Chociaż surfing kojarzy nam się zwykle z Hiszpanią, Florydą czy Hawajami, to tym razem znakomici surferzy przyjechali nad Bałtyk. Okazuje się, że z chłodu i zimnych fal też można zrobić atut, a polskie morze nawet na początku kwietnia potrafi zauroczyć surferów.
Na te zawody czekać trzeba było długo. Od momentu zaplanowania Cold Waves by Porsche, przygotowania listy uczestników i logistyki, trzeba było poczekać na fale, czyli wiatr i dobrą pogodę. Idealne warunki do surfowania nad polskim morzem nie zdarzają się zimą za często. Dlatego zawodnicy długie tygodnie czekali na znak.
Polowanie na fale i goście z całego świata
Oczekiwanie trwało dokładnie od 1 lutego. Najpierw był wstępny sygnał o sprzyjających warunkach. Gdy już wyznaczono datę rywalizacji, uczestnicy dostali 48 godzin, aby przyjechać do Władysławowa. Surferzy nadciągali z Francji, Hiszpanii, Szkocji, czy Irlandii. Rok temu pojawił się nawet uczestnik z... Australii. Nie przeszkadzało mu, że dłużej leciał, niż rywalizował. No cóż - życie surfera pełne jest przygód.

