Aplikacja
Aplikacja Sport.pl LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa w Sport.pl. Paulus Arajuuri: Nie zawsze życie piłkarza jest piękne i wspaniałe

- Czasem się budzisz i nie wiesz, czy dzisiaj grasz czy nie. Mieliśmy wrażenie, że mecz jest codziennie - wspomina trudną jesień dla Lecha Poznań Paulus Arajuuri, obrońca mistrza Polski.

Jacek Staszak: Jesteś w Polsce od dwóch lat. Miałeś jakieś wyobrażenia o tym, jak tutaj się będzie żyło? Jak bardzo różnią się od rzeczywistości?

Paulus Arajuuri, obrońca Lecha Poznań: - Poznałem kulturę, jestem częścią drużyny już jakiś czas. Zupełnie inaczej już doświadczam Polski niż na początku. Finlandia i Szwecja, gdzie grałem dotychczas to prawie takie same kraje. Różni się tylko język, ale w Polsce wszystko jest inne. To interesujące, uczę się zupełnie innych rzeczy.

Jakich na przykład?

- Zrozumiałem, że w Polsce zupełnie inaczej patrzy się na piłkę, inna jest taktyka. Żeby tego się nauczyć, trzeba czasu, ale gdy już zrozumiałem o co chodzi, to czułem się tak, jakbym miał nowe narzędzia w skrzynce. Znam stare i nowe sposoby na grę. Do tego kultura kraju, zupełnie nowa. Potrzebowałem czasu, żeby zrozumieć jak wszystko działa. Teraz łatwiej mi się porozumieć z Polakami.

Kontuzje utrudniły ci aklimatyzację?

- Spowolniły ten proces. Przyszedłem zaraz po poważnej operacji i wiedziałem, że początek będzie dużym wyzwaniem. Miałem ciężki start, ale gdy zacząłem grać w pierwszej jedenastce, to wszystko zaczęło być łatwiejsze.

Ostatni mecz poprzedniego sezonu - z Wisłą Kraków - był słodko-gorzki. Zdobyłeś mistrzostwo, ale też złapałeś poważną kontuzję.

- Tak, ale mam z tym spotkaniem tylko pozytywne wspomnienia. Gdy myślę o tym dniu, to nawet nie pamiętam, że złapałem kontuzję. Tak ciężko pracowaliśmy przez cały sezon, wspierało nas całe miasto i region. To chyba moje największe wspomnienie z całej kariery piłkarskiej. Wielka radość. Pierwszy tytuł w karierze.

Do szwedzkiego Kalmar przyszedłeś zaraz po tym, gdy oni zdobyli mistrzostwo. Dlaczego nie udało się tego powtórzyć?

- To nie jest jeden z wielkich klubów Szwecji. Chyba mają tylko ten jeden tytuł. Mieli wtedy wspaniały sezon.

Lech to największy klub w twojej karierze?

- Zdecydowanie.

Co świadczy o wielkości klubu?

- Tradycja, kibice, stadion. Ale chyba najbardziej kultura wygrywania. Z tego wszystko się bierze - zainteresowanie fanów, mediów, neutralnych widzów. Widzimy, że inni chcą nas pokonać, a my chcemy być na szczycie przez cały czas.

W takim klubie można bardziej poczuć się piłkarzem?

- Wszystko wygląda trochę inaczej. Uwielbiam to, że chcemy wygrywać, że mamy ambicję, że chcemy mierzyć się w Europie. Ale gdy mamy trudniejszy okres, to jest większa presja. To pozytywna rzecz, motywuje. Każdy wie, że stać nas zawsze na więcej.

Zdobyliście mistrzostwo ledwie dziewięć miesięcy temu, ale można poczuć, że to była zupełnie inna epoka.

- Na tym polega piłka. Dziś to już tylko dobre wspomnienie, może trochę motywacja. Nie możemy wracać wciąż do tego, że jesteśmy mistrzami, to coraz rzadziej pomaga. W piłce wszystko się zmienia, trzeba wciąż patrzeć do przodu, w przyszłość. Nie można się zaspokajać jednym trofeum. Ten sport na tym polega, żeby zawsze walczyć o zwycięstwo. Można się cieszyć kilka tygodni, ale w końcu trzeba powiedzieć dość.

W nagrodę graliście co trzy dni przez całą jesień. Niektórzy z was opowiadali, że czasem nie wiedzieli, gdzie się obudzili. Też tak miałeś?

- To był szalony czas, ale jednocześnie bardzo miły. Na tym też polega piłka, żeby grać jak najwięcej, żeby był rytm. To duże wyzwanie - fizyczne i mentalne. Czasem się budzisz i nie wiesz, czy dzisiaj grasz czy nie. Mieliśmy wrażenie, że mecz jest codziennie. Dlatego ważna jest regeneracja - tu również zarówno fizyczna jak i psychiczna. Nie ma co myśleć za dużo o tym, co się działo i analizować. Trzeba skupić się na następnym meczu.

Już kiedyś miałem w Szwecji taki moment, że przez kilka miesięcy graliśmy co trzy dni, ale teraz to było jeszcze bardziej ekstremalne, bo weszliśmy do grupy europejskich pucharów i niektórzy mieli wrażenie, jakby to ciągnęło się w nieskończoność.

Życie piłkarza jest trudne?

- Zależy jak wartościujesz pewne rzeczy. Każdy zawód jest ciężki na swój sposób. My uwielbiamy grać w piłkę, niemal każdy piłkarz tak ma. Ale nie zawsze to jest piękne i wspaniałe życie. Futbol dużo od ciebie wymaga - trzeba być ciągle przygotowanym fizycznie, do tego dochodzi psychologia. Żeby być dobrym piłkarzem, musi ci to sprawiać przyjemność. Ale to chyba dotyczy każdej pracy.

Benoit Assou-Ekotto, który kiedyś grał w Tottenhamie, lubił podkreślać, że piłka to dla niego tylko praca. W ogóle nie oglądał meczów, nie interesował się sportem. Jemu też to sprawiało przyjemność?

- Każdy chyba musi znaleźć sobie drogę w życiu. Rozumiem tych, którzy uważają, że samo granie w piłkę wystarcza i nie ma co się bardziej angażować. To chyba ważne, żeby mieć życie poza pracą, choć pewnie znajdą się tacy, dla których praca to całe życie. Bywa. Kluczowy jest balans. Jeśli ktoś się dobrze czuje ze swoją drogą, to dlaczego to krytykować? Rozumiem to. Nigdy nie ma jednej słusznej drogi. Sam mam takie momenty, gdy jestem przykuty do telewizora i oglądam mecze, ale nie zawsze. Bywa tak, że to ostatnia rzecz na którą mam ochotę. Kocham piłkę, ale są też istotniejsze sprawy. U mnie wszystko jest w równowadze. Mam rodzinę, przyjaciół poza piłką. W domu.

Można mieć takich przyjaciół w futbolu?

- Na pewno. To jedna z pięknych rzeczy w sporcie. Każdy z nas jest z innego kraju, kultury, ma inne doświadczenia. Wreszcie: ma inną osobowość i inaczej reaguje. Nawet jeśli to tylko piłka, to można się czegoś dowiedzieć o życiu. To właśnie dał mi futbol - spotkałem wielu fantastycznych ludzi.

Wierzysz w stereotypy? Mówi się, że Finowie są zamknięci, Niemcy zorganizowani.

- Nie lubię tego. Mogą być jakieś podobieństwa, ale po co kategoryzować? Jesteś Polakiem, ale to nie determinuje tego, jaki jesteś. To niepotrzebne, bo już kogoś oceniasz zanim go spotkasz. Ludzie to ludzie - każdy jest inny.

Poznałeś bardziej kolegów z drużyny podczas kryzysu z jesieni?

- W trudnych momentach każdy reaguje inaczej, ale ogólnie staliśmy się silniejsi, gdy wyszliśmy z tej trudnej sytuacji. Nie chodzi jednak tylko o ten jesienny kryzys. W Lechu było już tyle różnych momentów, tyle emocji. Prawdziwy rollercoaster, ale to też chyba cecha charakterystyczna piłki. Wiele przeszliśmy jako drużyna.

Trener Jan Urban mówił, że jako obrońcy dużo rozmawiacie, dyskutujecie. Pomaga ci to?

- To dla mnie ważne. To nie jest sport indywidualny, dopiero gdy cały zespół gra dobrze, to każdy po kolei gra lepiej. W wielu sytuacjach w meczu nie ma czasu na długie dyskusje, dlatego robimy to na treningach. Wiemy, jak kolega podchodzi do asekuracji, skąd biegnie. Potem w trakcie meczu tylko sobie podpowiadamy.

Macie podobne poglądy na piłkę?

- W wielu rzeczach się nie zgadzamy. Stąd te dyskusje. To kolejna piękna rzecz w piłce, że nie ma jednego rozwiązania na dany problem. Po to trzeba rozmawiać, żeby wypracować kompromis, który każdy będzie rozumiał. Wszyscy mamy opinie, ale przecież na tym polega piłka, że można to podważyć. Dlatego trzeba wypracować jedną wersję.

Jak więc ty lubisz grać w piłkę?

- Futbol to tyle pomysłów. Ja lubię się uczyć nowych punktów widzenia. Ale przede wszystkim chcę wygrywać i widzę, że najłatwiej to wychodzi, gdy cała drużyna pracuje razem. Gdy jest zsynchronizowana. To dobre uczucie, kiedy wiemy, że mamy plan i go egzekwujemy. I on działa. Można grać na wszystkie możliwe sposoby, ale wszystko sprowadza się do tego, żeby każdy rozumiał, co ma robić.

Więc dla ciebie i Barcelona, i Atletico grają piękną piłkę.

- Chodzi o to, żeby z każdego zawodnika wycisnąć jak najwięcej. Tak dobrać taktykę, by to się udało. To jest najpiękniejsze w piłce.

Chciałbyś zostać trenerem?

- Zastanawiałem się nad tym już tyle razy. Czasem myślę, że byłoby świetnie, że chciałbym się w tym realizować, a potem się rozmyślam. Lubię piłkę, lubię ją analizować, więc możliwe, że kiedyś będę trenerem. Ale nie podjąłem jeszcze żadnych decyzji.

Twój kontrakt kończy się w grudniu. Negocjujesz już nową umowę?

- Jeśli mam być szczery, to skupiam się tylko na tym, co dzieje się teraz. Po sezonie będę się nad tym zastanawiał.

Ibrahimoviciowi włączył się Prijović! Fantastyczna ekstraklasa [MEMY]

Więcej o: