Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Polski wychowawca N'Golo Kante odsłania kulisy paryskiej piłki. "Bywa niebezpiecznie"

- We Francji łatwiej zostać wziętym lekarzem niż piłkarzem zawodowym. Konkurencja w Paryżu i okolicach jest ogromna, marnotrawstwo talentu też. Chętnych są miliony i jak ktoś przepadnie, w czym problem? Przebić się tutaj i zrobić karierę to jak trafić szóstkę w totka - mówi Sport.pl Piotr Wojtyna. Trener z klubu JS Suresnes pod Paryżem, który wychował N'Golo Kante, dziś mistrza świata i gwiazdę Chelsea, opowiada o paryskiej piłce przed niedzielnym finałem Ligi Mistrzów Paris Saint-Germain - Bayern.

Piotr Wojtyna pochodzi z Sanoka, we Francji mieszka od 1989 roku. Skończył kursy trenerskie w akademii Clairefontaine, od blisko 20 lat pracuje w Jeunesse Sportive Suresnes pod Paryżem, kilka kilometrów od Lasku Bulońskiego i kortów Rolanda Garrosa. Najsłynniejszym wychowankiem JS Suresnes i polskich trenerów, Wojtyny i Tomasza Bzymka, jest N’Golo Kante, mistrz świata z 2018, mistrz Anglii z Leicester, dziś piłkarz Chelsea.

Zobacz wideo Potęgi chcą Sebastiana Walukiewicza. "Takich piłkarzy nie ma" [SEKCJA PIŁKARSKA #59]

Paweł Wilkowicz: Francja miała dwóch półfinalistów Ligi Mistrzów. Pan był za PSG czy Olympique Lyon? 

Piotr Wojtyna: Za Lyonem, zdecydowanie.  

Mieszka pan w aglomeracji Paryża i był za Lyonem? 

Tak, to jedyna drużyna, której dziś mocniej kibicuję.  

Takie jest nastawienie większości francuskich kibiców, gdy trzeba wybierać między PSG a innym francuskim klubem? 

PSG jest od zawsze nielubiane. To nic szczególnego, że się nie lubi klubów ze stolicy. Z Legią jest przecież w Polsce podobnie. W przypadku PSG chodziło jeszcze o nagłe dopływy wielkich pieniędzy. Teraz to są pieniądze z Kataru, wcześniej były pieniądze Canal Plus, w latach 90. Wiadomo, inne kwoty krążyły wtedy w piłce, obowiązywały jeszcze stare przepisy, z limitem obcokrajowców z Unii. Ale wtedy Canal Plus dawał PSG taką kasę, że oni ściągali wszystkich najlepszych Francuzów. Byli oni, Olympique Marsylia, Monaco Arsene’a Wengera próbowało, a reszta odstawała. Dopiero potem były czasy Olympique Lyon. W podparyskich miejscowościach może pan zobaczyć chłopaków biegających w koszulkach Olympique Marsylia. Po ulicach Marsylii chłopcy w koszulkach PSG nie biegają. Marsylia ma tutaj w Paryżu i okolicach wielu kibiców. Na pewno PSG ma więcej, ale kibiców rywali też jest dużo. W drugą stronę to nie działa.  

Budowanie wielkiego futbolu w Paryżu to jest temat na osobną opowieść: były próby i z Red Star, i Racingiem, PSG też bywało już i na szczycie i na dnie.  

Często się nad tym zastanawiam, rozmawiałem o tym ze starszymi Francuzami. Gdy ja przyjechałem do Paryża, to jeszcze chodziłem na Racing Matra. Racing to jest klub z wielkimi tradycjami, wielosekcyjny, przedwojenny mistrz Francji. 

Rok założenia 1882. Czyli o niemal 90 lat starszy od PSG.  

Matra, czyli wielka firma technologiczna, wykupiła ten klub w latach 80., próbowała zbudować coś dużego. Na tamte czasy to było jak dzisiejsze wejście Kataru. Racing kusił najlepszych francuskich piłkarzy. Luisowi Fernandezowi płacił 600 tysięcy franków miesięcznie, to była wtedy pensja z Kosmosu. Henryk Kasperczak był tam trenerem w sezonie 1989-90. Były ambicje zbudowania dwóch silnych klubów w Paryżu. Ale to szybko padło. Pewnie skończyły się pieniądze. Red Star próbuje się odrodzić od dwóch, trzech sezonów, ale coś nie wychodzi. Jest dobra atmosfera, tradycja dobrego szkolenia, ale od spadku z drugiej ligi nie mogą się otrząsnąć. Paris FC też krążył przez lata między drugą a trzecią ligą. 

A teraz ma być wielki: pod koniec lipca udziały w Paris FC wykupiło królestwo Bahrajnu i chce sobie klubem ocieplać wizerunek jak Katarczycy w PSG.  

Tam ostatnio odżyły nadzieje, że coś się uda zdziałać, grali niedawno w barażach o Ligue 1. Wszystko się rozbija o pieniądze. Oni kibiców to zbyt wielu nie mają. Byłem pół roku temu na meczu z Auxerre to przyszło może z pięciuset krzyczących. W Paris Saint Germain gdy były chude lata to też był dramat: może ze 20 tysięcy ludzi na trybunach, beznadzieja na boisku. Miałem prawo wejścia za darmo, a nie chodziłem. Zacząłem chodzić dopiero na Ronaldinho, jak wiele osób. Ale z Ronaldinho jak wiadomo różnie bywało. Teraz się wiele zmieniło, ale nie przepadam za atmosferą Parc des Princes. Na meczach polskiej ligi jest chyba lepsza atmosfera.  

Ale rozróby kibice PSG potrafią robić. 

Były tam problemy, to jest już trochę ogarnięte, wejście Katarczyków zbiegło się w czasie z porządkami, porozwiązywali wiele grup kibicowskich. Ale gdy grają ze sobą PSG i Marsylia, to nie ma kibiców gości. Tu się władze nie patyczkują. Trochę jak z pandemią: rząd zdecydował, że nie dokańczamy Ligue 1 i nikt się nie przejmował, co o tym sądzi związek piłkarski czy prezesi klubów. Władza zdecydowała i tyle. Gdy są zamieszki na meczach, to wkracza prefekt, władza narzuca, bez dyskusji. Saint Etienne i Lyon też mają zakaz grania swoich derbów z kibicami gości na trybunach. 

Wracając do Paryża: futbol jest za mało glamour dla tego miasta? Przecież tu mógłby być drugi Londyn, klub na klubie. 

Paryż to nie Londyn i to jest kwestia historyczna. W Londynie kluby są bardzo stare, dzielnicowe, młodzież jak zaczyna grać w piłkę, to się od razu z danym klubem identyfikuje. Paryż tego nie ma. Proszę spojrzeć na PSG: Paris Saint-Germain. Nazwa pochodzi od klubu z Saint Germain-en-Laye (PSG powstało w wyniku fuzji Paris FC ze Stade Saint-Germain – red). To jest małe miasteczko podparyskie. Nawet dalej niż podparyskie, jakieś 30 km od centrum Paryża. Na meczach PSG na Parc des Princes są ludzie z całego regionu podparyskiego. Ale z samego Paryża? Może ze dwa, trzy tysiące. Reszta to banlieue - przedmieście. To jest identyfikacja wynikowa, a nie kulturowa czy historyczna.  Do akademii PSG też rodzice wożą dzieci po kilkadziesiąt kilometrów, w nadziei że to je przybliży  do kariery. Akademia Lyonu nie bierze nikogo spoza regionu, a w młodszych drużynach starają się mieć tylko dzieci z miasta. Nikt tam nie jeździ 80 km na trening. W najmłodszych kategoriach PSG to się zdarza. Chłopcy z Paryża idą tam, gdy już są starsi. Bo w PSG w ogóle się nie interesują szkoleniem do lat 12. Nie wyszukują młodszych talentów. Nabór robią dopiero od lat 12, ale taki prawdziwy – wśród 14,15-latków. 

Wiedzą, że i tak trafią im się talenty, bo Paryż i okolice to jest dzisiaj, obok Londynu i okolic, najlepsza fabryka piłkarzy dla wielkiego futbolu. Kiedyś francuskie kluby zakładały szkółki w Afryce, żeby łowić talenty, a dziś afrykańskie reprezentacje łowią talenty pod Paryżem. W Senegalu, który grał z Polską na mundialu, było kilku piłkarzy z aglomeracji Paryża. 

I to jest fascynujące: nie da się w Paryżu zbudować dwóch silnych klubów, choć świetnych piłkarzy jest tutaj tylu, że można by tylko z urodzonych w okolicy zbudować ze cztery silne kluby. Najwięcej zagranicznych piłkarzy w Premier League pochodzi z regionu paryskiego. W pięciu najlepszych ligach Europy gra około 160 zawodników z Paryża i okolic. Z 23 francuskich mistrzów świata 2018 aż ośmiu urodziło się w Paryżu i okolicach. To cały czas rośnie, gdy Francuzi zostawali mistrzami świata w 1998, takich piłkarzy było tylko trzech.  

Rośnie też w lidze francuskiej. W książce „Sciences Sociales Soccer Club” Bastiena Druta i Richarda Duhautois są wyliczenia z sezonu 2013-2014, cytował je Simon Kuper w reportażu dla ESPN: niemal co trzeci piłkarz Ligue 1 w tamtym sezonie był urodzony w Ile-de-France, czyli w Paryżu i okolicach. A dziesięć lat wcześniej – tylko co dziesiąty.  

I w PSG też już zaczęło to być widoczne. Oni w ostatnich latach tych dzieciaków powyżej 15 roku życia naprawdę super szkolą.  Niedawno PSG sprzedało za 60 mln euro piłkarzy z juniorów i rezerw. Był tam Christopher Nkunku, który odszedł do RB Lipsk, ale też piłkarze jeszcze anonimowi. W Paryżu zarobili na nich mnóstwo pieniędzy. Byli tam w pewnym momencie ludzie z akademii Barcelony i zrobili bardzo dobrą robotę. Niestety, zostali już zwolnieni. Przyszedł nowy dyrektor sportowy i przywiózł swoich ludzi. Portugalczyków, ale i oni sobie poszli. Wyrzucił ich Leonardo, nowy dyrektor sportowy, i przyprowadził do akademii Włochów. Tam ciągle wraca problem komunikacji między pierwszą drużyną a akademią. Czasem one działają jak dwa osobne kluby, akademia szkoli dla innych, nie dla PSG. Wychowanek PSG Nkunku, chłopak spod Paryża, był w półfinale LM z RB Lipsk. Kingsley Coman, chłopak z Paryża i wychowanek PSG, jest w finale z Bayernem. Tanguy Kouassi, kolejny chłopak z Paryża, odszedł właśnie z PSG do Bayernu, bo pewnie mu więcej obiecali.  A trzeba mieć konkretne argumenty, bo są w PSG nastolatkowie, którzy zarabiają i 50 tysięcy euro na miesiąc, choć pewnie dla polskiego kibica są zupełnie anonimowi. Ale i PSG ma się kim pochwalić w ostatnich latach, jeśli chodzi o wychowanie. Wyszli z akademii do pierwszej drużyny Alphonse Areola, Presnel Kimpembe, Adrien Rabiot. I to naprawdę wyszli stąd, to są czyści wychowankowie, powyciągani z malutkich klubików bardzo wcześnie. Np. Areola jest z klubiku pod wieżą Eiffla, przyszedł do PSG jako dwunastolatek. Rabiot grał w juniorach PSG. Grał zresztą z chłopakiem z mojego klubu, który był kapitanem juniorskiego PSG i wróżono mu większą karierę.  

Gdzie teraz gra ten chłopak?

Kilka tygodni temu spotkałem go w sklepie, ma 24 lata i przestał grać w piłkę. Do naszego JS Suresnes przyszedł jako sześciolatek, grał do 13 roku życia. Talent, jakiego jeszcze nie widziałem. Ale głowa nie dojechała. I otoczenie nie pomogło. Miałem wychowanka w Lyonie, u nas grał w tej samej drużynie co N’Golo Kante. A w Lyonie w drużynie juniorów  z Anthonym Lopesem.  Niestety mój uczeń nie przebił się do składu, nie dostał zawodowego kontraktu. Pograł w trzeciej lidze, wyjechał do Stanów i tam skończył studia. Pograł trochę w lidze uniwersyteckiej i wyjechał do Londynu. Tam teraz mieszka. Gdy byłem w Londynie na meczu Chelsea z Bayernem to zrobiliśmy sobie miłe spotkanie, był on i N’Golo. 

Czyli francuskiej piłce też się zdarza gubić talenty? 

Zdarza się? To jest szok, jakie tu jest marnotrawstwo. Ilu piłkarzy przepada, ilu nie dostaje szansy. Naszego N’Golo Kante przez wiele lat próbowaliśmy wypchnąć w świat, ale nikt się na nim nie poznał. Odszedł do ligowej piłki dopiero, gdy miał 19 lat. Dla piłkarza we Francji to jest już podeszły wiek. W takim wieku tutaj już się właściwie nikomu nie udaje. Nie wiem czy byśmy w ogóle znaleźli jakiegoś jeszcze współczesnego mistrza świata w piłce nożnej, który tak jak N’Golo jako pełnoletni chłopak był jeszcze szkolony w klubie amatorskim. Nie dostawał szansy w większych klubach, bo miał skromne warunki fizyczne, a tu jest tyle młodych talentów, że sobie kluby mogą na takie marnotrawienie pozwolić. Nikt nie zwraca uwagi, że supertalent przepadnie. Gdy akademia piłkarska Clairefontaine, prowadzona przez federację piłkarską, robi nabór, to na 40 miejsc zgłaszają się 4 tysiące chętnych. Ja nie wiem, jak oni są w stanie wybierać z takiego tłumu. Często się mylą. Bo każdy by się pomylił. Kiedyś się szło do Clairefontaine na trzy lata, teraz na dwa. Treningi są w ciągu tygodnia, a w weekend piłkarze grają w swoich klubach. Kiedyś tam była drużyna zgłaszana do rozgrywek. Ale teraz już jej nie ma.  

Wśród tych, którzy się dostali do tej elity z Clairefontaine był Kylian Mbappe. Chłopak z podparyskiego Bondy, który mógłby grać dla Kamerunu, ze względu na ojca, dla Algierii ze względu na matkę. A jest mistrzem świata z Francją, gwiazdą PSG, ale do Paryża szedł okrężną drogą, przez AS Monaco. 

Mieliśmy przez pięć lat w klubie chłopaka z rocznika Mbappe, grał z nim w reprezentacji do lat 17, na mistrzostwach świata. Ale Mbappe został wtedy wyrzucony z drużyny przez trenera.  

Za co? 

Za zachowanie. Znając ówczesnego trenera tamtej kadry, to Mbappe mógł nawet wejść w czapce tam gdzie nie było wolno i za to wylecieć. Taki to był trener. Dobry, ale ze starej opcji: twarda ręka, krzyk, dyscyplina. Znam go, bo był moim wykładowcą na kursach. Po wojskowemu nas traktował. Ale Mbappe też potrafił zajść za skórę. W Monaco jako siedemnastolatek zwolnił trenera z akademii. Miał z nim spięcie i to trener musiał odejść.  

To jak Neymar kiedyś w Brazylii. Tylko Neymara kojarzymy z takimi zachowaniami, a Mbappe nie.   

To już jest inna epoka piłkarzy. W taką stronę to się zmienia. Naprawdę podziwiam trenerów, którzy pracują w wielkich klubach i są w stanie zapanować nad szatnią. To wszystko wygląda prosto, gdy się mecze ogląda w telewizji. Ale gdy się jest w środku, pogodzić ich wszystkich to jest naprawdę wyzwanie. Obserwuję Mbappe od dawna, obserwuję jego wywiady, zachowania. Chłopak się zmienia. Najpierw dostał palec, ale teraz już i ręki mu mało. Ale bronią go wyniki, postawa na boisku. Może sobie na wiele pozwolić. Wiem, że w głębi duszy to na pewno nie jest zły chłopak. Po prostu takie pokolenie. Ma swój styl, całkiem nieźle sobie radzi z mediami. Tylko czasami za dużo mówi. Nie zawsze się też odpowiednio zachowywał, gdy schodził z boiska. Spóźnili się razem z Adrienem Rabiotem na mecz finałowy Pucharu Francji. Różne akcje. Podziwiam go od strony piłkarskiej, bo jest co podziwiać. Atleta, sprinter. Ale jak porównuję z Thierrym Henrym, bo to podobny styl, to wolę Henry’ego. Tyle, że Mbappe jest jeszcze bardzo młody, jeszcze może zrobić duży postęp. Już robi.  

A pana piłkarz z rocznika Mbappe, co robi? 

Postawił na szkołę. Mówił, że musi mieć jakieś zabezpieczenie na przyszłość, a we Francji łatwiej jest zostać wziętym lekarzem niż piłkarzem zawodowym. Tak wielka jest konkurencja. Tu grają w piłkę dwa miliony chłopaków, przebić się do ligowego futbolu to jak wygrać szóstkę w totka. Czasami aż żal patrzeć, ilu tu chłopaków przepadło. Ale z punktu widzenia Francuzów: ci przepadli, ale przyszli następni i nie przepadli, tylko zdobyli mistrzostwo świata. I mam to wszystko przed oczami, gdy czytam artykuły o tym, jak uzdrawiać polską piłkę. Jeżdżę po polskich klubach. Mam nadzieję, że będę mógł kiedyś popracować w polskiej piłce. To jest moje marzenie. Byłem z wizytą w Lechu, naprawdę świetnie tam pracują z młodzieżą. Dobrzy trenerzy, wszystko dobrze poukładane. Legia robi fajne rzeczy. Ale niech pan popatrzy na skalę: w Polsce takich dużych klubów pracujących dobrze z młodzieżą jest pięć, sześć.  A we Francji trzydzieści. W Warszawie i okolicach są trzy, cztery kluby rywalizujące w szkoleniu młodzieży na jakimś poziomie. A w okolicach Paryża jest takich trzydzieści, czterdzieści. Super, że polski futbol się zmienia. Naprawdę się zmienia. Ale to, co mamy w Polsce, to jest kropla w morzu. Tu trzeba ilości. Tak jest we Francji, Anglii, w Niemczech: mnóstwo świetnie zorganizowanych klubów. Ja już nawet nie mówię o klubikach amatorskich jak nasze JS Suresnes: mamy 1000 zawodników, 800 to dzieci i młodzież, a miasto ma 40 tysięcy mieszkańców. Region paryski stał się fenomenem futbolu. Mieszka tu 12 mln ludzi, gra w piłkę mnóstwo dzieci. Ale to jeszcze nie wszystko tłumaczy. Są miejsca na ziemi, gdzie są tłumy młodych piłkarzy, a nie ma tej jakości. Tu się nawet w przeciętnych klubach dobrze szkoli, choć oczywiście są wyjątki, bo widziałem i we Francji rzeczy niepojęte.  

To jest dość młody fenomen. Gdy Francuzi wygrali pierwszy wielki turniej, Euro 1984, nie było w drużynie nikogo z Paryża.  

Gdy dwadzieścia lat temu przyszedłem do JS Suresnes, to na treningu był gość w dżinsach i palił papierosy. Ja to musiałem zmodernizować. Od 15 lat odpowiadam za całe szkolenie, dobieram ludzi. Jesteśmy klubem ściśle amatorskim. U nas nie ma parcia na wyniki, awanse. A w wielu paryskich klubach jest parcie i to straszne. 

Nie ma parcia na wynik. To kto za to płaci? 

Miasto. Są też oczywiście składki, ale niskie, to jest 140-150 euro za rok. Mam tu dość silną pozycję, mam kontrakt, to jest moja praca. Mamy jeszcze dwie osoby na kontrakcie, a inni dorabiają lub traktują szkolenie u nas jak hobby. Wszystkie te małe kluby o których mówimy to kluby miejskie. Non-profit. Tak działa nasze JS Suresnes. Są drobne wyjątki. Są takie kluby, które wypuściły w świat wielu zawodników, zarobiły dużo na transferach i przekształciły się w spółki działające już na innych zasadach. Żeby móc wydać te 5-6 milionów euro z transferów. My w Suresnes nie mamy zarabiać pieniędzy, wszystko ma iść w szkolenie. Niedawno rozmawialiśmy z prezesem i śmiał się: mam nadzieję że teraz N’Golo gdzieś nie pójdzie z Chelsea za duże pieniądze, bo jak nam z tego transferu wpadnie procent, jakieś 3-4 miliony euro, to będziemy mieli problem. Nie dość, że nie wiadomo jak te pieniądze wydać w takim małym klubie, to jeszcze będzie problem z osiedlem. 

Z jakim osiedlem? 

