5 listopada ubiegłego roku Śląsk Wrocław ogłosił podpisanie 3,5-letniego kontraktu z Patrykiem Klimalą. Zawodnik został zaprezentowany z fanfarami podczas przerwy meczu z Łódzkim Klubem Sportowym. Ligi jednak nie podbił. Nie zdobył ani jednego gola w oficjalnym spotkaniu, a Jacek Magiera nie zabrał go na przedsezonowy obóz. Dał do zrozumienia, że nie widzi go w pierwszym zespole.
Ostatecznie zawodnik rozegrał jeszcze cztery mecze w grających na czwartym poziomie rozgrywkowym rezerwach. Strzelił cztery gole, ale nie został przywrócony do pierwszego zespołu. Dziś jest już piłkarzem wypożyczonym do Sydney FC, gdzie w pierwszym ligowym meczu zaliczył asystę i zmarnował rzut karny.
Po raz pierwszy od odsunięcia do rezerw Śląska zabrał głos. W piątkowej rozmowie z Kanałem Sportowym podzielił się swoją perspektywą ostatnich miesięcy. - Te moje przenosiny do Sydney były trochę wymuszone, ja nie chciałem trafiać z piekła do nieba. Chciałem sobie stworzyć niebo we Wrocławiu, ale nie było mi to dane - rozpoczął napastnik.
Klimala zdradził, że już na początku okienka transferowego odmawiał dyrektorowi sportowemu z Australii, który chciał ściągnąć go do Sydney.
- Nie ukrywam, że wywiady dyrektora sportowego (Śląska - przyp. red.) mówiące o tym, że są przepisy, które mówią, że zawodnik musi grać, bo jeśli nie gra, to można zerwać kontrakt z zawodnikiem, troszeczkę zmusiły mnie do tego transferu. Walczyłem o to, żeby zostać przywróconym do pierwszego zespołu. Wiem, że mam jakość, żeby grać w Ekstraklasie i strzelać dla Śląska bramki. Nie zostałem wysłuchany i przywrócony do pierwszego zespołu. Byłem zmuszony do odejścia. Chciałem grać i się w dalszym ciągu rozwijać - powiedział.
Napastnik odniósł się także do tematu, o którym we Wrocławiu było głośno. Chodziło o potencjalny transfer do Standardu Liege. - Dyrektor Balda powiedział, że takiego transferu nie było. Ja mam i z miłą chęcią mogę ci zaraz na prywatną wiadomość podesłać oficjalną ofertę ze Standardu Liege. Myśę, że to jest tylko i wyłącznie moja wina, bo niepotrzebnie puściłem chłopakom w eter informację, że taki transfer dojdzie do skutku - przyznał.
Zawodnik odniósł się także do okoliczności odsunięcia go od pierwszego zespołu Śląska. Szczerze przyznał, że przykro mu z powodu nieotrzymania drugiej szansy w klubie. Według jego relacji decyzje zostały podjęte z dnia na dzień na podstawie sparingu z Rokitą Brzeg Dolny.
- Do mnie ten argument nie trafiał i chciałem troszeczkę powalczyć - czy w wiadomościach prywatnych z trenerem Magierą - prosząc go o spotkania - czy z dyrektorem sportowym, mówiąc wszem i wobec, że zostaję we Wrocławiu. Chciałem powalczyć o to, żeby udowodnić samemu sobie, że to był bardzo duży wypadek przy pracy - wyjaśnił.
Klimala dodał, że nie ma żalu, ale chciałby otrzymać argument, który do niego trafi. - Argument typu "zagrałeś słabo z A klasą w sparingu" kompletnie do mnie nie trafiał. Ja w tym sparingu bardzo słabo zagrałem, ale to dlatego, że byłem dopiero tydzień w treningu. Wcześniej przez 2,5 miesiąca nie mogłem trenować, z racji na wykonany zabieg kardiologiczny. Czułem się bardzo źle i wyglądałem bardzo źle, ale były ku temu argumenty - podsumował.
Snajper wyraził nadzieję, że wróci za rok do Wrocławia i podkreślił, że trzyma kciuki za Śląsk. Wrocławianie od początku sezonu mają problemy ze strzelaniem goli. Jedynym golem napastnika WKS-u jest gol Sebastiana Musiolika z przegranego (3:5) meczu z Pogonią Szczecin. Kolejny mecz wicemistrzowie Polski rozegrają w sobotę 28 września. Na wyjeździe zmierzą się z Motorem Lublin.
Komentarze (2)
Klimala zaskoczył po odejściu ze Śląska. "Zmuszono mnie"