Sochanomania wykracza daleko poza parkiet. "Nasz eksportowy towar"

Piotr Wesołowicz
Jeremy Sochan - jak rapuje artysta Oki - to nasz "eksportowy towar". I przyszłość polskiej koszykówki. W Walencji, mimo że odpadliśmy z gry o igrzyska, dał jakość, jakiej w kadrze nie było. Koszykarz San Antonio Spurs zadeklarował, że zawsze będzie grał dla kadry, a my pielęgnujmy w nim te uczucia - pisze z Hiszpanii Piotr Wesołowicz, dziennikarz Sport.pl.

Gdybyśmy w czwartek z Finlandią wygrali – ech, gdybyśmy… – to byłaby kluczowa akcja tego meczu.

Zobacz wideo Co dalej z Lewandowskim? "To brzmi jak kiepski żart"

Akcja, w której główną rolę odegrał Jeremy Sochan. Było 50 sekund do końca. Prowadziliśmy 88:87, ale posiadanie mieli Finowie. Edon Maxhuni kozłował piłkę, szukał podania, ale jego moment zawahania idealnie wyczuł Sochan. Wyrwał mu piłkę i pognał do ataku. "Zatrzasnął mu drogę!" – pisała o tej akcji FIBA.

Co było dalej, jest już historią. To Finowie wygrali 89:88 i w półfinale turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk zagrają w sobotę z Hiszpanią. My zaś odpadamy z grupy po dwóch porażkach i kończymy śnić o Paryżu.

I choć przed koszykarską kadrą wiele pytań, ocen, wątpliwości, to przy jednym nazwisku możemy postawić wykrzyknik, albo nawet trzy – obecność w drużynie Jeremy'ego Sochana to zwycięstwo reprezentacji Polski.

Sochan to elitarny koszykarz. I nowa jakość w kadrze

W meczu z Finlandią skrzydłowy San Antonio Spurs wypadł znakomicie. Zdobył aż 20 punktów (trafiając siedem z 11 rzutów z gry, w tym celną trójkę w swej jedynej próbie), zebrał osiem piłek, miał po trzy asysty i przechwyty i tylko jedną stratę. A to znaczy, że szybko wyciągnął wnioski po meczu z Bahamami, kiedy miał ich aż sześć.

Przede wszystkim był jednak znakomitym, elitarnym obrońcą. Nie tylko w akcji, kiedy powstrzymał Maxhuniego. Cały mecz naciskał na graczy z piłką, wywierał presję, przeciwników z różnych pozycji zmuszał do błędów.

Już po meczu z Bahamami (przegranym przez nas 81:90) jego defensywę docenił kolega z San Antonio Victor Wembanyama. "Psycho defense" – napisał na Instagramie o akcji, w której Sochan szaleńczo powstrzymywał Erika Gordona. I któremu ostatecznie wyrwał piłkę z rąk. W tym pierwszym meczu zdobył 16 punktów, miał 10 zbiórek i trzy asysty - to też był bardzo dobry występ.

Początkowo mogliśmy mieć wątpliwości, czy Sochan dopasuje się do drużyny. Po debiucie w 2021 r., w zupełnie innym świecie, nie było go w kadrze aż do tego lata. Długo się zresztą rozkręcał – na zgrupowanie kadry stawił się po tygodniu przygotowań, w pierwszych trzech sparingach nie zagrał, z Nową Zelandią i Filipinami wciąż zrzucał z siebie rdzę wynikającą z trzymiesięcznej przerwy spowodowanej kontuzją. Ale po meczach w Walencji – mimo że przegranych – widać, że 21-latek daje Biało-Czerwonym zupełnie nową jakość.

Jakość, jakiej w kadrze nie było. Oczywiście – w drużynie Igora Milicicia wciąż najważniejsze role odgrywają kapitan Mateusz Ponitka, Michał Sokołowski, A.J. Slaughter czy Aleksander Balcerowski. Ale Sochan wpasował się do drużyny idealnie.

Jeśli myśleliśmy, że będzie tylko graczem zadaniowym – elitarnym, ale zadaniowym – on zadał temu kłam. Brał na siebie ciężar, kiedy nie mieliśmy pomysłu, co zrobić z piłką, on cieszył się z tej odpowiedzialności – upychał się pod kosz, rzucał z półdystansu, albo z obwodu. Po zbiórkach w obronie wyprowadzał piłkę, starając się przyspieszać atak.

Sochanomania wykracza daleko poza parkiet

"Waleczny, wszechstronny, dynamiczny, zadziorny" – pisał o nim Łukasz Cegliński ze Sport.pl, oceniając jego występ na "pięć minus". Sochan w końcówce z Finlandią trafił tylko jeden z trzech rzutów, zgasł, ale z drugiej strony – kto w polskim zespole nie zgasł na finiszu? To przecież była zapaść.

Długo nie dowierzaliśmy, że Sochan tego lata dołączy do reprezentacji. Już rok temu deklarował, że zagra dla drużyny Milicicia, ale wtedy wybrał rehabilitację po kontuzji i spokojny powrót do formy. Teraz mogło być podobnie – na finiszu sezonu doznał kontuzji, szybko jednak przeszedł zabieg i ekspresowo wrócił do zdrowia. I deklarację podtrzymał – nie odpuścił reprezentacji.

I o ten skarb powinniśmy walczyć. Sam Sochan spytany o chęć gry dla kadry, dziennikarzowi Karolowi Śliwie odpowiedział: – Zawsze będę reprezentował kraj i co mogę, to wszystko z siebie daję.  

Oby za rok tę deklarację podtrzymał. Wszak w 2025 r. jesteśmy współgospodarzami EuroBasketu. Dwa lata temu na mistrzostwach Europy byliśmy w najlepszej czwórce, ale w kolejnej edycji mamy szansę na równie piękną historię – z Sochanem w składzie, a być może także z Brandinem Podziemskim z NBA, jeśli ten zdobędzie polski paszport i uda się go przekonać do reprezentowania kraju przodków.

Walczmy, tym bardziej że sochanomania już nas dosięga. Podczas czerwcowych sparingów w katowickim Spodku oraz w Sosnowcu tysiące ludzi chciało zobaczyć właśnie Jeremy'ego, setki osób nosiły jego koszulki i ze Spurs, i z kadry, a te, które sprzedawano na stoisku w hali, rozeszły się na pniu.

Ale wpływ Sochana wykracza daleko poza parkiet. To reprezentant "zetek" wśród reprezentacyjnych millenialsów. Młody, kolorowy chłopak, który żyje nie tylko koszykówką, ale pojawia się na scenie ze swoim przyjacielem raperem Okim, bywa na salonach. Jest reprezentantem innego, nowego świata.

W końcu – jak rapuje Oki – Sochan to nasz "eksportowy towar". I przyszłość polskiej koszykówki.

Czy Jeremy Sochan zagra na EuroBaskecie 2025?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.