Polska Biega 3 Maratony: Mężczyźni kontra królewski dystans

Pierwsze relacje męskiej drużyny po maratonie we Wrocławiu. Każdemu z nich udało się pokonać dystans 42,195 km. Teraz mogą już mówić, że są maratończykami! Przeczytajcie co myślą po swoim debiucie. Chłopaki - gratulacje! Mimo upału zmierzyliście się z dystansem i wygraliście tę nierówną walkę!

Jacek Kazubowski 44 lata, inżynier budownictwa, Białe Błota (woj. kujawsko-pomorskie) czas netto: 4:07.13

Po kontuzji Achillesa została tylko blizna Wojtek tak nam wszystko ustalił, że biegło mi się idealnie. Jestem już w tym wieku, że słucham mądrzejszych. Piłem na każdym punkcie - jak trener kazał, ściśle według wskazań. I biegłem w tempie, w jakim miałem. Jedyne, co się nie zgadzało z planem, to 32. kilometr - miałem wtedy przyspieszyć, a... osłabłem. Na 40. kilometrze złapała mnie kolka i musiałem ją rozchodzić przez 500 m. Ale czuję się doskonale, jak po półmaratonie. Było super. I te emocje... Popłakałem się i na starcie, i na mecie. Bieganie to jest sport dla mnie, do piłki nożnej już nie wrócę - tam trzeba biegać zrywami, a ja wolę biec cały czas równo. 11 lat temu, grając w nogę, zerwałem ścięgno Achillesa. Ale - jak widać - po tej kontuzji została już tylko blizna. Za półtora miesiąca w Poznaniu poprawię czas. A w przyszłym roku przebiegnę maraton z moją żoną (Gosia Kazubowska ukończyła z drużyną "Gazety" maraton w Poznaniu w 2010 r.). To już postanowione!

Czesław Przybylski 65 lat, technik mechanik na emeryturze, Świdnica czas netto: 4:27.37

Mieć 65 lat i przebiec maraton to jest coś! Warunki były ciężkie. Wojtek wyznaczył mi czas 4:15, a pobiegłem słabiej. Ale i tak jestem szczęśliwy. Ostatnie dwie noce słabo spałem, a to ponoć kluczowe dla dobrej formy, żeby się wyspać. To jednak duży stres. Nie chciałem dać plamy, będąc w drużynie "Gazety". Plan treningowy realizowałem, nawet na początku robiłem trochę więcej, niż miałem zalecone. Potem wysiadła mi kostka i na jakiś czas zawiesiłem treningi. Ale wszystko działo się pod kontrolą Wojtka. Nawet maraton przebiegłem pod jego okiem, kilka razy mijałem go na trasie. Na 25. kilometrze zaczęło mi się robić ciemno przed oczami i przeszedłem do marszu. Gdyby nie ból kolana, to cały maraton bym przebiegł. Dwa razy zatrzymywałem się w punktach medycznych, ale zabrakło im środka do zamrażania i tylko smarowali mi kolano maścią. Nic to nie dało. Niepotrzebnie założyłem opaskę na kostkę - uwierała mnie i mam teraz wielki pęcherz. Jak na mecie zobaczyłem mojego 12-letniego syna Martyna, miałem łzy w oczach.

Dariusz Kowalczyk 44 lata, dyrektor ds. personalnych, Wrocław czas netto: 5:01.07

Należy mi się wieniec laurowy - Mieszkam we Wrocławiu przy trasie maratonu. Zawsze patrzyłem na tych biegaczy i myślałem: "O mój Boże, jak oni się męczą" - mówił Darek, tłumacząc swoje zgłoszenie do drużyny. Teraz zmęczył się sam - przybiegł o wiele szybciej, niż planował. - Na mecie niewiele mówił, przeżywał ten maraton w środku - powiedział Wojtek Staszewski. I dodał: - Żałuję, że nie pobiegłem z nim końcówki. Jestem pewien, że złamałby pięć godzin. Małgorzata Smolińska, koordynatorka akcji Polska Biega, też była we Wrocławiu. Relacjonuje: - Wieczorem przed biegiem Staszewski zrobił odprawę i wiedząc już o upałach, kazał wszystkim biec w nakryciu głowy. Darek kupił sobie czapeczkę i przyniosła mu szczęście. Tuż przed metą machał nią kolegom z pracy, którzy przyszli mu kibicować. Na mecie w prezencie od rodziny dostał wieniec laurowy. Łukasz Sulima-Dolina 22 lata, studiuje turystykę i rekreację w Lublinie, pochodzi z Radomia czas netto: 5:11.22

Marzenie o maratonie zrealizowane, szukam następnego Maraton był moim marzeniem z czasów, gdy jeszcze ważyłem 50 kg więcej. Schudłem dzięki diecie i bieganiu. Udało się dobiec i złamać 5:15. Jestem zadowolony i bardzo zmęczony. Było gorąco i ciężko. Sukcesem jest to, że w ogóle dobiegłem i przeżyłem, wielu uczestników zwoziły z trasy karetki. Na 40. kilometrze ludzie leżeli na drodze pokotem, nieliczni biegli, reszta szła. Brakowało wody, bo ludzie brali po trzy-cztery kubki naraz - żeby pić i żeby się polewać. Ja też dobiegłem do mety całkiem mokry. Najgorzej było na 25. kilometrze - podbieg w pełnym słońcu. Od 27. kilometra biegł ze mną trener i motywował mnie. Co powiedział na mecie? Że muszę nabrać doświadczenia. Ja lubię biegać pod górę, więc może taki będzie mój następny bieg. Jestem pod wrażeniem pozostałych panów. Świetnie pobiegli!

Już 25 września w Warszawie z maratonem zmierzą się Kobiety z Drużyny "Gazety". Trzymajcie za nie kciuki! Dołącz do nas na Facebooku.