Jeszcze w maju Śląsk Wrocław zdobywał wicemistrzostwo Polski, zaś kibice Lecha wściekali się na zarząd po słabym sezonie, kompletnie odpuszczająć doping w ostatniej kolejce. Od tego czasu minęło pięć miesięcy. Niedużo? W skali ogólnej może i tak, ale w futbolu niekiedy wystarczy, by wszystko stanęło na głowie. I dokładnie o czymś takim mówimy w przypadku tych dwóch drużyn.
Lech Poznań to dziś lider tabeli Ekstraklasy po ośmiu meczach. Bardzo imponujący lider, bo w dwóch ostatnich spotkaniach zdobył siedem goli, nie tracąc ani jednego, a grał przecież z Jagiellonią Białystok (5:0) i Pogonią Szczecin (2:0), czyli nie byle kim. Trener Niels Frederiksen zupełnie odmienił ten zespół i tchnął nowe życie w piłkarzy takich jak Afonso Sousa czy Dino Hotić. Przeciwko Śląskowi nie mógł z kolei skorzystać z kontuzjowanego Mikaela Ishaka.
Co do wrocławian, tam też wszystko się zmieniło, ale zdecydowanie na gorsze. Z wicemistrza Polski odszedł król strzelców poprzedniego sezonu Erik Exposito, lider środka pola Patrick Olsen, a dodatkowo tuż przed starciem z Lechem do Maccabi Hajfa przeniósł się Nahuel Leiva. Do tego regres formy wielu innych piłkarzy, zwłaszcza w defensywie. Efekt? Po wygranej Stali Mielec z Motorem Lublin (1:0) Śląsk musiał w Poznaniu wygrać, by nie skończyć kolejki na ostatnim miejscu w tabeli. W dodatku bez lidera obrony Aleksa Petkowa, który tak jak Ishak doznał urazu.
Można było się spodziewać, że to Lech przejmie piłkę i będzie starał się rozmontować defensywę rywali, a Śląsk ustawi się nisko, czyhając na kontry. I faktycznie już pierwsze minuty dokładnie tak wyglądały. W 14. minucie świetną okazję na gola miał Afonso Sousa obsłużony podaniem od Antoniego Kozubala, ale strzelił prosto w bramkarza. Ogólnie widać było ogromną lekkość i swobodę w rozegraniu. Śląsk z kolei głównie starał się nadążać. I lobować Bartosza Mrozka, bo w 27 minut próbowali tego aż trzy razy.
Jak im wychodziło? Różnie. Na przykład w 24. minucie ani trochę, bo właśnie niefrasobliwość defensywy gości wykorzystał Antonio Milić, ale trafił w słupek, z kolei dobitkę Filipa Szymczaka już zablokowali obrońcy. Pięć minut później sam na sam z Leszczyńskim znalazł się Kozubal, lecz uderzył obok bramki. Lech dominował, Lech wykorzystywał wolne przestrzenie (a tych było sporo). Brakowało im jedynie jakości przy strzałach i to właśnie sprawiło, że do przerwy było 0:0.
Druga połowa nie zmieniła wiele jeśli chodzi o przebieg meczu. Gospodarze wszystko robili dobrze aż do momentu strzału. Wtedy ciągle czegoś brakowało. Na przykład szczęścia, jak Dino Hoticiowi, który w 60. minucie z około 20 metrów obił słupek. Oliwa jednak lubi być sprawiedliwa. Dlatego w 68. minucie oblężenie bramki rywali przyniosło efekt. Zgraną przez Fiabemę piłkę opanował w polu karnym Filip Szymczak i przy porażającej bierności Simeona Petrowa oddał skuteczny strzał obok bezradnego Leszczyńskiego.
Wydawało się, że to może na dobrze otworzyć worek z bramkami. Jednak Lech nie atakował już tak huraganowo jak wcześniej. Nawet Śląskowi udało się wypracować świetną okazję i gdyby nie blok obrońców w ostatniej chwili, Jakub Jezierski najpewniej wyrównałby stan meczu. Nie udało się to jednak ani jemu, ani nikomu innemu. Mecz zakończył się wygraną gospodarzy 1:0, co jest ich siódmym zwycięstwem w tym sezonie.
Lech umocnił się na pozycji lidera Ekstraklasy, a Śląsk, wciąż czekający na wygraną w lidze, zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. Pierwszego zwycięstwa poszuka w sobotę 28 września w Lublinie w starciu z Motorem. Poznaniacy dzień później zagrają z Koroną Kielce. Wcześniej, czyli 26 września, rozpoczną rywalizację w krajowym pucharze, gdzie zagrają z Resovią Rzeszów na wyjeździe. Śląsk jako już były uczestnik europejskich pucharów zacznie zmagania w PP od kolejnej rundy.
Gole: Filip Szymczak’68
Lech: Mrozek (gk) – Pereira, Douglas, Milić, Gurgul – Murawski (k), Kozubal (46’ Jagiełło), Sousa (84' Loncar) – Hotić (63’ Gholizadeh), Szymczak (76’ Lisman)), Walemark (63’ Fiabema)
Trener: Niels Frederiksen
Śląsk: Leszczyński (gk) – Żukowski, Petrov, Bejger, Macenko (76’ Guercio) – Pokorny (k), Baluta (66’ Świerczok) – Schwarz – Eyamba (60’ Cebula), Musiolik (77’ Jezierski), Samiec-Talar (77’ Ortiz)
trener: Jacek Magiera
Komentarze (11)
Wynik nie oddaje tego, co Lech wyczyniał na boisku! Wicemistrz Polski na dnie