Biegający księża. Czy bieganie jest jak modlitwa?

Rektor w seminarium zastanawiał się, czy Rafała w ogóle wyświęcić. Bo może bieganie jest dla niego ważniejsze od Boga? Rafał przekonał zwierzchników, że maratony nie są żadną konkurencją dla kapłaństwa. Dlaczego biegają, co to zmienia w ich życiu, o czym wówczas myślą? Księża opowiadają o swoim bieganiu.

Szczupły brunet w okularach, włosy zawsze krótko przystrzyżone - Jacek Stryczek, ksiądz z Krakowa. To on zapalił świeczki przed budynkiem warszawskiej giełdy i postawił konfesjonał przed galerią handlową. Nie obawiał się śmieszności - ważniejsze było to, co chciał przekazać, a nie to, że ludzie uznają go za osła i będą się śmiać. Jakiś czas temu postanowił ograniczyć używanie samochodu. Podobno w Krakowie jest w każde miejsce mniej więcej osiem kilometrów. Najpierw przesiadł się na rower. Teraz czasem jeździ rowerem, czasem biega. Bywa, że na spotkanie i z powrotem przetruchta 16 kilometrów.

Organizm domaga się sportu

- W moim przypadku sprawa jest prosta - tłumaczy, gdy pytam, skąd ta skłonność do wysiłku. - Mam organizm sportowca. Przez 10 lat trenowałem siatkówkę. Jeśli tylko przestaję uprawiać sport, zaczynam chorować. Dlatego z niedowierzaniem patrzę na ludzi, którzy się nie ruszają i nie chorują. Prócz tego, że sportu domaga się mój organizm, mam go też w mózgu. - Ksiądz lubi się ścigać? - Wieczna rywalizacja. Najpierw z samym sobą. Ja akurat nie potrzebuję przeciwników, by zwyciężać. Wystarczy, że potrafię pokonać samego siebie, ale oczywiście uwielbiam też rywalizację, zwłaszcza w tych konkurencjach, gdzie wygrywam. Najlepiej idzie mi w chodzeniu po górach i w jeździe na rowerze. Jest w to wpisana i technika i taktyka. Prócz tego wytrzymałość i umiejętność koncentrowania sił na finiszu. Zwykle niemrawo zaczynam wyścigi, po prostu trzymam się czołówki. Najważniejsze jest na końcu. Wygrać. To nawet nie jest mój sposób na życie, tylko sposób życia.

Biegający ksiądz - Jacek Stryczek z KrakowaBiegający ksiądz - Jacek Stryczek z Krakowa Agencja Wyborcza.pl Ksiądz Jacek Stryczek z Krakowa

21 kilometrów po parkowej alejce

- Kiedy biegam przebywam sam ze sobą, ze swoimi myślami, ale właśnie wtedy mam czas aby pochylić się nad swoją wiarą - mówi Rafał Gniła, ma 36 lat, spośród tłumu biegaczy, którzy biorą udział w maratonach, wyróżnia go to, że jest księdzem. Wśród maratończyków nie ma ich zbyt wielu. Biegać zaczął w podstawówce, wolał to niż książki. Dlatego poszedł do technikum w Kluczborku, miał zostać kucharzem. Uczył się gotować, trenował i startował. Potem dwa miesiące przed maturą, podczas zawodów zerwał ścięgno Achillesa - osiem tygodni leżenia - to wyciągnął książki i zaczął się uczyć. Maturę zdał. Nauczyciele podejrzewali nawet, że ściągał - jak to możliwe, że z gagatka zamienił się w pilnego ucznia? Któregoś dnia wsiadł do autobusu w Kluczborku i zaczął rozmyślać. Że skoro zdał maturę, to warto iść na jakieś studia - może wychowanie fizyczne? Wysiadając z autobusu był już pewny, że chce iść do seminarium. Ale tam go nie chcieli, bo miał za słabe oceny. W końcu jednak dali się przekonać. Nie oznaczało to jednak końca treningów. Gdy nie mógł wyjść z seminarium - na stumetrowej spacerowej alejce robił 21 kilometrów. Przed święceniami Rektor zastanawiał się, czy go w ogóle wyświęcić. Bo może bieganie jest dla niego ważniejsze od Boga? Rafał przekonał zwierzchników, że maratony nie są żadną konkurencją dla kapłaństwa. Miał zresztą świetne oceny na świadectwie, w seminarium nauczył się kilku języków obcych.

Biegający ksiądz - Jacek Stryczek z KrakowaBiegający ksiądz - Jacek Stryczek z Krakowa Agencja Wyborcza.pl Ksiądz Rafał Gniła

Jeśli tylko przestaję uprawiać sport, zaczynam chorować. Dlatego z niedowierzaniem patrzę na ludzi, którzy się nie ruszają i nie chorują - mówi ksiądz Stryczek.

Sam ze swoją wiarą

- Zdarza się księdzu podczas biegu odczuć jedność z Bogiem? - pytam ks. Gniłę. - Nie odważę się powiedzieć, że kiedykolwiek jestem w jedności z Bogiem. Użyłbym raczej stwierdzenia, że jestem w drodze, odkrywam Go, poznaję, staram się choć trochę zrozumieć. Pewnie dlatego wiara jest tak ciekawa, inspirująca i odkrywcza. To Heidegger pisał, że największym problemem człowieka jest brak czasu na myślenie. Kiedy człowiek biegnie przed siebie przez dwie godziny, jest sam ze sobą i ma ten czas. Mam wrażenie, że Pan Bóg wtedy najwięcej do mnie mówi. To biegając, układam swoje kazania, myślę o sprawach, z których zwierzyli mi się parafianie. - To w trakcie biegania ksiądz ma siłę, by rozmyślać o czymś innym niż sam bieg? - Problemem dzisiejszego człowieka jest to, że rzadko myśli nad swoim byciem, a bieg daje taką możliwość. I ja z niej korzystam. Dodatkowo - może to dziwnie zabrzmi - bieg stanowi dla mnie filozofię w jej etymologicznym sensie jako umiłowanie mądrości. Może niektórzy spojrzą na to z sarkazmem, ale bieg rozświetla trudne życiowe sprawy. Często rozmyślam o tym, że ktoś mnie postawił na starcie, zaplanował trasę życia, ja czasami błądzę, spotykam innych ludzi i zmierzam do celu. Wszystko to ma głęboką logikę, stanowi również wyraz mojej wiary w to, że organizatorem zawodów mojego życia jest sam Bóg. - Może dzięki bieganiu ksiądz robi sobie taką kroplówkę z endorfiny? - W czasie biegu oczywiście występuje zmęczenie, może rzeczywiście organizm uzależnia się jakoś od endorfiny - nie wiem nie jestem fizjologiem, trudno mi uzasadnić, dlaczego potrzebuję się zmęczyć.

Życiówka ks. Rafała Gniły w maratonie to 2.28.45, które uzyskał pięć lat temu w Mediolanie. Gdy w maratonie w Luksemburgu zajął drugie miejsce, proboszcz obdarował go tortem. Od kilku lat ksiądz Rafał organizuje Polska Biega w Działoszynie - był tam wikarym na parafii.

Ks. Jacek Stryczek nie startuje w zawodach, ma zbyt dużo kontuzji i zajęć. Stał się już właściwie człowiekiem-instytucją. Jego stowarzyszenie "Wiosna" organizuje akcję "Szlachetna Paczka" i program edukacyjny dla dzieci "Akademia Przyszłości".

Biegający ksiądz - Rafał Gniła z KluczborkaBiegający ksiądz - Rafał Gniła z Kluczborka Agencja Wyborcza.pl Ksiądz Rafał Gniła z Kluczborka

Czy jestem jakiś inny?

- Należałoby zapytać parafian czy jestem jakiś inny - broni się maratończyk, gdy pytam, czy nie traktują go jako "odmieńca". - W Raciszynie na mojej wiosce, a także na poprzedniej mojej parafii w Działoszynie spotykam ludzi, którzy zawsze zadziwiają mnie swoją życzliwością. Na każdym kroku dostrzegam przejawy dobra ze strony drugiego człowieka i właśnie to mnie buduje - że są ludzie, którzy w księdzu widzą nie tylko obraz sztywnych, dogmatycznych ram i nakazów. - Co ksiądz ma z tego biegania? Godzina, dwie dziennie, to mnóstwo czasu! - Sport nauczył mnie pokonywania trudności i upartego, mozolnego dążenia do celu. Trening maratoński jest niezwykle trudny - wymaga wielomiesięcznych przygotowań, wielu godzin spędzonych w różnych warunkach, często w deszczu czy śniegu, nie gwarantuje również sukcesu, ale w swej trudności jest niezwykle piękny i przynosi olbrzymie zadowolenie.

***

Siostra Madonna Buder trenuje religijnie Madonna Buder należy do zgromadzenia "Sisters for Christian Community" w USA, organizacji założonej po II Soborze Watykańskim. Siostra Buder, rocznik 1930 - zaczęła biegać w wieku 48 lat. Dziś ma 82 lata i nadal trenuje. Brała udział w ponad 320 zawodach triathlonowych, w tym 36 klasy "Ironman", gdzie zawodnik musi przepłynąć 3,8 km, przejechać rowerem 180 km, a na końcu przebiec maraton (42,195 km), całość trzeba zrobić w mniej niż 17 godzin. W 2005 r., gdy Madonna Buder miała 75 lat, dobiegła na metę w mistrzostwach świata Hawaii Ironman w czasie o godzinę krótszym od limitu. Madonna Buder dedykuje starty w zawodach konkretnym celom charytatywnym, na które zbiera pieniądze. O sobie mówi, że trenuje religijnie. Dołącz do nas na Facebooku.