Doping. Obrońca Adama Seroczyńskiego o sprawie clenbuterolu u jamajskich sprinterów i polskiego kajakarza

- Przewodniczącym komisji dyscyplinarnej która ukarała Adama Seroczyńskiego był sam Thomas Bach, dzisiejszy szef Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. I to od niego dziś zależy, czy MKOl zrobi cokolwiek, by pomóc w oczyszczeniu Seroczyńskiego - mówi Sport.pl mecenas Ludwik Żukowski, który bronił Polaka przed Trybunałem Arbitrażowym do spraw Sportu
W niedzielę telewizja ARD ujawniła, że MKOl i WADA wyciszyły sprawę śladowych ilości clenbuterolu wykrytego u jamajskich sprinterów po ponownym przebadaniu próbek pobranych podczas igrzysk w Pekinie. A za ten sam clenbuterol, w podobnym stężeniu, wykryty właśnie podczas igrzysk w Pekinie skazały polskiego kajakarza Adama Seroczyńskiego. Mimo odwołania do Trybunału Arbitrażowego do spraw Sportu Polak dostał dwa lata dyskwalifikacji, bo odrzucono jego linię obrony, że clenbuterol pochodził z zanieczyszczonego mięsa. Wówczas MKOl przekonywał, że Polak jest jedynym u którego wykryto clenbuterol w Pekinie, więc nie może chodzić o mięso. Teraz MKOl i WADA przyznały, że takich przypadków było więcej.

Paweł Wilkowicz: Po rewelacjach ARD o wyciszeniu przypadków clenbuterolu u Jamajczyków sprawa Adama Seroczyńskiego, zyskała drugie życie. Zamierza pan to, jako jego obrońca przed Trybunałem Arbitrażowym, jakoś wykorzystać?

Ludwik Żukowski: Sprawa zyskała nawet trzecie życie, nie drugie. Bo w sprawie tego drugiego życia to zaczęliśmy starania już kilka miesięcy temu. Dostałem wówczas z dwóch różnych źródeł wiadomość, że zakończyły się prace dwóch niezależnych od siebie zespołów badawczych, sponsorowane przez Światową Agencję Antydopingową (WADA), nad laboratoryjnym odróżnianiem clenbuterolu, nazwijmy go, syntetycznego, od clenbuterolu który trafia do organizmu już metabolizowany przez zwierzęta. Czyli tego zjedzonego z mięsem kurcząt i cieląt. Te badania zakończyły się sukcesem, jest metoda odróżniania takich clenbuterolów.

Adam Seroczyński opowiadał, że w związku z tym poprosiliście MKOl, aby zamroził jeszcze na jakiś czas próbkę Polaka z Pekinu, żeby można było ją przebadać tą nową metodą.

- Tak, poprosiłem PKOl o złożenie takiego wniosku do MKOl. Bo kończył się ośmioletni okres przechowywania próbek pobranych w Pekinie. Te próbki są własnością MKOl, ale przechowuje je dla komitetu chińskie laboratorium. I PKOl zaproponował nawet, że on weźmie na siebie koszty tego przedłużonego mrożenia. Bo było jasne, że trzeba będzie jeszcze trochę poczekać: problem polega na tym, że projekt wprawdzie został zakończony, efekty badań zostały opublikowane, ale procedura weryfikacji tej metody jeszcze trwa.

MKOl na tę prośbę nie odpowiedział?

- Nie odpowiedział. I nawet planowałem na wtorek wizytę w PKOl żeby się dowiedzieć, jaka jest sytuacja. Bo może jest szansa, byśmy upierając się przy naszym pomyśle, wyciągnęli do MKOl pomocną dłoń: skoro teraz są kontrowersje wokół sprawy Jamajczyków, i jest metoda odróżniania, to można skłonić WADA żeby trochę przyspieszyła pracę nad atestem metody, która mogłaby oczyścić całą grupę sportowców. Wtedy MKOl mógłby pokazać, że nie chowa głowy w piasek, tylko działa. Nie wiem, jaka jest dyplomatyczna siła oddziaływania PKOl na szefa ruchu olimpijskiego Thomasa Bacha. Sprowadźmy to do polityki, bo tu jednak sporo polityki jest. To właśnie Thomas Bach był przewodniczącym panelu dyscyplinarnego, który wymierzał karę Adamowi Seroczyńskiemu. Pamiętam, że podczas stypy po pogrzebie tragicznie zmarłego szefa PKOl Piotra Nurowskiego rozmawiałem z Bachem, to była już nasza trzecia rozmowa. Nie chcę powiedzieć, że mnie wtedy zbył. Ale powiedział, że on czeka na to co zrobi WADA. Bo MKOl, jak tłumaczył, nie może być aktywnym członkiem takich procedur.

Ale w sprawie clenbuterolu u Jamajczyków MKOl okazał się dość aktywny. Bo badacze mieli wyraźnie przykazane, żeby w przypadku takich dopingowych odkryć nie nadawać oficjalnego biegu sprawie bez konsultacji z działaczami.

- Są równi i równiejsi, jak się okazuje. Dlatego warto ponownie wystąpić z tą sprawą, może Bach przemyśli to i zrobi coś, co pomoże oczyścić Seroczyńskiego.

Inaczej, skoro sprawę rozstrzygnął już Trybunał Arbitrażowy, pozostanie tylko odwołanie do sądu powszechnego w Szwajcarii?

- Tak. Ale na dziś jako prawnik nie mam żadnego punktu zaczepienia dla takiego wniosku. Gdyby metoda odróżniania clenbuterolu o której mówiłem dostała atest, wtedy mogę złożyć wniosek o wznowienie postępowania.

Czyli nie wystarcza samo to, że MKOl i WADA przyznały, że stan faktyczny się zmienił? W uzasadnieniu werdyktów w sprawie Seroczyńskiego pisano, że clenbuterol u niego nie mógł się wziąć z mięsa, bo wtedy wpadliby i inni sportowcy, a nie wpadli. A teraz MKOl i WADA przyznały, że wpadli. I to nie tylko ci Jamajczycy, ale też sportowcy z innych krajów i w innych dyscyplinach.

- Nauka poszła do przodu i nagle się okazuje, że Adam nie był sam. Ja tak uważałem od początku. Że tak będzie. Mam do siebie pretensje, że podczas odwołania byłem za mało agresywny. Powinienem pójść ostro, od początku. Zakładałem, że MKOl będzie chciał bronić chińskiego komitetu organizacyjnego. Zaufał mu, a sprawa clenbuterolu w mięsie byłaby uszczerbkiem na wizerunku. Tyle że tak naprawdę MKOl bronił wówczas kogo innego: wyrzuconego w międzyczasie dyrektora naukowego MKOl ds. medycznych pana Patricka Samasha. To był jego pogląd, że nie można mieć w moczu clenbuterolu metabolizowanego przez zwierzęta. Samash został wyrzucony dwa czy trzy lata temu. Ale wtedy był, był wpływowy. Kto będzie kontrolował co mówi niby racjonalny naukowiec?

I teraz MKOl robi woltę. Sprawa umorzenia postępowań w sprawie Jamajczyków jest właśnie dlatego przedziwna: nie ma żadnej logiki, żadnych stałych reguł. Nawet wielki Alberto Contador, mimo śladowej ilości wykrytego clenbuterolu, był oskarżony o doping. A tutaj hurtem sprawy umorzono. Przedstawiciele WADA powiedzieli, że ślady w próbkach to było poniżej jednego nanograma na mililitr, więc zapewne z mięsa. Ale Seroczyński też miał poniżej nanograma.

- On miał 0,27 nanograma w próbce A i 0,35 w B. Śmiesznie niskie wskazania. Clenbuterol to był doping kulturystów, ciężarowców.

Pamiętam jak Andrzej Rakowski, lekarz kajakarzy, mówił po ujawnieniu sprawy Seroczyńskiego: ale po co byłby Adamowi taki gów..y doping, to kajakarzom nic nie daje.

Niskie dawki clenbuterolu stosowane dłużej powodują odtłuszczenie mięśni. Więc coś by dały, ale Adam jest genetycznie tak odtłuszczony, że ma najcieńszą możliwą warstwę. Wracając do kulturystów i ciężarowców: oni mieli stężenia po trzy nanogramy. 2,5 było najmniejsze. I gdy WADA ustalała standard laboratoryjny dla clenbuterolu, czyli poziom który laboratoria muszą wykrywać, żeby dostawać akredytację, to wyznaczyła go na poziomie 2 nanogramów. Laboratoria nie musiały wykrywać niższych stężeń. Można było mieć 1,5 nanograma i nie mieć żadnych problemów w testach. Ale w Pekinie akurat był supernowoczesny sprzęt i wykrył nawet 0,27. W każdym innym laboratorium Adam przeszedłby kontrolę bez żadnego ale. Contador zresztą miał podobne stężenie do Adama. Ale on miał fart do kalendarza startów: tak to mu się poukładało z karą i planem startów, że w sumie niewiele ucierpiał. Ja już wtedy liczyłem, że sprawa Contadora pomoże Adamowi, że WADA przewartościuje swoje podejście. Ale WADA jest strasznie konserwatywna.

A na co pan liczy teraz?

- Tutaj jest wielka rola mediów. Może pod ich naciskiem MKOl się otrząśnie i zacznie działać.

MKOl mógłby choć podać nazwiska tych u których ten clenbuterol wykryto. Mowa jest o kilkorgu Jamajczyków w biegach. Im nawet nikt nie może zadać niewygodnego pytania. A Adam Seroczyński mówi, że jemu złamano karierę, a trochę też i życie prywatne, bo tyle energii włożył w walkę o oczyszczenie.

- To jest bardzo pozytywny chłopak, a przetrącili mu kręgosłup. Ja tę sprawę bardzo przeżywałem. Bardziej niż sprawę Justyny Kowalczyk, której też broniłem przed Trybunałem Arbitrażowym. Bo u niej to się dobrze ułożyło. Odwołanie zostało uznane, większa część kary przypadła na lato, czyli czas bez startów, a już rok później deksametazon za użycie którego dostała karę został wykreślony z listy zakazanych. A Adam niczego nie wywalczył. Jego było im po prostu łatwiej ukarać niż tych lekkoatletów. Był w takim wieku, że można się było spodziewać, że po dyskwalifikacji nie wróci (w roku igrzysk w Pekinie kończył 34 lata - red). Był z dyscypliny, którą reflektory rzadziej oświetlają. Może to brutalnie zabrzmi, bo to ważny sport. Ale jednak nie tak dopieszczany przez media. I poszło z takim Adamem łatwiej.