Reprezentacja koszykarskich harpaganów. "Chcemy wywołać chaos"

Obrona, agresja, energia, destrukcja, a nawet chaos - te pięć słów definiuje reprezentację Polski koszykarzy na starcie eliminacji mistrzostw świata. - Igor Milicić powtarza, że to ma być drużyna harpaganów. A z kontrolowanego chaosu może się wiele dobrego urodzić - mówi Marcel Ponitka.

Młodszego z braci Ponitków cytujemy już na wstępie, bo w gronie piętnastu graczy przygotowujących się w Warszawie do czwartkowego, wyjazdowego meczu z Izraelem, to on wydaje się być uosobieniem stylu gry, który chce narzucić nowy selekcjoner. 24-letni gracz rosyjskiej Parma Basket jest dobrze zbudowanym, mierzącym 192 cm wzrostu rozgrywającym z ogniem w oczach i olbrzymią chęcią do agresywnej gry w defensywie.

Zobacz wideo Milicić zastąpił Taylora. "Spodziewam się odmłodzenia kadry"

- Ale wszyscy w tej drużynie są w stanie zagrać w obronie tak, jak chce trener Milicić – zaznacza Ponitka. - Sami siebie tą agresywnością napędzamy, ona jest widoczna od pierwszych do ostatnich minut treningu. Wiadomo, wiele jest do zrobienia, poprawienia, ale widzimy, że samą obroną możemy wiele zdziałać. To będzie klucz do sukcesu dla tej odświeżonej kadry. Żeby tą agresywnością zabić wszystko, co dobre u rywala i z tego zrobić własną przewagę.

Wielki transfer Neymara? 'Wielcy piłkarze grają w Premier League'Sensacyjny transfer Neymara? "Wielcy piłkarze grają w Premier League"

O co chodzi z tym chaosem?

We wtorek, czyli drugiego dnia króciutkiego zgrupowania, widać było, że koszykarze kupują wizję Igora Milicicia, który szczegółowo przedstawił ją w rozmowie ze Sport.pl. Reprezentanci doskonale wiedzą, że to sam początek dłuższego procesu budowy zespołu, ale ich entuzjazm jest widoczny.

- Jest rewelacyjnie. Atmosfera jest świetna, choć jest także duża rywalizacja. Na treningach jest chaos, ale to jest dokładnie to, co chcemy wprowadzić do meczów. Wszystko idzie w dobrym kierunku – mówi Milicić.

O co chodzi z tym pożądanym chaosem? - Chaos to nasza obrona – tłumaczy selekcjoner. - Destrukcja przeciwnika pod każdym względem. Obroną pierś w pierś, bo będziemy bardzo blisko rywali w ich ataku pozycyjnym. Defensywą typu "wall", czyli stawianiem ściany przed graczem z piłką, gdy rywal będzie szybko przechodził do ataku. Wysokim i agresywnym graniem na zasłonach. To wszystko złoży się na chaos, który chcemy wywołać u przeciwników. "Chaos" to też termin, którym nazywamy jedną z naszych zagrywek – mówi Milicić.

Koszykarze precyzują: - To prawda, trener otwarcie mówi nam, że mamy wprowadzać chaos w ataku przeciwnika. Mamy różne warianty, różne typy obrony, którymi chcemy zaskakiwać – mówi Tomasz Gielo, skrzydłowy ledwie 27-letni, ale już posiadający najdłuższy staż w drużynie, która zagra z Izraelem. – Na dotychczasowych treningach zajadłość i aktywność jest na tak wysokim poziomie, że być może wprowadza trochę chaosu w naszym ataku. Ale spokojnie, każdy trening nam pomaga, aklimatyzujemy się, nabieramy pewności siebie.

- Mamy predyspozycje do tego, żeby, za przeproszeniem, zapieprzać na boisku i zostawić na nim serce – dodaje Ponitka. – A z tego chaosu może się wiele dobrego urodzić. Ale to ma być kontrolowany chaos, agresywność w każdym momencie meczu.

Chaos wywoływany w grze rywali, to także odpowiedź reprezentacji Polski na specyfikę eliminacji, w których każdy zespół ma mało czasu na przygotowania, a składy różnią się z okienka na okienko i są determinowane kalendarzem rozgrywek Euroligi czy NBA. Drużyny są mniej zgrane, Polacy chcą to wykorzystać.

Jacek KurskiSkoki mogą wrócić do TVP. Kurski ma plan. "Nie takie ustawy przechodziły"

 

Tylko dwóch graczy z mistrzostw świata

Przyglądanie się reprezentacji w przeddzień startu eliminacji mistrzostw świata, jest wrażeniem ciekawym, nowym. W składzie, który pod okiem Milicicia trenuje w Warszawie, jest tylko dwóch uczestników mistrzostw świata w Chinach. Turniej, w którym Polacy wygrali cztery pierwsze mecze i ostatecznie zajęli nadspodziewanie dobre, ósme miejsce, odbył się ledwie dwa lata temu: z jednej strony był szczytowym momentem kadry prowadzonej przez Mike’a Taylora, z drugiej – dziś to widać - początkiem jej końca.

