MŚ Londyn 2017. Malwina Kopron postraszy Anitę Włodarczyk? "Niech się boi. Nadciąga świeża krew"

- Mam nadzieję, że to początek mojej wielkiej kariery. Dalej będę musiała ostro zasuwać, czyli dwa treningi dziennie, czasem 11 jednostek w tygodniu. Nie ma zmiłuj. Liczę tylko, że znajdę sparingpartnerkę. Zimą przesiaduję sama w siłowni po 3,5 godziny. Można zwariować - opowiada Malwina Kopron, 22-letnia brązowa medalistka mistrzostw świata w rzucie młotem.

Gdy prowadziłaś po pierwszej serii, pomyślałaś: „Niech ten konkurs się szybko kończy”?

- Tak. Ale oczywiście wiedziałam, że Anita wygra. Obecnie prezentuje nieosiągalny poziom. To była tylko kwestia czasu. Miałam nadzieję, że żadna z pozostałych rywalek nie zdoła mnie przerzucić. Po czwartej kolejce modliłam się, żeby już zakończył się ten finał. Nerwowo czekałam na kolejne rzuty Sophie Hitchon, Hanny Skydan i Wenxiu Zhang.

Po pierwszym świetnym rzucie nagle się zablokowołaś. Trzy spalone próby. Co się stało?

- Zgasłam. Dziadzio, mój trener, powiedział, że zbladłam. Chyba też trochę byłam zmęczona. Starałam się cokolwiek poprawić. Po pierwszym rzucie zmieniłam rękawice. To też może istotny wpływ. Zaczęłam się szarpać, za bardzo też się wyluzowałam. Powinnam być bardziej skupiona.

Po co zmieniałaś rękawice?

- Bo wierzyłam, że będzie jeszcze lepiej. Czasami na treningu rzucam w grubej rękawicy, a później zmieniam na cienką. Wtedy czucie jest trochę inne. Miało być dobrze, chciałam coś poprawić, ale nie wyszło. Z drugiej strony chyba skończyło się nienajgorzej.

Stresowałaś się przed startem?

- Właśnie nie. Byłam nadzwyczaj spokojna. Chociaż jak to przed startem. Myśli się kłębiły, pełna koncentracja i w efekcie pięć razy biegałam do łazienki. Efekt był taki, że na kontroli antydopingowej znowu spędziłam dwie godziny. To była długa noc, ale nie pierwsza taka sytuacja. Powoli się przyzwyczajam.

Dla wielu kibiców jesteś największym objawieniem tych mistrzostw.

- Mój medal nie jest żadną niespodzianką. Nie zapominajmy, że rok temu z wynikiem 72.74 m poprawiłam młodzieżowy rekord Polski do 23 lat. Wiem, że z sezonu na sezon będę rzucać jeszcze dalej. A do Londynu przyjechałam po medal. W końcu po to się startuje na mistrzostwach świata, prawda? 

A miałaś ochotę na cenniejszy krążek?

- Cieszę z trzeciego miejsca, chociaż... idealne byłoby srebro. Ale i tak wyszło fajnie. Jestem zadowolona z tego co mam. Przecież nie będę teraz marudzić. Na treningach rzucałam 76 m, a pięciokilogramowym 68 m. Można to przełożyć na 10 m dalej normalnym młotem [kobiety rzucają 4 kg]. W nieco lepszej dyspozycji mogło być naprawdę pięknie.

Obserwowałaś jak rzucają rywalki?

- Nie patrzę na innych. Podpatruję tylko technikę Anity lub Pawła Fajdka. Stanowią dla mnie wzór.

W listopadzie skończysz 23 lata. Szybko zaczynasz.

- Szybko i mam nadzieję, że to nie moje ostatnie słowo. Cały czas chcę się rozwijać. Na pewno mam nad czym pracować, do poprawy jest wiele technicznych elementóww. Daleko mi jeszcze do ideału.

W kolejnych sezonach zamierzasz jeszcze bardziej postraszyć Anitę Włodarczyk?

- Dlaczego nie? Niech się boi. Nadciąga świeża krew (śmiech).

Który jej element chciałabyś jak najszybciej wprowadzić u siebie?

- Luźne barki. To co ona robi w kole to jest poezja. Tego mi brakuje. Po prostu puścić luźno młot i się kręcić. Nie wiem dlaczego, ale nie mogę tego jeszcze opanować. Chyba jakieś stare nawyki się przypominają.

Ten brązowy medal traktujesz jak przełom w karierze?

- Na pewno finansowy (śmiech). Mam nadzieję, że to początek mojej wielkiej kariery. Dalej będę musiała ostro zasuwać, czyli dwa treningi dziennie, 11 jednostek w tygodniu w okresie zimowym. Nie ma zmiłuj. Liczę tylko, że znajdę w końcu sparingpartnerkę. Zimą przesiaduję sama w siłowni po 3,5 godziny. Można zwariować.

Wielu sportowców po przekroczeniu wieku młodzieżowca staje przed trudnym wyborem: praca czy kontynuacja treningów. Też miałaś podobny dylemat?

- Na szczęście znalazłam prywatnego sponsora. Zakłady Azotowe Puławy. Bez niego ciężko byłoby mi się przygotować do mistrzostw w Londynie. W tym roku nie otrzymałam pełnego szkolenia i musiałam szukać wsparcia z zewnątrz. Mój dziadek Witold Kopron, który jest moim trenerem też nie dostał dofinansowania. Latałam więc gdzie się da i szukałam sponsorów. Teraz po zdobyciu medalu będzie łatwiej. Otrzymam szkolenie i będę się przygotowywać, gdzie tylko zechce. Oczywiście nadal będę trenować z dziadkiem

Ma 69 lat, ale wciąż mnóstwo energii.

- Dziadek jest super. Bardzo dobrze nam się współpracuje. Nie ma czasu na nudę. Oprócz ciekawych treningów funduje mi też inne atrakcje. Jest myśliwym i uczy mnie strzelać do rzutek. To taka moja mała zajawka. Na więcej hobby nie mam czasu.

Nie ma z tobą chyba łatwo. Charakterna z ciebie zawodniczka.

- Nie jestem trudna we współpracy. Tylko bardzo nie lubię jak coś mi nie wychodzi. Najbardziej się przez to wkurzam. Dziadek mnie zna i wtedy macha ręką. Wie, że za dziesięć minut mi przejdzie. Jak to mówi: „babcia jest taka sama”.

Z wcześniejszym trenerem Czesławem Cybulskim miałaś zupełnie inne relacje. Rozstaliście się w niezbyt dobrej atmosferze.

- Proszę nie rozmawiajmy o tym. Mam zbyt dobry humor.

Już we wtorek rano musiałaś opuścić hotel i wracać do Polski. Nie chciałaś pozwiedzać Londynu?

- Chciałam i trochę żałuję, że tak szybko stąd wyjeżdżam. Nawet nie zdążyłam kupić pamiątkowej koszulki. Jakoś dziwnie te bilety kupiliśmy. Z drugiej strony dziadek chciał, żebym jeszcze trochę potrenowała. Przed mną pięć startów. Najbliższy 15 sierpnia podczas Memoriału Kamili Skolimowskiej w Warszawie. Zapraszam wszystkich kibiców. Wejście darmowe. Dzień później wyjeżdżam na Uniwersjadę do Tajwanu. Trzymajcie kciuki!