Stephane Antiga: Medal ma w sobie sporo goryczy. To oczywiste, że brakowało nam zarówno Kurka, jak i Kwolka

- Za kilka godzin srebro na pewno będzie bardzo smaczne. Na ten moment ma w sobie jednak sporo goryczy. Nie zmienia to faktu, że ZAKSA jest najlepszą drużyną w Polsce, zasłużyła sobie w pełni na złoty medal. Mnie pozostaje tylko żałować - mówi po finale PlusLigi trener wicemistrzów Polski, Stephane Antiga.
Zobacz wideo

W sobotę ONICO Warszawa po raz trzeci uległo ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle i tym samym zdobyło srebrny medal mistrzostw Polski sezonu 2018/2019. Warszawianie w pamięci wciąż mieli jednak błąd sędziego, który zaważył na wyniku pierwszego spotkania z podopiecznymi Andrei Gardiniego. Ze stołeczną ekipą żegna się trener, Stephane Antiga. Zastąpi go Andrea Anastasi.

Czy ten srebrny medal smakuje wyłącznie słodko, czy też ma w sobie gorycz? Doprowadził pan zespół do finału, a teraz mu się z nim pożegnać.

Stephane Antiga: - Za kilka godzin na pewno będzie bardzo smaczny. Na ten moment ma w sobie jednak sporo goryczy. Nie zmienia to faktu, że ZAKSA jest najlepszą drużyną w Polsce, zasłużyła sobie w pełni na złoty medal. Mnie pozostaje tylko żałować.

Tego, że według wasza dzisiejsza przegrana mogła dać wynik 2:1 dla ZAKSY w rywalizacji, a nie 3:0?

- Dokładnie tak. Żałuję pierwszego meczu, ale także trzeciego seta w sobotnim spotkaniu. Oczywiście nie wiem czy inne scenariusze ostatecznie dałyby nam złoty medal, jednak czuję w sobie głód dalszej gry i powrotu do Warszawy na kolejne spotkanie. Zapomnijmy jednak o tym wszystkim i celebrujmy piękny sezon, zakończony tyloma wspaniałymi emocjami.

 Trudno jednak chyba będzie o tym zapomnieć. To wielkie osiągnięcie zdobyć medal, mierząc się z kontuzjami dwóch podstawowych zawodników.

- To prawda. Po dwóch ciężkich ciosach, jakimi była strata Bartosza Kurka i Bartosza Kwolka, pokazaliśmy ogromną siłę psychiczną. Walczyliśmy, graliśmy naprawdę przyjemną dla oka siatkówkę. Nie wiemy, jaki byłby koniec tego sezonu, gdybyśmy na jego finiszu nie musieli mierzyć się z urazami podstawowych graczy - to na pewno byłaby zupełnie inna historia. Nie zmienia to faktu, że takie sytuacje to część sportu.

 Jak wyglądała od środka sprawa Macieja Muzaja, czyli waszego transferu medycznego za Kwolka? To atakujący, który pojawił się za przyjmującego w momencie, gdy Piotr Łukasik nie grał najlepszych meczów play-off. Nie brakowało wam więc przyjmującego?

- Trudno mówi się o takich rzeczach po fakcie. Na ten moment mieliśmy trzech przyjmujących, a Maciej Muzaj był gotowy do gry i chętny, by występować w naszym zespole. Choć początkowo na ataku pojawiał się Sharone Vernon-Evans, to wkrótce Maciej udowodnił swoją wysoką formę i pozostawiłem go na parkiecie. Zintegrował się z grupą, świetnie w nią wszedł i jak dla mnie poradził sobie na medal. O reszcie nie ma co dyskutować, bo to oczywiste, że brakowało nam zarówno Bartosza Kurka, jak i Bartosza Kwolka.

Gdzie zobaczymy pana w kolejnym sezonie?

- Zobaczymy. Jeszcze nie podjąłem decyzji.