Bez nich trudno wyobrazić sobie igrzyska. Awansowali w ostatnim momencie!

Piotr Wesołowicz
Święto w Walencji! Hiszpańscy koszykarze ograli w finale turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk Bahamy 86:78 i rzutem na taśmę zgarnęli bilety do Paryża. Koszykówka to dyscyplina, która jako ostatnia wręczała olimpijski akces - pisze z Walencji Piotr Wesołowicz, dziennikarz Sport.pl.

To był obrazek, który zrobił wrażenie. Idąc do hali "La Fonteta", gdzie odbywał się finał kwalifikacji olimpijskich, przez szybę dojrzeliśmy - razem z hiszpańskimi kibicami - koszykarzy ich kadry. "La Familia", jak mówi się tutaj na drużynę narodową, tańczyła, śpiewała, motywowała się do walki.

Zobacz wideo Dziennikarz Sport.pl sprawdził swoje piłkarskie umiejętności

Ich przedmeczowy rytuał wywołał uśmiechy wśród kibiców, ale i pytanie: czy hiszpańscy koszykarze będą też świętować za kilka godzin, gdy stanie się jasne, kto zgarnie bilety do Paryża: "La Familia" czy Bahamy?

Wspaniała atmosfera w "La Fontecie"

Wskazać faworyta było trudno. Z jednej strony Hiszpanie - gospodarze, mistrzowie Europy z 2022 r., ale i drużyna, która przechodzi rewolucję. Z drugiej Bahamy, zespół, który nigdy do igrzysk się nawet nie zbliżył, ale rok temu wyrzucił z walki o Paryż potężną Argentynę, a w Walencji - podczas turnieju kwalifikacyjnego - mknął od zwycięstwa do zwycięstwa, napędzany przez gwiazdy NBA. 

- Jesteśmy małym krajem, a mamy tylu fantastycznych sportowców. To nas napawa dumą - mówił przed tym starciem Buddy Hield. - Bahamy są niesamowite, ale my mamy za sobą tłumy fanów - kontrował Willy Hernangomez z kadry Hiszpanii.

I rzeczywiście: hiszpańscy kibice "La Fontecie" robią niesamowitą atmosferę. W niedzielę znów wypełnili halę, znów grali na trąbkach i bębnach i głośno śpiewali. Na trybunach było widać grupki fanów z Finlandii i Polski - drużyn, które z turniejem kwalifikacyjnym już się pożegnały, ale wciąż miały swoich przedstawicieli wśród publiczności.

Ta mieszanka stworzyła w niedzielę fantastyczną atmosferę, a koszykarze Hiszpanii i Bahamów stanęli na wysokości zadania. Po pierwszej kwarcie był remis po 17, ale potem to gospodarze przejęli inicjatywę. Ich naturalizowany rozgrywający Lorenzo Brown trafił w drugiej kwarcie trzy trójki, które pozwoliły Hiszpanom się rozkręcić.

Igrzyska bez Hiszpanii? To się nie zdarzy

Hiszpanie w półfinale z Finlandią (wygranym 81:74) długo się męczyli, w całym turnieju nie zachwycali, ale nie wolno im odbierać doświadczenia. Aż dziewięciu z 12 graczy zespołu pamięta triumf z Berlina w 2022 r. Ta ekipa - z Sergio Llullem, Rudym Fernandezem, czy Willym Hernangomezem - wie, jak zwyciężać.

W niedzielę Hiszpania to potwierdziła. "La Familia" kontrolowała mecz. Od kiedy w połowie drugiej kwarty wyszła na prowadzenie, już go nie oddała, prowadziła nawet 14 punktami. Dopiero dwie minuty i 46 sekund przed końcem Bahamy zbliżyły się na osiem (71:79) i siedem punktów (74:81), ale sprawę szybko wyjaśnił Willy Hernangomez. Dwie udane akcje gracza Barcelony w ataku, a potem wymuszony faul ofensywny ze strony Buddy'ego Hielda sprawiły, że kibice mogli śpiewać swoje elektryzujące: "Espana! Espana!".

Decydujące punkty z linii rzutów wolnych trafił Rudy Fernandez. Dla 39-letniej legendy europejskiej koszykówki będą to szóste (!) igrzyska w karierze. To absolutny rekord. I choć Hiszpania faworytem turnieju w Paryżu nie będzie, to igrzyska bez "La Familii" trudno sobie wyobrazić. A przede wszystkim - nie ma takiej potrzeby.

Hiszpania - Bahamy 86:78

Kto zdobędzie koszykarskie złoto igrzysk?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.