W reprezentacji nie ma już amerykańskiego trenera (PZKosz zakończył współpracę), kapitana z mistrzostw świata Adama Waczyńskiego (zrezygnował z występów w kadrze), Łukasza Koszarka (został dyrektorem sportowym reprezentacji), Aarona Cela, Adama Hrycaniuka, Damiana Kuliga, A.J. Slaughtera (brak powołania od Milicicia), a także nieobecnych już dłużej Karola Gruszeckiego i Kamila Łączyńskiego.

Na dodatek z powodu kontuzji twarzy na mecze z Izraelem i Niemcami wypadł Michał Sokołowski, a Mateusz Ponitka dołączy do reprezentacji dopiero przed tym drugim spotkaniem – Euroliga wciąż jest w konflikcie z FIBA i nie dostosowuje kalendarza rozgrywek do eliminacyjnych okienek. 25 listopada, w dniu meczu z Izraelem, Ponitka gra z Zenitem Sankt Petersburg wyjazdowy mecz z Panathinaikosem Ateny.

Kończąc tę wyliczankę – w kadrze Milicicia jest tylko dwóch zawodników, którzy dwa lata temu zagrali na mistrzostwach świata: Aleksander Balcerowski i Dominik Olejniczak. Idzie nowość i świeżość pod wieloma względami. Czy za nimi od razu pójdą wyniki? Trener i zawodnicy – część z nich z doświadczeniami z silnych europejskich lig - mają nadzieję, że tak. Ale wspominają równocześnie, że są dopiero na początku drogi.

Zadanie jest jedno – dwa zwycięstwa

Czwartkowy mecz w Izraelu będzie trudny, bo jakoś tak się składa, że dla reprezentacji Polski od kilku lat jest to rywal niewygodny. Jak wypadnie w starciu z nim nowa drużyna? - Wierzę, że zaskoczymy Izrael naszą fizycznością, natomiast nie wiem, jak będziemy realizować założenia taktyczne w tak gorącej atmosferze, którą spodziewamy się poczuć w Izraelu – przyznaje Milicić. - Nie wiem, jak ten młody, nowy zespół zareaguje na pełną halę i mocne kibicowanie. Ale spróbujemy wykorzystać to jako bodziec i dodatkową motywację.

- Jeśli chodzi o taktykę, to wprowadzamy tyle, ile możemy. Sporo jak na dwa dni, ale mało w porównaniu do tego, co by się chciało i co jest niezbędne do pełnego funkcjonowania. Ale nie chcieliśmy przeładować głów zawodników – dodaje trener.

Pytany o brak liderów, starszyzny, jak sam określił Mateusza Ponitkę i Michała Sokołowskiego, przyznaje. – Nie ma jej. Tomek Gielo, Jarek Zyskowski, Olek Balcerowski czy Dominik Olejniczak grali już w kadrze, ale nie mieli dotychczas tak dużych ról, by czuć na sobie odpowiedzialność. Teraz każdy z nich będzie ją miał. Ale każdy może wskoczyć do pierwszej piątki. Nie ma podzielonych ról, to ma być zespół – zapowiada Milicić.

W rozmowach po wtorkowym treningu dominowały terminy defensywne, ale pytaliśmy także o drugi koniec boiska, o ofensywę. - Jeżeli chodzi o silne strony w ataku, to na tę chwilę nie ma o czym rozmawiać – przyznaje Ponitka. - Oczywiście, mamy przygotowaną taktykę ofensywną, jest ona uproszczona, bo nie mamy wiele czasu. Rozumiemy założenia systemu, wiemy, jak mamy się zachować. Najważniejsze, żeby to wszystko grać z głową, z sercem, z przywiązaniem do detali, czego oczekuje trener. To, w połączeniu z fizycznością, może nam dać przewagę. Musimy być jednością i grać o zwycięstwo. Liderzy punktowi i mentalni, ci którzy potrząsną zespołem w ważnym momencie, będą się zmieniać.

- Presja na zespole? Ona pojawia się wtedy, kiedy nie jesteś przygotowany – podkreśla Gielo. – A my będziemy przygotowani na najbliższe spotkania i wiemy, że mamy szansę, czujemy ją. Jasne, tej nowej drużynie wszyscy dają na starcie czas, ale my jesteśmy tutaj tylko po to, by wygrać spotkania z Izraelem i Niemcami. Pewnie, mogą nam się przydarzać gorsze momenty, ale będą też lepsze. Zadanie jest jedno – dwa zwycięstwa – kończy skrzydłowy reprezentacji.

Więcej o: