Jak one się zmieniają: dyscypliny lekkoatletyczne

Jutro rozpoczynają się mistrzostwa Europy w lekkoatletyce. Wobec absencji naszych tyczkarek, dyskopatii naszej młociarki i bolącej kostki płotkarki - ciężko być wielkim optymistą. Na poprawę nastrojów postanowiliśmy przypomnieć, jak ciekawie ewoluowały niektóre dyscypliny atletyczne i jak zabawnie by było, gdyby wciąż uprawiano je w ten sposób, jak sto lat wcześniej.

Rzut oszczepem

Uprawiano już w starożytności (nie tylko na polowaniach) i wówczas przypominał dyscyplinę, którą znamy dzisiaj, choć rzucało się z miejsca i pewnie znacznie bliżej. Na przełomie XIX i XX wieku jednak rzut oszczepem wyglądał inaczej - w pierwszej fazie trochę jak skok o tyczce. Wykonywało się go techniką "z palca", czyli prawa, miotająca ręka spoczywała na końcu oszczepu a lewa tylko przytrzymywała wzniesiony ku górze. Gdyby oszczep był dłuższy a rzut wykonywałby na przykład prezydent Szczecina - pewnie wyglądałoby to tak:

Skok w dal

Również znany w czasach starożytnych. Grecy skakali wówczas z ciężarkami trzymanymi w obu rękach - miało to pomagać w oddaniu dalszego skoku i chyba się sprawdzało, bo niejaki Chionis z Lakonii 500 lat p.n.e. oddał skok na 16 metrów (choć prawdopodobnie ten wynik jest sumą trzech skoków). Skoki z ciężarkami uprawiano jeszcze w XIX wieku, przed czasami nowożytnych igrzysk. Gdyby ta konkurencja się utrzymała w formie oryginalnej, pewnie byłaby śmieszniejsza. Na wazach antycznych ciężarki wyglądają jak słuchawki telefoniczne.

Skok wzwyż

Początki dyscypliny mają miejsce w Anglii w połowie XIX wieku. Skakano wówczas, jak przez płotki. Pół wieku później wykrystalizowała się technika "nożycowa" . W latach 40-tych XX wieku zawodnicy zaczynają nurkować przenosząc nad poprzeczką najpierw głowę. Dzisiejszy styl, tzw. "flop", wymyślił amerykański skoczek Dick Fosbury - technika ta dała mu złoto na igrzyskach w Meksyku w 1968 roku. Wcześniejsze style może nie były tak skuteczne, ale skok z wyrzutem nogi do góry, szpagatem niemalże, ciosem Chucka Norrisa niemalże - budziłby dziś na pewno większe zainteresowanie.

Skok o tyczce

I w tej dyscyplinie pierwsze skoki wyglądały jak wzięte z azjatyckiego kina akcji. Kije (początkowo drewniane - jesion, bambus) nie wyginały się tak, jak te dzisiejsze - stąd skoczek musiał atakować poprzeczkę nieco bardziej horyzontalnie. Nogi nie wędrowały do góry, bardziej poziomo.

Lekkoatletyka to sporty klasyczne, z historią sięgającą starożytności. Możliwość śledzenia ich ewolucji daje pewną frajdę. Jeszcze większą dałyby pokazowe zawody retro. Wyobraźcie sobie Isinbajewą skaczącą na drewnianym patyku. Albo Irvinga Saladino skaczącego z ciężarkami uczepionymi do rąk. Nawet nie ma pewności, że byliby równie dobrzy w takich konkurencjach. My natomiast mielibyśmy na pewno dobry materiał do opisania na serwisie.

Spiro

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.