Kolarstwo. Tour de Dopage, czyli EPO w termosie i przy szosie

Na kilka dni przed startem Tour de France 2013 ?L'Equipe? ujawnia, że zdecydowana większość uczestników wyścigu z 1998 roku przyjmowała EPO. W bogatym w przeróżne skandale wyścigu kolarze musieli organizować koks we własnym zakresie. Czołowe miejsca zajęli ci, którym się to udało. Pierwszym, którego nazwisko ujawniono w kontekście afery dopingowej jest Laurent Jalabert. Tegoroczny TdF wystartuje 29 czerwca. Relacje na żywo w Sport.pl i aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

Niemal we wszystkich próbkach moczu uczestników TdF sprzed 15 lat są ślady EPO - ujawnił "L'Equipe". Francuska Agencja ds. Zwalczania Dopingu zbadała je w 2004 r. Analiza miała anonimowy charakter, ale niedawno senacka komisja zajmująca się walką z dopingiem skorelowała wyniki z nazwiskami. Ogłoszono pierwsze. To Francuz Jalabert. Nietrudno odgadnąć kolejne.

TdF z 1998 roku przeszło do historii jako "Tour de Dopage", czyli "Wyścig dopingu". Zaczęło się od wielkiej afery na francuskiej granicy. Policja zatrzymała samochód grupy Festina, prowadzony przez belgijskiego masażystę Willy'ego Voeta. W środku znaleziono 234 dawki EPO, 82 fiolki hormonu wzrostu, 180 kapsułek testosteronu, amfetaminę, a nawet szczepionki przeciw zapaleniu wątroby - na wszelki wypadek, biorąc pod uwagę liczbę zastrzyków, które przyjmowali ich kolarze, m.in. jeden z najwybitniejszych wspinaczy wszech czasów Richard Virenque, a także Christophe Moreau i Alex Zuelle. Okazało się, że grupa miała specjalny budżet przeznaczony na doping. Zrzucali się na niego także sami kolarze. Każdy po kilka tysięcy dolarów.

Zuelle trafił nawet do aresztu. - Każdy wiedział, że wszyscy w peletonie biorą. Miałem wybór: dołączyć do nich, albo spakować się i wracać do pracy malarza. Żałuję, że kłamałem, ale nie miałem wtedy wyboru - wspominał po latach. Zatrzymano również Nicolasa Terradosa, lekarza grupy ONCE, w której jeździł Jalabert.

Reszta ekip wiozła na TdF podobnej wielkości arsenał, ale słysząc, co stało się z Festiną, szybko zareagowała. Jak zdradził w swojej w książce "Wyścig tajemnic" Tyler Hamilton, kolarze topili koks w autokarowych i hotelowych sedesach. Masażystka grupy U.S. Postal Emma O'Reily w rozmowie z Davidem Walshem zdradziła, że wartość wyrzuconych sterydów grupa oceniła na 25 tysięcy dolarów.

Ale gdy po negocjacjach prowadzonych przez Jeana-Marie Leblance'a, dyrektora imprezy, policja przestała węszyć, co odważniejsi zaczęli organizować EPO we własnym zakresie. Dostawali go od swoich narzeczonych, mechaników, kuzynów czy kumpli z baru. "Gdy władze zamykały jedne drzwi, kolarze otwierali dwa okna" - wspomina Hamilton. I tak kolarze słabego zespołu Polti chowali swoje dawki EPO w termosach, które wkładali do odkurzacza. Zawodnicy z ekipy GAN rozmieszczali fiolki tego środka wzdłuż trasy.

Wyścig wygrał Marco Pantani, drugi był Jan Ullrich, który - jak stwierdził po dwóch latach Lance Armstrong - "od kortyzonu [kolejny niedozwolony środek - przyp. koma] miał głowę spuchniętą jak pier... dynia". Włochowi już w 1999 r. udowodniono stosowanie dopingu, Niemiec przyznał się do zażywania niedozwolonych środków dopiero w czerwcu tego roku.

Dalsza kolejność była wręcz sensacyjna - czołowe miejsca zajęli nie najmocniejsi, lecz ci, którzy mieli odwagę, by o planie awaryjnym w ogóle pomyśleć. Prawdziwą rewelacją imprezy okazali się anonimowi wcześniej kolarze z Cofidisu. Bobby Julich, którego w poprzednich edycjach stać było na miejsca 40-60, skończył wyścig na trzecim miejscu. Christophne Rinero był tuż za nim, a Roland Meier był siódmy i zwyciężył w klasyfikacji górskiej. Ich forma zrodziła wiele plotek - do dziś niektórzy sądzą, że jako jedyni w peletonie, mogli stosować perfluorokarbon (PFC), lub nawet przetaczać krew. Do dziś niczego im nie udowodniono. Senacka komisja pracuje, by to zmienić.

Więcej o: