TBL. Jak Karnowski został seniorem

Skoro Przemysław Karnowski potrafi mimo swoich braków zdobyć aż 27 punktów przeciwko czołowemu środkowemu ligi, skoro jest bohaterem zwycięskiego meczu średniaka z kandydatem do medalu, skoro dokonuje tego w wieku 18 lat, to powody do zadowolenia są. I to duże - pisze po najlepszym meczu w karierze Przemysława Karnowskiego Łukasz Cegliński ze Sport.pl.

W sobotę Przemysław Karnowski, jeden z najbardziej utalentowanych polskich koszykarzy, stał się seniorem. 11 dni po swoich 18. urodzinach, w meczu z silnym Anwilem Włocławek z doświadczonym Corsley'em Edwardsem w składzie, zdobył 27 punktów, miał sześć zbiórek i tylko jedną stratę w 35 minut. Zdobył osiem ostatnich punktów Siarki Jezioro Tarnobrzeg, kiedy ta goniła gości w czwartej kwarcie. Uwaga! Pół sekundy przed końcem trafił trójkę - swoją pierwszą w seniorskiej karierze - i wyrównał wynik na 93:93. W dogrywce Siarka była lepsza, wygrała 109:104.

W poprzednich tygodniach Karnowski miał dobre mecze - zdobył 16 punktów z AZS Koszalin, 17 z AZS Politechniki Warszawskiej. Ale 27 przeciwko Anwilowi i Edwardsowi?

Tak, w sobotę Karnowski stał się seniorem!

- Przemek Karnowski pokazał, że jest jednym z największych talentów w Europie, że jest bardzo dobrym środkowym tej ligi - mówił Sport.pl trener Anwilu Emir Mutapcić. - I mówię to nie tylko dlatego, że Karnowski zdobył 27 punktów, ale także dlatego, że grał bardzo dobrze w obronie, że grał z drużyną, był jej silnym punktem. Pokazał wielki talent - powtarzał Mutapcić chwaląc Karnowskiego, który od dwóch lat błyszczy w Europie i na świecie z reprezentacją juniorów złożoną przede wszystkim z graczy urodzonych w 1993 roku, a teraz debiutuje w TBL.

33-letni Edwards, który w sezonie 2004/05 rozegrał 25 meczów w NBA w New Orleans Hornets, a potem zwiedził pół świata grając i w ligach silnych, i słabszych, mówił o Karnowskim: - To wielki talent. Ma duży potencjał i ogromne możliwości. By wejść na wyższy poziom musi tylko dużo pracować nad manewrami, rzutami, grą tyłem do kosza. Musi być twardy, musi walczyć i trafiać ważne rzuty w każdym meczu.

Edwards to najlepszy obecnie strzelec TBL - zdobywa po 18,9 punktu, ma też po 7,8 zbiórki w meczu. Należy do grona najlepszych środkowych ligi, która w tym sezonie pod względem graczy na tej pozycji jest mocniejsza niż w poprzednich latach. - Pamiętam, że kiedy byłem w wieku Przemka, to jak grałem przeciwko najlepszym graczom na swojej pozycji w otoczeniu, to zawsze się wyjątkowo mobilizowałem. Przemek też to zrobił, ale żeby wejść na wyższy poziom, musi tak grać w każdym meczu. Nie tylko z dobrymi zespołami, nie tylko przeciwko silnym środkowym, ale zawsze, w każdej sytuacji. Musi być twardy, musi walczyć i trafiać ważne rzuty w każdym meczu - radził Karnowskiemu Edwards.

Karnowski dobrze pilnował Amerykanina pod koszem, bo w defensywie grał rozważnie. Nie nabierał się na zwody Edwardsa, dobrze ustawiony czekał z wyciągniętymi do góry rękami i przeszkadzał w oddawaniu rzutów. Nie zablokował żadnego z nich, ale też nie ułatwił gry Edwardsowi swoimi pomyłkami - Amerykanin, który zwykle ma ponad 50 proc. skuteczności z gry, w sobotę trafił siedem z 14 rzutów, zdobył 16 punktów - trzy poniżej swojej średniej. Nie był takim atutem Anwilu, jak się spodziewano.

- Corsley Edwards to wspaniały zawodnik - szybki, mobilny, bardzo sprytny. Ale myślę, że się mu postawiłem - mówił po meczu Karnowski. - Cały tydzień przygotowywałem się psychicznie na tą walkę. Cieszę się, że skończyło się po naszej myśli.

Jak ocenia ostatnią akcję czwartej kwarty, kiedy nietypowym rzutem z dystansu doprowadził do dogrywki? - Cieszę się, że dostałem tą piłkę, choć nie miałem jej dostać. W ostatniej akcji do piłki mieli wyjść nasi obwodowi, albo Wojtek Barycz, ale obrońcy ich odcięli. Marek Piechowicz podał mi piłkę i rzuciłem - uśmiechał się środkowy Siarki.

Ozdobą spotkania były dwójkowe akcje Karnowskiego z Joshem Millerem. Amerykanin, który ze wzrostem 169 cm jest prawdopodobnie najniższym graczem w historii ligi, jest niesamowicie szybki i często mija obrońców, by wejść pod kosz. Ale wtedy... - Niscy penetrują, a inni gracze zbiegają wtedy z rogu pod kosz. Wysoki, który mnie kryje musi pomóc przy graczu z piłką. Często nam ta akcja wychodzi - opowiadał Karnowski, który w sobotę wykonał wiele wsadów po pięknych podaniach Millera (29 punktów, 11 asyst, także znakomite spotkanie).

- To nie jest akcja, która jest jakąś zaplanowaną zagrywką, po prostu rozmawiamy z Przemo o tym na treningach. Mówię mu, że jak mijam obrońcę, to może spodziewać się podania - mówił Miller. To w dużej mierze on jest odpowiedzialny za to, że średnia punktowa Karnowskiego urosła ostatnio do 12 na mecz.

Wady Karnowskiego? Są, a jakże, przecież ten chłopak ma dopiero 18 lat! Karnowski słabo zastawia się w polu trzech sekund, ma niewiele zbiórek (średnio 4,3 w meczu), a grając plecami do kosza zbyt często od niego ucieka i oddaje rzuty z półdystansu, zamiast wbijać się pod obręcz. Słabo wykonuje też rzuty wolne, których trafia 62 proc. (choć w dwóch ostatnich spotkaniach blisko 73 proc.).

Ale spójrzmy na to z drugiej strony - skoro Karnowski potrafi mimo tych braków zdobyć aż 27 punktów przeciwko czołowemu środkowemu ligi, skoro jest bohaterem zwycięskiego meczu średniaka z kandydatem do medalu, skoro dokonuje tego w wieku 18 lat, to powody do zadowolenia są.

I to duże, wielkie, ogromne!

Tym bardziej, że Karnowski nie sprawia wrażenia nastolatka, który chodzi z głową w chmurach. Wie, że musi jeszcze dużo i ciężko pracować, choć zdarzają mu się młodzieńcze błędy, których wymownym przykładem jest ostatnia kontuzja kostki - środkowy Siarki doznał jej po treningu, podczas zaimprowizowanego konkursu wsadów, ale po tym, jak zdjął z nóg ochraniacze. To wyłączyło go z gry na trzy mecze.

Ale wrócił w dobrym stylu. Mądrzejszy, lepszy, zadziwiająco skuteczny.

Tak, jakby z juniora zmienił się właśnie w seniora.

Tarnobrzeg, where amazing happens? Tydzień temu był tam wsad Ponitki