Z osiedlowymi grupami, które walczą o piłkarzy. Z ludźmi, którzy się kręcą przy takich klubach jak nasz. Z grupami, które się kiedyś zajmowały handlem narkotykami, a teraz chcą się zajmować prowadzeniem piłkarzy. Tacy ludzie myślą, że my te pieniądze z transferów dla siebie bierzemy. Piłka francuska i region paryski bardzo się zmieniły w ostatnich piętnastu latach. Ja już jestem trochę zmęczony pracą w atmosferze ciągłego czyhania na pieniądze, zmęczony tymi ludźmi, którzy się pojawiają, szukając okazji do łatwego zarobku na transferach piłkarzy.  Byle tylko chapnąć coś dla siebie, na każdym kroku szukanie okazji. N’Golo miał bardzo duże problemy, na niego też się zawzięła taka banda, nie dawała mu normalnie żyć. Był już o tym wielki artykuł w „L’Equipe”. N’Golo był naciągany na jakieś akcje charytatywne, z których ci ludzie kradli pieniądze, był szantażowany. Naprawdę współczuję młodym francuskim piłkarzom. Muszą mądrze wybierać, bo jak się dostaną w niewłaściwe ręce, to trudno się z nich uwolnić. N’Golo na początku miał bardzo dobrego menedżera. Ale ten człowiek został zastraszony przez bandę i musiał się zrzec umowy. Wziął ostatnią działkę z transferu i musiał oddać N’Golo. I to w ogóle nie wyszło od N’Golo, został osaczony. Mieliśmy w klubie chłopaka z rocznika 2003, który był fenomenem na skalę regionu paryskiego. Jest teraz w Monpellier, wcześniej był w Cannes. O niego rywalizowały dwie osiedlowe grupy. To jest dziś na porządku dziennym we francuskiej piłce. Kylian Mbappe ma ogromne szczęście, że jego rodzice wiedzieli jak go przed tym obronić, odizolować od tego. Przypuszczam, że wielu reprezentantów Francji tego szczęścia nie miało. Skandale z Karimem Benzemą, Hatemem Ben Arfą, problemy N’Golo to dowód na to, że problem jest poważny. Przypuszczam, że gdyby Tonguy Kuassi był prowadzony przez rodziców, a nie kogoś kto chce na nim zarobić, to zostałby w PSG, podpisał kontrakt, a nie odchodził do Bayernu. Nie jest to tylko problem Paryża i okolic, ale całej francuskiej piłki.  

Próbuję porównać piłkarski świat stolic, Warszawy i Paryża, ale tu nawet nie wiadomo od czego zacząć. Robert Lewandowski, który z boiska Varsovii na Muranowie wystartował do wielkiej kariery, to przypadek wbrew logice, wyjątek od reguły.  

Nie ma co porównywać. Inne są uwarunkowania kulturowe, inne społeczeństwa, inna struktura społeczna przedmieść. Ale proszę zwrócić uwagę na jedną rzecz. Gdy w regionie paryskim pójdzie pan na skwer pod blokami, tam non stop grają w piłkę. Trudno się dostać na boisko, żeby pograć w piłkę.  

Mówił o tym kiedyś w wywiadzie Paul Pogba, kolejny mistrz świata spod Paryża, z okolic Eurodisneylandu.

Oprócz normalnych boisk są też od lat tak zwane five, czyli małe boiska z bandami do grania pięciu na pięciu. To jest biznes, komercyjna sieć boisk pod szyldem Five.  Futbol to jest naprawdę francuski sport masowy, tam się wszędzie gra. Na każdym osiedlu jest boisko asfaltowe albo ze sztuczną nawierzchnią i ciągle ktoś kopie. Pochodzę z Sanoka, tak właśnie wyglądało moje dzieciństwo: granie od rana do nocy w uliczną piłkę, ze zdartymi kolanami, walka o wolne boisko. Człowiek tym żył. Teraz byłem w Sanoku na trzy dni odwiedzić mamę. Obok jest to moje boisko. Wygląda super: sztuczna nawierzchnia, piękny kompleks, boisko do siatkówki i koszykówki. Chodziłem tam codziennie wieczorem. I była ta sama scenka. Kilkadziesiąt osób, chłopcy i dziewczyny. Siedzą na ławkach, piją piwko, puszczają muzykę. A boiska stoją puste. We Francji to nie do pomyślenia. Absolutnie nie chcę generalizować. Może ja tak trafiam. Może we Wrocławiu, Krakowie, Warszawie jest inaczej. Ale mam też obserwację z nowosądeckiej wsi, w której teraz jestem na wakacjach. Przyjeżdżam tu od lat, kiedyś zabierałem moje dzieci na piłkę i pół wsi z nami szło. Codziennie. Rano kąpiel w rzece, wieczorem granie w piłkę. Teraz nikt tu nie gra w piłkę. Szkoła ma nowe boisko, żeby pokopać, trzeba wziąć klucz i obiecać opiekę nad dziećmi. Inaczej boisko stoi puste. Widziałem to w Sanoku, w Lublinie, na tej nowosądeckiej wsi. Bardzo mało dzieci gra w piłkę. Oczywiście, są szkółki piłkarskie, kiedyś ich nie było. Ale szkółki nie rozwiążą problemu. Region paryski to uliczne granie. N’Golo, Mbappe wychowali się na ulicy. Grali w klubie, ale i pod blokiem.  

