Sport.pl

Vancouver 2010. Złoto Justyny Kowalczyk! Co za finisz! Wielkie emocje!

Justyna Kowalczyk zdobyła złoty medal w biegu narciarskim na 30 kilometrów podczas igrzysk olimpijskich w Vancouver. Polka walczyła do ostatnich centymetrów z Norweżką Marit Bjoergen - swoją największą rywalką w tych igrzyskach. Na linii mety dzieliło ich raptem 0,3 s. Trzecie miejsce zajęła Finka Aino-Kaisa Saarinen.
Tak serwis Z Czuba relacjonował bieg  »

Złoto Kowalczyk to największy sukces polskich sportów zimowych od prawie 40 lat. Ostatni i jedyny złoty medal dla Polski w zimowych igrzyskach zdobył w 1972 r. w Sapporo Wojciech Fortuna.

Gratulacje od Bjoergen

Sędziowie czekali na wynik pomiaru fotokomórki, co w maratonach narciarskich zdarza się niezwykle rzadko. Kowalczyk jednak wiedziała, że wygrała, końcówka należała tylko do niej. Polka po minięciu linii mety padła na śnieg. Leżąc na brzuchu przyjęła gratulację od Bjoergen.

Nasza lidera klasyfikacji generalnej Pucharu Świata udowodniła, że przyjechała do Vancouver wspaniale przygotowana. W sumie wywalczyła w tych igrzyskach trzy medale. Żadnemu innemu reprezentantowi Polski w historii zimowych igrzysk nie udała się taka sztuka.

Polka na czele od początku

Od początku rywalizacji Kowalczyk utrzymywała się w czołówce. Cały czas za nią biegła najgroźniejsza rywalka Norweżka Marit Bjoergen. Cały czas w czołówce była też Finka Aino-Kaisa Saarinen i Szwedka Charlotte Kalla.

Na 10 km Kowalczyk postanowiła zmienić narty, szybko dogoniła zawodniczki biegnące na początku. Cały czas w czołówce sensacyjnie utrzymywała się kolejna z Polek Kornelia Marek. Na pomiarze czasu przy 12 kilometrze traciła do liderki ledwie 11 sekund i była w prowadzącej grupce.

Na 20 kilometrze Kowalczyk znowu zmieniała narty, zaatakowała wtedy Norweżka Kristin Stoermer Steira. Polka musiała się sprężyć żeby rywalkę dogonić. Udało się, ale chwilę później zaatakowała Bjoergen. Wiadomo było, że walka o zwycięstwo rozegra się pomiędzy faworyzowanymi Polka i Norweżką.

Pogoń bez gogli

Justyna goniła rywalkę, zrzuciła gogle i pędziła do przodu. Na pięć kilometrów przed metą nasza zawodniczka traciła niespełna dwie sekundy.

Justyna Kowalczyk zrzuciła gogle i to jedno Wam powiemy - Leo Messim zrzucania gogli Polka nie jest. Przyczepiły jej się do włosów, musiała poprawiać. Miejmy nadzieję, że nie zatrzyma jej policja za śmiecenie - żartował serwis Z Czuba w swojej relacji. Emocje sięgały jednak zenitu.

Dwa kilometry do mety i Kowalczyk zaatakowała zmęczoną prowadzeniem Bjoergen. Obie walczyły ramię w ramię. Sprint po 30 kilometrach morderczego biegu. Norweżka wyszła na prowadzenie, ale Polka kontratakowała, stadion wiwatował, bo taka rywalizacja w maratonie rzadko się zdarza. Kilka mocnych pociągnięć i Kowalczyk wyprzedziła Bjoergen o zaledwie 0,3 sekundy. Mamy złoto! Mamy prawdziwą KRÓLOWĄ ŚNIEGU!

Wszystko o naszej biegaczce - specjalny serwis Justyna Kowalczyk »


Więcej o: