Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Premier League. Jak Polacy stworzyli gwiazdę Leicester

- Kiedyś wygraliśmy juniorski turniej. N'Golo Kante był najlepszy, a puchar większy od niego. Dziś porównują go do Claude'a Makelele, ale czy były piłkarz Realu Madryt i Chelsea potrafił tyle co nasz N'Golo? - mówi Piotr Wojtyna, który wraz z Tomaszem Bzymkiem wyszkolili gwiazdę lidera ligi angielskiej.
W drugim sezonie z rzędu nie ma w Europie zawodnika, który częściej odbierałby piłkę (średnia 4,5 razy na mecz), jeśli chodzi o przechwyty podań rywali jest czwarty (4średnia ,2 na mecz). Chociaż za bohaterów fantastycznego sezonu nowego mistrza Anglii, Leicester uchodzą Jamie Vardy i Riyad Mahrez, to sercem oraz płucami zespołu jest 24-letni N'Golo Kante. - To nasza bateria. Na treningach proszę go, by zwolnił, a on przytakuje i znów - boom! - biega na najwyższych obrotach. Czasami wydaje mi się, że on odbiera piłki na wszystkich boiskach jednocześnie. Nie zdziwię się, jeśli kiedyś zobaczę, jak N'Golo dośrodkowuje w pole karne, a potem sam główką uderza piłkę do bramki - mówi trener Leicester Claudio Ranieri. Włoch mówił, że na analizach meczów, gdy pokazywany jest pressing Kante, reszta drużyny wiwatuje.

Za sukcesem piłkarza, który w marcu zadebiutuje w reprezentacji Francji, stoją polscy trenerzy. Jeszcze sześć lat temu Kante grał w JS Suresnes w dziewiątej lidze, do profesjonalnego futbolu wepchnęli go Tomasz Bzymek i Piotr Wojtyna.

- Suresnes to niespełna czterdziestotysięczne miasteczko w aglomeracji Paryża, niedaleko nowoczesnej, biurowej dzielnicy La Defense - opowiada Bzymek, który od 2003 roku pracuje w JS Suresnes. W latach 80. grał w Błękitnych Kielce, potem wyjechał do Francji, gdzie został trenerem. Do przejścia do Suresnes zachęcił go Wojtyna. Bzymek jest dyrektorem technicznym, szkoleniowcem bramkarzy i trenerem pierwszego zespołu. Wojtyna - koordynatorem grup młodzieżowych, prowadzi też siedemnastolatków. U pierwszego Kante debiutował w seniorskiej piłce, drugi szkolił Francuza osiem lat.

Bzymek: - Klub ma 80 lat, jest dofinansowywany z miasta. Burmistrz Suresnes rządzi od kilku kadencji, bardzo mocno stawia na sport. Mamy trzy boiska: główną murawę, sztuczną i jeszcze jedną piaskową. To dobre warunki jak na nasze możliwości, dlatego trenuje u nas aż 900 zawodników, od pięciolatków do seniorów.

Wojtyna: - W naszym departamencie [województwie] takich miast jest ok. czterdziestu, w niektórych działają nawet po dwa kluby. Federacja wymaga, by każdy miał drużyny juniorskie. We Francji jest prawie dwa miliony piłkarzy, więc przebicie się na poziom profesjonalny z naszego jest niemal niemożliwe. To jak wygrana w totolotku.

Bzymek: - Licencję UEFA A mam od 1992 roku, jestem magistrem sportu, grałem też w AZS AWF Warszawa. Co cztery lata jadę na staż organizowany przez francuską federację, dowiaduję się o najnowszych trendach. W Suresnes nie patrzymy na wynik, tylko na rozwój zawodnika. Najważniejsza jest technika, a ja wciąż czerpię ze starej szkoły, m.in. podręcznika Jerzego Talagi.

Wojtyna: - Dwadzieścia lat temu zrobiłem dyplom w Clairefontaine. Kompletnie nie przeszkadza mi to, że pracuję na niskim poziomie. Mam pięćdziesiąt lat i od zawsze uważam, że dobry trener po prostu odpowiednio wykonuje robotę. Bierzemy dziesięciolatka, uczymy go i po trzech latach widać wielki postęp.

Bzymek: - Klubu ma wychowywać normalnych obywateli i N'Golo Kante normalny jest.

Wojtyna: - Pamiętam jego pierwszy trening. Była wrześniowa rekrutacja, przyszła setka dzieci, grały między sobą. Od razu go wypatrzyłem. Może to nie było olśnienie jednym cudownym zagraniem, ale N'Golo w ogóle się nie zatrzymywał, niczym się nie przejmował.

Bzymek: - Gdy N'Golo miał 16 lat, Piotrek powiedział mi, bym wziął go do seniorów. Taką mamy politykę klubu, nie robimy transferów. Ale zazwyczaj bierzemy dopiero osiemnastolatków. Na początku musiałem dać mu fory, ustawiać na boku, bo przecież w środku by go skopali. Po kilku kolejkach był podstawowym zawodnikiem. Gdy pracowaliśmy nad inteligencją i czuciem gry, czyli aspektami dla niektórych nie do nauczenia, N'Golo pojmował wszystko w dwa, trzy tygodnie.

Wojtyna: - Gdy miał dziesięć lat, widać było, że słabiej gra głową i lewą nogą. Przed dwumiesięcznymi wakacjami dostał zadanie, by poprawić żonglerkę, być w stanie odbić po pięćdziesiąt razy. Po powrocie do treningów robił sto żonglerek prawą, lewą nogą i głową.

Bzymek: - W 2008 roku byłem w sztabie reprezentacji Paryża. Grali w niej głównie piłkarze z PSG i akademii Clairefontaine, wygraliśmy mistrzostwo Francji. Polecaliśmy N'Golo innym trenerom, chcieliśmy wysłać go do Troyes i Sochaux, ale usłyszeliśmy, że takich już mają.

Wojtyna: - Kante zawsze potrzebował czasu. Trzy, cztery tygodnie na wkomponowanie się w zespół, poczucie się pewnie. Testy trwają zwykle dwa dni, potem zawodników odsyła się do domu. On zawsze był skromny i małomówny. Nie obrażał się, choć zawsze wybierałem go do najsłabszego składu. Gdyby grał z najlepszymi, nie daliby nikomu szans. Z N'Golo w słabszej drużynie były one wyrównane.

Bzymek: - Do lepszego klubu udało się go wypchnąć dopiero dzięki znajomościom działaczy. Jeden miał syna grającego w I lidze, inny jest znajomym Arsene'a Wengera. Ale Kante zaczepił się dopiero w drugoligowym Boulogne. W sezonie 2011/12 trenował z pierwszym zespołem, ale grał w rezerwach. Przebił się dopiero po spadku. I od razu "France Football" wybrał go na najlepszego piłkarza III ligi.

Wojtyna: - Godzinami dyskutowaliśmy, dlaczego nikt nie chce mu dać szansy. Bo ma 169 cm i jest za niski? Kiedyś przyjechał pewien znany trener z Polski i też kręcił głową, gdy zobaczył Kante. N'Golo ma szczęście, że w Suresnes spotkał dobrych ludzi, nie tylko mnie i Tomka. Wysyłaliśmy go i zachęcaliśmy, by próbował w kolejnych klubach. I w końcu się wybił.

Bzymek: - Mimo, że był najlepszym piłkarzem Boulogne, miał tylko amatorski kontrakt. Do tego studiował, zrobił dyplom z rachunkowości. Po sezonie w III lidze miał mnóstwo propozycji, ale wciąż słuchał się tylko nas. Nie poszedł do Lille, nie poszedł na wypożyczenie do Belgii. Wskazaliśmy drugoligowe Caen, które wyjęło go z Boulogne za grosze.

Wojtyna: - Od pięciu lat wskakuje na coraz wyższy poziom i zawsze czuje się pewnie. Wciąż ma duże rezerwy. Może częściej atakować, strzelać więcej goli. Gdy był juniorem i mieliśmy rzut karny, wszyscy patrzyli na niego, a on nie rwał się do jedenastek.

Bzymek: - W pierwszym sezonie w II lidze został najlepszym piłkarzem zespołu, a Caen awansowało do Ligue 1. Tam zrobił furorę, dziś kluby - długo z myślami biły się Arsenal, Marsylia i Lyon - żałują, że go wtedy nie wzięły.

Wojtyna: - Nasz klub jest na samej podstawie piramidy. N'Golo to fenomen, nie wierzę, by ktoś szybko jego ścieżkę powtórzył. Jest niesamowity pod względem wydolności. Gdy robiliśmy testy z wytrzymałości biegu na coraz wyższym tempie, on - nastolatek - najlepszych seniorów zostawiał daleko w tyle. Oni padali ze zmęczenia, Kante jeszcze kilka minut biegał.

Bzymek: - Dziś wszyscy chcą go w reprezentacji Francji. Myślę, że Didier Deschamps go powoła, by zatrzymać na przyszłość, bo Kante może grać również dla Mali. Na jego miejscu wystawiłbym go obok Paula Pogby z Juventusu i Blaise'a Matuidiego z PSG. Francja ma olbrzymi problem z zachowaniem przepłaconych gwiazd. Kante jest normalny. To chłopak z klasą.

Wojtyna: - Koledzy z Caen przyjeżdżali na treningi najnowszymi mercedesami, ferrari, a on z małym plecakiem na hulajnodze. Gdy zobaczyła to jego matka, okrzyczała go i kazała mu kupić auto. Wziął kilkuletnie, używane renault.

Bzymek: - Ostatnio rozmawiałem z jego kolegą, który wciąż gra w Suresnes. Pojechał do N'Golo do Leicester na dwa tygodnie i mówił, że w życiu się tak nie wynudził. Po treningu Kante wraca prosto do domu i wypoczywa. Zero imprez, zabaw, zwiedzania.

Wojtyna: - Porównują go do Makelele, ale już jego trener w Caen pytał, czy były piłkarz Realu Madryt i Chelsea potrafił tyle co nasz N'Golo? Kante często gra na jeden, dwa kontakty, szuka podań do przodu. To coś wrodzonego, robił to już w juniorach. Kiedyś nasz zespół wygrał turniej z reprezentacją departamentu, on był najlepszy, a puchar... większy od niego. I nikt go wtedy nam nie zabrał!

Bzymek: - Łza się w oku kręci, gdy wraca do nas i jest taki, jaki był. Skromny, nieśmiały, ale pomocny. Stoi i rozdaje przez półtorej godziny autografy, koszulki.

Wojtyna: - Wyszkoliliśmy chłopca, którego wzięło PSG, był tam nawet kapitanem drużyny siedemnastolatków. Perełka, ale odpadł, bo nie miał takiej mentalności do ciężkiej pracy, jak N'Golo. Pamiętam te najbardziej intensywne zajęcia: 20 sekund biegu z piłką, 20 sekund odpoczynku, pięć takich serii po pięć minut. I w głowie mam jego zaciętą minę, determinację, z jaką wykonywał każde ćwiczenie.

Bzymek: - Z transferu N'Golo do Caen dostaliśmy osiem tysięcy euro, po przejściu do Leicester - 240 tys. Tyle wynosi nasz roczny budżet! Powołaliśmy komitet, co zrobić z tymi środkami. I inwestujemy w minibusy dla zawodników, w lepszych trenerów. Teraz słyszę, że kolejny klub może zapłacić za Kante kilkadziesiąt milionów euro. I co my wtedy zrobimy?



Jak dobrze znasz przepisy piłki nożnej? cz. 2 [QUIZ]