My w Polsce mamy taki obraz paryskich banlieue: brudno, niebezpiecznie, terroryści.  

Mieszkam na dużym osiedlu, moje miejsce jest spokojne, ale są też takie miejsca, w które bym dzieci nie puścił. Więc jest w tym trochę prawdy, że bywa niebezpiecznie. Mam wielu wychowanków, którzy siedzieli w więzieniu. Grali u nas, a skończyli w więzieniu. Mieli takie predyspozycje jak N’Golo, a poszli w inną stronę. Nie są to bezpieczne miejsca. Ale samym graniem klubowym się zawodnika nie wyszkoli. Mój syn gra w pikę, ma 20 lat, zastanawiałem się nad jego sposobem grania, czego mu brakuje. I doszedłem do wniosku, żee jemu właśnie podwórka brakuje, bo ja go na podwórko nie puszczałem. Grał w klubie, szkole. Ale to podwórko i ulica jest szkołą życia. Tam silniejszy zostaje, tam się czasem trzeba bić. Szkółki, akademie – to wszystko jest bardzo cenne. Ale to jest też takie  grzeczne i naiwne. W regionie paryskim futbol ani grzeczny ani naiwny nie jest.  

W niedzielę finał PSG – Bayern. Sądzi pan, że obecne PSG pod ręką Thomasa Tuchela jest już gotowe do sukcesu? 

Tuchel sobie poradził, choć wisiał już w pewnym momencie na włosku. Luis Fernandez, były trener PSG, jako ekspert w studiu telewizyjnym już nie raz wyrzucał Tuchela. A wczoraj usłyszałem, jak go chwali. Tuchel to bardzo dobry trener, szybko się nauczył języka francuskiego, jest świetnym menedżerem. A z drugiej strony, w dzisiejszych czasach piłka jest pełna wyolbrzymień i dzielenia włosa na czworo, przygnieciona analizami. PSG Unaia Emery’ego rozbiło Barcelonę 4:0 i były zachwyty, bo takiego efektownego grania nikt we Francji jeszcze nie widział. A w rewanżu PSG odpadło, a wszystko się rozbiło o jedną minutę. I już Emery zły. Z Tuchelem było podobnie. Pierwszy rok po jego ręką to był futbol jak poezja. A potem przyszedł kryzys, przegrali nawet finał Pucharu Francji. Dziś są w finale Ligi Mistrzów. Tuchel wtedy był złym trenerem, a teraz jest dobrym? Nie, trzeba się przyzwyczaić do tego, że w dzisiejszej piłce żaden pojedynczy mecz nie ma faworyta. Każdy może w pewnym momencie pokonać każdego i nie ma co dorabiać do tego zbyt wielu teorii. Tuchelowi należą się gratulacje za to, jak ogarnął sytuację z Neymarem, który był już na wylocie, kibice na niego gwizdali. No i przerwanie sezonu z powodu pandemii paradoksalnie dobrze PSG zrobiło. A myślałem, że się zemści. 

W finale już będzie pan za PSG? 

Za Bayernem. Chciałbym, żeby Robert wreszcie zdobył puchar. Bayern mi się bardzo podoba. Ja jestem za taką piłką. Wolę taki Bayern niż Barcelonę za najlepszych czasów. Tam było za dużo niepotrzebnych podań. Bayern był zawsze konkretny. A Puchar Europy w rękach Roberta to byłaby też piękna polska historia. Chciałbym kiedyś dołożyć coś od siebie do tej historii. Trafić do ambitnego polskiego klubu, z planem rozwoju, z konkretnymi działaczami. Tu jest ogromny niewykorzystany jeszcze potencjał. Dużo się zmienia. Byłem na meczu Cracovia-Lech drużyn do lat 18 i widziałem fajny futbol. Dobre widowisko. Tak właśnie ma być: widowiskowo. Piłka ma cieszyć, to ma być spektakl, temat do dyskusji. W Polsce w rozmowach o piłce nadużywa się słowa „walczyć.” Ja tego słowa w ogóle nie używam w pracy z piłkarzami. Na boisko wychodzi się grać, a nie walczyć. 

Przeczytaj także: