Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Wojciechowski oskarża Bońka: Ludzie stracili pracę po głosowaniu. Każdy widział, na kogo głosuje sąsiad

- Podejrzewam, że przy najbliższych wyborach prezesa PZPN system głosowania będzie podobny - mówi Józef Wojciechowski w rozmowie z "Przeglądem Sportowym", gdzie zdradza, że cztery lata temu, choć głosowanie miało być tajne, wcale tajne nie było. Zbigniew Boniek miał wiedzieć, kto na kogo głosował. - Po tamtym głosowaniu trochę ludzi straciło pracę - dodaje Wojciechowski.

Józef Wojciechowski, były właściciel Polonii Warszawa, cztery lata temu startował w wyborach na prezesa PZPN. W rozmowie z piątkowym "Przeglądem Sportowym" zdradził, że nie wszystko wtedy przebiegło jak należy. - Pół roku wcześniej Boniek zrobił próbne głosowanie nad statutem. Niby tajne, ale aby każdy miał świadomość, że prezes będzie wiedział, kto na kogo głosuje. Już wtedy do każdej osoby przypisano konkretną maszynkę. Po tamtym głosowaniu trochę ludzi straciło pracę. Podczas wyborów na prezesa wiedzieli już, że nie warto ryzykować. Więc kiedy pojawiły się te same maszynki, nie miałem szans. Każdy widział, na kogo głosuje sąsiad. Wkurzyłem się, wyszedłem. Podejrzewam, że przy najbliższych wyborach system głosowania będzie podobny - mówi Wojciechowski. - Ale już nie będzie Bońka - wtrąca dziennikarka. - Ale na pewno będzie kandydował człowiek przez niego wskazany - uważa Wojciechowski.

Zbigniew Boniek zdradził plany reprezentacji Polski. Cztery sparingi przed Euro [SEKCJA PIŁKARSKA #29]

Zobacz wideo

Wojciechowski cztery lata temu zaskoczył wszystkich, kiedy tuż przed końcem zgłoszeń zebrał wymagane rekomendacje i wystartował w wyborach na prezesa PZPN. - Przyjechał do mnie Radek Majdan z kilkoma innymi osobami i zaczęli mnie namawiać. To był czas, w którym, muszę przyznać, że trochę mi się już nudziło. Wykonałem kilka telefonów do ludzi, którzy coś w tej piłce znaczą. Czułem, że środowisko tego chce, bo Boniek nie był lubiany w klubach. Spotkałem się z kilkunastoma osobami, na czele z Kręciną, Kuleszą. 86 osób zadeklarowało, że mnie poprze. Warunek był jeden: tajne głosowanie. Naprawdę tajne - wspomina.

Wojciechowski cztery lata temu przybył do hotelu Victoria, gdzie odbywał się zjazd PZPN, nawet z własną urną. Nie była ona jednak do niczego potrzebna. Delegaci zdecydowaną większością głosów uznali, że wybierać będą przy pomocy elektronicznych maszynek. Kiedy Wojciechowski się o tym dowiedział, z hukiem opuścił salę. W głosowaniu na prezesa PZPN poparło go 16 delegatów, Bońka - 99. - W sumie jestem zadowolony, że tak to się ułożyło, bo miałbym cztery lata ciężkiej pracy. A ja wszystko mam fajnie poukładane. Jeden mój syn ma osiem lat, drugi dziesięć, chcę spędzać z nimi jak najwięcej czasu - mówi Wojciechowski.

Zbigniew Boniek: Przepis o dwóch kadencjach jest chory

Boniek jesienią przestanie być prezesem PZPN. Przepisy nie pozwalają, by ubiegał się o trzecią kadencję. - Przepis o dwóch kadencjach prezesa związku jest chory i niekonstytucyjny. Tu już nie chodzi o mnie, ale proszę sobie wyobrazić prezesów - pasjonatów w małych związkach sportowych. Takich, którzy są skuteczni, lubiani, szanowani, a muszą odejść po dwóch kadencjach i robi się pustka - mówił niedawno Boniek w rozmowie z "Rzeczpospolitą".

Boniek został wybrany prezesem PZPN w 2012 roku (choć próbował już cztery lata wcześniej). Teraz spekuluje się, że następcą zostanie ktoś z jego otoczenia. Mówi się o obecnym wiceprezesie Marku Koźmińskim albo o sekretarzu związku Macieju Sawickim. Kontrkandydatami mają być Roman Kosecki i Cezary Kulesza.

.