MŚ w biathlonie. Cel Polek w sztafecie - trafiać bez dobierania

Krystyna Guzik zaklina, by nie wciskać sztafecie medalu przed startem na mistrzostwach świata. Za dużo było niepowodzeń. Ale... - Jeżeli każdej z nas wyjdzie to, co umie najlepiej, to kibice będą mieli w piątek wiele radości. Relacja na żywo w Sport.pl od 17:15 w piątek. Transmisja w Eurosporcie.

- Wielokrotnie w ważnych zawodach działo się coś złego i nie mieściłyśmy się w ósemce - przypomina Guzik, jakby sugerując, że wredna historia lubi się powtarzać. W biatlonie nie ma pewniaków. Nie może być. Taka specyfika tej dyscypliny.

O tym, że Polki powinny odnosić sukcesy w sztafecie, mówi się od dwóch sezonów. I nic. W Soczi to właśnie Guzik pogrzebała szansę olimpijskiej sztafety, pudłując siedem z pierwszych ośmiu strzałów. Sugerowała, że ktoś przestawił jej ustawienia w karabinie, ale biatlonowy związek nie otrzymał zapisu monitoringu ze strefy dla zawodniczek i sprawa nigdy się nie wyjaśni.

W tym sezonie Guzik i Magdalena Gwizdoń biegały wolniej i przed mistrzostwami nikt nie wróżył sukcesu sztafecie. Ale dobre występy w sprincie (trzy Polki w pierwszej siódemce) i w środowym biegu indywidualnym (trzy Polki w czternastce) spowodowały, że oczekiwania znów wzrosły.

- Po udanym początku mistrzostw widać, że dziewczyny są zupełnie inaczej nastawione od startu. Nowa energia i optymizm mogą im pomóc - twierdzi wicemistrz olimpijski z 2006 r. i mistrz świata z 1995 r. Tomasz Sikora, ekspert Eurosportu.

Ostatni raz Polki zajęły miejsce na podium w 2008 r. w PŚ w Hochfilzen - co prawda po dyskwalifikacji Rosjanek za doping. Od tego czasu najlepszy wynik to czwarte miejsce podczas próby przedolimpijskiej w Soczi w 2013 r.

- Sztafeta to najbardziej skomplikowany bieg. 24 km i osiem strzelań czterech zawodniczek. Każda wie, które miejsce zajmuje jej poprzedniczka. Stoi na starcie, czeka i ma w głowie, że koleżanka zawaliła albo że pobiegła super. To ma na nią wielki wpływ, a już zwłaszcza na tę, która biegnie na ostatniej zmianie - mówi Kołodziejczyk.

Na ostatniej zmianie pobiegnie właśnie Guzik, mimo że po dwóch medalach zdobytych w sprincie i biegu pościgowym chciała to robić Weronika Nowakowska-Ziemniak. - Nieważne, na której zmianie się biegnie. Na każdej trzeba szybko pokonać trasę i celnie strzelać. Ja w pewnym sensie dopiero to odkrywam na nowo. Z takim podejściem byłabym w stanie startować na każdej zmianie.

Pobiegnie jako trzecia. Zacznie Monika Hojnisz, którą trener w tym sezonie przestawił z czwartej zmiany na pierwszą, zamieniając ją na Guzik. - Monika czasami słabnie w końcówce, a Krysia na ostatnich metrach może wykazać swoją bojowość - uzasadnia.

- Gdy zaczynałam biegać na pierwszej zmianie, trochę się tego obawiałam. Często jest sporo przepychania. Spisuję się na niej jednak na tyle dobrze, że teraz sama bym ją sobie wybrała - mówi Hojnisz.

W sztafecie - w odróżnieniu od startów indywidualnych - można dobierać naboje, maksymalnie trzy na każdym strzelaniu. Czas doładowania naboju i ponownego złożenia się do strzału to mniej więcej dziesięć sekund. Dopiero gdy po trzykrotnym dobieraniu na tarczy pozostają niezestrzelone cele, zawodniczka biegnie dodatkowe rundy. - Nie można jednak przez to ryzykować na strzelnicy. Na poziomie mistrzostw świata trzeba trafiać bez dobierania, pięcioma nabojami z magazynka - mówi Kołodziejczyk.

Choć nikt tego głośno nie mówi, największy problem Polki mają na drugiej zmianie. Gwizdoń często doładowuje trzy naboje i najczęściej z Polek przytrafiają jej się karne rundy, choć akurat w sztafecie mieszanej w Kontiolahti była bezbłędna.

W Polki nie wierzą bukmacherzy. Za każdą złotówkę postawioną na ich wygraną gotowi są wypłacić 20. Wyżej oceniają szanse Niemek, Czeszek, Rosjanek, Włoszek, Francuzek, Ukrainek i Białorusinek. Trudno im się dziwić, bo miejsca biało-czerwonych ze sztafet z obecnego sezonu to 6., 9., 7., 9. i 11. W każdym z pięciu startów na podium stały Czeszki, w tym trzy razy na najwyższym stopniu. - Mają dwie topowe zawodniczki, Gabrielę Soukalovą i Veronikę Vitkovą, które są motorem sztafety, i dwie inne, równe zawodniczki, które pewnie strzelają - uważa Kołodziejczyk.

On sam wciąż ma tylko cztery zawodniczki na wysokim poziomie. Jego pole manewru ogranicza się do ustalenia kolejności. - Cóż, musimy liczyć na trochę szczęścia. Ale ono nam tu sprzyja - mówi.

Narty Karabiny Dziewczyny - polskie biathlonistki jak od Tarantina [ZDJĘCIA]