus Arena znikną tradycyjne w Serie A obskurne budy z kanapkami, bo klub otworzy własne restauracje, bary, muzeum oraz centrum handlowe o powierzchni 34 tys. m kw. Stadion ma żyć siedem dni w tygodniu i przynosić trzykrotnie większe zyski niż jego poprzednik. Prezes Agnelli przekonuje, że zapewni piłkarzom dziesięć dodatkowych punktów w sezonie. Prasa pisze o rewolucji kulturalnej, a eksperci od biznesu sportowego - że jeśli turyńczykom się uda, znajdą następców, a całe calcio rozpocznie wychodzenie z ekonomicznej zapaści. Nową epokę zwiastuje zresztą promocyjny slogan: "Lo stadio che cambia il calcio", czyli "Stadion, który zmienia calcio".

To jednak, tak jak w przypadku Romy, odleglejsza przyszłość. Na razie wiele włoskich firm z aspiracjami weszło w ostry zakręt, więc najgroźniejszego przeciwnika Milanu sporo fachowców dostrzega w Napoli. Pragnący powrotu do złotej ery z czasów Maradony klub nadal rośnie - nie tylko utrzymał wszystkich idoli tłumów, na czele z rozgrywającym Hamsikiem i wicekrólem strzelców Cavanim, ale jeszcze znacząco wzmocnił środek pola. Wątpliwości, czy wytrzyma tempo, należy szukać jednak w Champions League. Zderzenie z nią debiutanci często znoszą w bólach, nie będąc w stanie szybko ochłonąć po europejskich emocjach, a neapolitańczycy wpadli do najcięższej grupy skupiającej przedstawicieli najsilniejszych lig na kontynencie - niemiecki Bayern, angielski Manchester City i hiszpański Villarreal. Będą cierpieć.

Jeśli nie podołają wyzwaniu, Serie A na dłużej osiądzie na historycznym dnie w rankingu UEFA. W tym sezonie słono za to zapłaci - do Ligi Mistrzów po raz pierwszy zaproszone zostaną nie czołowe cztery, lecz trzy kluby.

Korupcja ukarana

6

z tyloma ujemnymi punktami rozpocznie sezon Atalanta. Beniaminek został ukarany za udział we wciąż rozwijającej się aferze korupcyjnej, której bohaterowie stworzyli siatkę ustawiającą mecze, aby zarabiać na zakładach bukmacherskich. Policja mówi o 18 zmanipulowanych spotkaniach - Serie B oraz niższych lig - na wyniki których stawiano od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy euro. Na 3,5 roku zdyskwalifikowany został Cristiano Doni, co w praktyce oznacza koniec kariery 38-letniego kapitana Atalanty (piłkarz się odwołuje). Na pięć lat zakazano jakiejkolwiek działalności Giuseppe Signoriemu, emerytowanemu już dwukrotnemu królowi strzelców ligi włoskiej. To najbardziej znane postaci wśród 17 ukaranych. Pierwszoligowe Chievo zapłaciło grzywnę, drugoligowe Ascoli też straciło 6 pkt na starcie sezonu, a trzecioligowa Alessandria została zdegradowana.

Nasi we Włoszech

1

Polak ostał się w Serie A. To podstawowy bramkarz Fiorentiny Artur Boruc, któremu jeden konkurent ubył (Frey przeniósł się do Genoi), a inny przybył (młody reprezentant Brazylii Neto). W kadrze Atalanty jest jeszcze inny golkiper Przemysław Frąckowiak, ale ten 17-latek z Lecha Poznań szans na grę na razie nie ma. Polscy obrońcy spadli do drugiej ligi. Kamil Glik został odesłany przez Palermo do Torino (kluby są jego współwłaścicielami, w Serie A to dozwolone), a Błażej Augustyn - wypożyczony przez Catanię do Vicenzy.

Liga opóźniona

Serie A wystartowała z opóźnieniem, bo piłkarze ogłosili strajk. Kilka dni temu kluby zgodziły się jednak. na to, że nie będą mogły rozwiązywać kontraktów z zawodnikami rok przed ich wygaśnięciem oraz zmuszać niechcianych piłkarzy do indywidualnych treningów.

Najwyższe budżety płacowe (brutto)

Najniższe budżety płacowe

Najlepiej zarabiający

Najwyższe transfery do włoskich klubów (w mln euro)

Kolejno: imię, nazwisko, pozycja, wiek, poprzedni klub, obecny klub, cena w milionach euro

Hity eksportowe

*PSG zapłaciło 43 mln, ale 20 mln wziął agent

Najwięcej wydali

Najwięcej zarobili

Na plusie po transferach

Na minusie po transferach

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.